Przypomnę, że 5 marca br. państwa grupy G7 (Kanada, USA, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Japonia, Niemcy i przedstawiciele Unii Europejskiej) poinformowały opinię publiczną o zgodzie na dwa filary wielkiej reformy podatkowej. Pierwszy z nich powinien zmusić największe korporacje międzynarodowe (nie tylko cyfrowe) do płacenia podatku dochodowego w kraju, w którym taki dochód został osiągnięty. Drugi filar oznacza wprowadzenie minimalnej światowej stawki CIT na poziomie 15 proc., co w założeniu może być ogromnym ciosem w raje podatkowe. Nie będzie bowiem już opłacalne kuszenie zagranicznych inwestorów stawką CIT na poziomie 0, 4 czy 9 proc., skoro różnica między minimalnym podatkiem a tym preferencyjnym i tak trafi do zainteresowanego fiskusa.
O tym wszystkim jednak w mniejszym lub większym stopniu media już informowały. O czym w takim razie należałoby przypomnieć?