Dziennik Gazeta Prawna
Co z podatnikami, u których organ podatkowy lub kontroli skarbowej stwierdził zaległość? Czy oni również są niewinni aż do momentu zakończenia postępowania, aż do uprawomocnienia się decyzji? Niestety nie. Owszem, dopóki spór jest prowadzony na płaszczyźnie administracyjnej, podatnik nie musi regulować wykazanej w decyzji zaległości. No, ale jeżeli idziemy poskarżyć się do sądu, to... niestety musimy zapłacić (pomijając nieliczne przypadki, w których na wniosek podatnika jest wstrzymywane wykonanie decyzji).
To oczywiście dla naszego dobra, aby nie biegły odsetki, aby nie rosły zaległości, aby...
Problem w tym, że nie każdego podatnika stać na luksus sporu z fiskusem.
Jednak ustawodawca cały czas stara się pomóc podatnikom, ulżyć ich (nie)doli i w ramach cudu wyborczego roku pojawiła się w podpisanej przez prezydenta (czeka na publikację w Dz.U.) ustawie z 5 sierpnia 2015 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw nowa zasada: „Niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika”.
Bardzo dobrze – jest tylko jeden „mały problem”: kto będzie decydował o tym, czy faktycznie wystąpiły wątpliwości co do treści przepisów, a jeżeli już faktycznie takie się pojawiły, to czy nie da się ich usunąć?
Mam takie przeświadczenie graniczące z pewnością, że będą spory o to, czy ten przepis powinien mieć w danej sytuacji zastosowanie, czy może jednak z uwagi na jego kwalifikowaną formę („niedające się usunąć”) będzie martwy.
Przecież organy potrafią usunąć każdą wątpliwość co do treści przepisu. Czy przypadkiem nie obowiązuje już od lat konstytucyjna zasada równości wobec prawa? Raczej tak. A jednak nie przeszkadza to organom podatkowym w stosowaniu formułki, której treść sprowadza się do tego, że wyroki i interpretacje nie stanowią źródła prawa, i jako takie nie wiążą organów. Oczywiście nie stanowią prawa, nie wiążą organów, ale według konstytucyjnej zasady równego traktowania podatnicy mają prawo oczekiwać, a nawet żądać, by w tej samej sytuacji faktycznej i prawnej byli potraktowani jak inni podatnicy. Niestety tak się nie dzieje.
Moglibyśmy wymieniać inne konstytucyjne czy ordynacyjne zasady, które brzmią przyjaźnie dla podatników, a o których stosowanie przez organy podatnicy nagminnie muszą się upominać w sądzie.
„Niedające się usunąć wątpliwości co do treści przepisów prawa podatkowego rozstrzyga się na korzyść podatnika.” – klauzula ta może mieć kolosalny wpływ na sytuację podatników, bo niestety wiele przepisów już w momencie ich uchwalenia budzi wątpliwości. Nieraz na tych łamach, czy to w formie felietonu, czy to w całkiem poważnym tonie demaskowałem niedoróbki legislacyjne. Obawiam się, że w kolejnych wydaniach, przy okazji omawiania najświeższych zmian w przepisach prawa podatkowego nieraz będę zmuszony do tego, aby wytknąć prawodawcy nieścisłości, a czasami sprzeczności w świeżutkich, jeszcze ciepłych, przepisach podatkowych.
Abym był dobrze zrozumiany. Ten tekst nie ma na celu wykazania, że klauzula o wyjaśnianiu wątpliwości jest zbędna. Wprost przeciwnie – jest potrzebna, a to, co jest w niej zapisane, w zasadzie wynika z Konstytucji Najjaśniejszej oraz z uniwersalnych zasad państwa prawa. Więcej, to również nie jest krytyka organów podatkowych. One są od tego, aby przestrzegać stosowania prawa (tak na marginesie: powinny przestrzegać stosowania prawa, a nie szukać błędów). Chodzi o to, że – jak myślę – powstaje nowy przepis, który owszem da nadzieję podatnikom na poprawę ich sytuacji, ale niewiele wniesie do praktyki. Przysporzy jedynie dodatkowych sporów, wydłuży – i tak przydługie – postępowania. Tymczasem jako podatnicy powinniśmy żądać poważnego traktowania, jasnych i porządnie napisanych przepisów (by takie klauzule były bardzo rzadko stosowane ze względu na transparentność regulacji), ale nade wszystko realnego domniemania niewinności. Bo co z tego, że po pięciu latach w sądzie organ odda pieniądze, które podatnik musiał zapłacić jako zaległość, wnosząc skargę na – uchyloną następnie – decyzję. Problem w tym, że do tej pory niejedna firma przestaje istnieć, ledwo funkcjonuje, a czasami są rozbijane nie tylko rodzinne interesy, lecz nawet rodziny...