Przez długi czas wszyscy spodziewali się twardego brexitu, bez umowy. Pod koniec roku Wielka Brytania i UE podpisały jednak taką umowę o wolnym handlu. Co ona zmieniła?
Reklama
Różnica między brexitem bez umowy i z umową polega na tym, że dzięki tej umowie zlikwidowane zostały wszelkie taryfy celne oraz kontyngenty ilościowe na określone towary. Mamy więc umowę o wolnym handlu między UE i Wielką Brytanią.
Czy wyjście z umową oznacza miękki (soft) brexit?

Reklama
Nie nazwałbym tego miękkim brexitem. Moglibyśmy tak mówić, gdyby Wielka Brytania została na wspólnym rynku unijnym i w unii celnej. Tak się nie stało, co oznacza, że mamy twardy brexit z umową. Na podobnej zasadzie Unia Europejska posiada umowę o handlu z Japonią czy Kanadą. Umowa brexitowa jest jednak pierwszą zawartą przez UE, która nie przewiduje w ogóle taryf celnych i kontyngentów na określone towary. To nowość. Wszystkie inne umowy, jak te z Japonią czy Kanadą, są w pewnym stopniu ograniczone. Nie mamy więc ceł w transakcjach z Wielką Brytanią ani kontyngentów ilościowych, lecz oczywiście są o dodatkowe wymogi.
Co umowa zmieniła z punktu widzenia polskich eksporterów?
Wielka Brytania opuściła wspólny obszar celny i rynek unijny, w związku z czym od 1 stycznia br. polscy eksporterzy muszą ją traktować jako kraj trzeci. Oznacza to nowe obowiązki w zakresie formalności eksportowych: przedsiębiorca wysyłający towar poza granice unijnego obszaru celnego jest zobowiązany do sporządzania i składania deklaracji eksportowych na każdy z dostarczanych produktów. Oznacza to również nowe ustalenia, jeśli chodzi o podatki, szczególnie VAT. Znika możliwość dokonywania wewnątrzwspólnotowej dostawy towaru, nie funkcjonują już faktury europejskie z 0 proc. VAT. Zerowa stawka VAT może być obecnie stosowana tylko i wyłącznie w przypadku, gdy podatnik udokumentuje, że towar opuścił europejski obszar celny. Najłatwiejszym rozwiązaniem jest tutaj skorzystanie z systemu ECS (export control system), który w momencie wyjścia towaru poza granicę UE generuje komunikat IE-599. Ten komunikat jest podstawą do zastosowania zerowej stawki celnej. Jeżeli tego komunikatu nie będzie w ciągu pół roku, a eksporter nie udowodni w inny sposób, że towar opuścił europejski obszar celny, będzie musiał zastosować podstawową stawkę VAT obowiązującą w kraju, czyli 23 proc.
Jak to wygląda od strony brytyjskiej?
Wielka Brytania wprowadziła własny okres przejściowy, który został podzielony na trzy etapy. Chodzi o wymogi dotyczące zgłaszania towaru do odprawy celnej, które będą narastać.
Do kiedy będzie trwał pierwszy etap?
Pierwszy etap będzie trwał do końca marca br. Polega na tym, że absolutna większość produktów z wyjątkiem towarów kontrolowanych może być wprowadzana na obszar celny Wielkiej Brytanii z odroczonymi deklaracjami. Firmy i importerzy muszą stosować pełną ewidencję tych dostaw, jednak mogą je deklarować do 1 lipca br. Jest to bardzo duże ułatwienie, bo likwiduje konieczność natychmiastowego zgłaszania towarów do odprawy. W rezultacie większość towarów pochodzenia unijnego jest obecnie wprowadzana na rynek brytyjski podobnie jak do tej pory.
Wyjątek, jak pan mówi, dotyczy tych towarów kontrolowanych, czyli jakich?
Chodzi o towary akcyzowe, jak również produkty wysokiego ryzyka, czyli np. alkohol, tytoń, paliwa, a także żywe zwierzęta, zagrożone gatunki roślin i zwierząt, niektóre produkty pochodzenia zwierzęcego oraz pewne chemikalia. Wszystkie te towary podlegają pełnym deklaracjom i trzeba je zgłaszać zgodnie z dodatkowymi wymogami. Może się to jednak odbywać w punkcie przeznaczenia. Nie trzeba tego robić w punktach kontroli granicznej, w tzw. border control posts, które są już co prawda wyznaczone, lecz jeszcze nie wszystkie w pełni funkcjonują.
Na co jeszcze eksporterzy powinni zwrócić uwagę w tym pierwszym okresie, czyli do końca marca br.?
Z uwagi na pandemię COVID-19 aż do końca czerwca przy wwozie towaru do Wielkiej Brytanii nie ma konieczności składania deklaracji kontroli i bezpieczeństwa ENS (Entry Summary). Ułatwienie to dotyczy wszystkich towarów. Jeśli natomiast chodzi o eksport z Wielkiej Brytanii, ten wymóg funkcjonuje już od 1 stycznia, co oznacza, że brytyjscy eksporterzy muszą składać zarówno deklaracje Exit Summary (EXS), jak i ENS przy wysyłce towaru do UE.
Co z regułami pochodzenia towarów z UE?
To jest bardzo istotna sprawa. Chodzi o to, że towar, który trafia na brytyjski obszar celny, nie podlega opłatom i taryfom celnym tylko wtedy, gdy jest pochodzenia europejskiego, a więc w odpowiednim stopniu został wytworzony w UE.
To dość nieprecyzyjne sformułowanie. Jak należy rozumieć, że towar został wytworzony w odpowiednim stopniu na terenie UE?
Są tu pewne niuanse, jeśli chodzi o rodzaj towarów. W niektórych przypadkach za towar wyprodukowany w UE jest uznawany taki, który pochodzi w 40 proc. z krajów unijnych. W innych przypadkach ten procentowy wskaźnik może być inny. Zasadniczo należy przyjąć, że określona ilość produktu gotowego musi być wykonana z komponentów pochodzących z UE bądź z Wielkiej Brytanii. To oznacza również, że produkty pozaunijne, ale pochodzenia brytyjskiego są traktowane jako unijna część składowa. Reguły pochodzenia dotyczą bowiem tych towarów, które są wykonane na terenie jednej ze stron umowy (UE lub Wielka Brytania).
Co jeśli dany artykuł będzie pochodził w większości z komponentów czy produktów, np. chińskich?
W takim przypadku nawet jeśli produkt końcowy zostanie oznaczony jako unijny, będzie podlegał opłatom celnym. To jest bardzo istotna rzecz, na którą warto zwrócić uwagę.
Co się zmieni od 1 kwietnia, a więc w II etapie przejściowym?
Zmiana nie będzie duża. Pierwszego kwietnia wejdą bowiem w życie kontrole produktów pochodzenia zwierzęcego oraz regulowane produkty pochodzenia roślinnego. W tym przypadku eksporter będzie musiał być przygotowany do tego, aby zgłosić wcześniej tego rodzaju ładunek i przedstawić odpowiednie dokumenty sanitarne i fitosanitarne. Wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego – czyli np. żywność, mięso, miód, mleko, jajka – będą musiały posiadać odpowiednie dokumenty sanitarne. Kontrola tego typu dostaw będzie odbywała się nadal w punkcie przeznaczenia, a nie we wspomnianych border control posts.
Co to oznacza dla polskich przedsiębiorców? Czy dobrze rozumiem, że oni będą musieli przedstawiać dokumenty sanitarne i fitosanitarne?
Mechanizm będzie inny. Polski przedsiębiorca nie będzie wwoził tych produktów do Wielkiej Brytanii, jeśli nie jest jednocześnie brytyjskim importerem. Może nim być wtedy, jeśli polska spółka matka ma spółkę córkę lub oddział na terenie Wielkiej Brytanii. W większości przypadków odpowiedzialność polskiego eksportera będzie kończyła się na granicy unijnej, a więc w momencie, gdy towar będzie opuszczał europejski obszar celny. Gdy towar będzie wjeżdżał do Wielkiej Brytanii, odpowiedzialność za dostawę będzie przejmował brytyjski importer. Będzie on oczywiście potrzebował od polskiego eksportera certyfikatów sanitarnych i fitosanitarnych, lecz polski podmiot nie będzie musiał przejmować się brytyjskimi procedurami celnymi. W praktyce wymogi wraz z kolejnymi etapami – od 1 kwietnia i od 1 lipca br. – będą narastać.
Co zmieni się od 1 lipca?
Dopiero wtedy ruszą pełne kontrole. Towar będzie mógł wjechać na obszar celny Wielkiej Brytanii, jeśli importer złoży deklaracje importowe oraz certyfikaty ENS. Kontrole towarów nie będą już przeprowadzane w punkcie przeznaczenia, lecz w border control posts, które są rozsiane po całej Wielkiej Brytanii, zatem nie tylko na wybrzeżu, ale również w głębi lądu. Brytyjczycy ogłosili już listę tych punktów. Auta, które będą wjeżdżać od 1 lipca ze specyficznymi towarami, które a priori wymagają fizycznego sprawdzenia (np. artykuły pochodzenia zwierzęcego), będą musiały kierować się do border control posts, aby dokonać odprawy. A zatem od 1 lipca wejdą w życie wszystkie wymogi, które do tego czasu będą zawieszone, aby ułatwić transgraniczny handel.
Jak to będzie funkcjonowało w praktyce?
Trudno to dziś powiedzieć. Strona brytyjska pracuje obecnie nad nowymi systemami informatycznymi. One nie do końca są jeszcze ze sobą zintegrowane. Brytyjczycy deklarują, że wszystko będzie gotowe na czas. Dotychczas, przez te 10 dni, licząc od 1 stycznia, nie widzieliśmy perturbacji na granicach. Większość importerów przygotowała się bowiem na zakończenie okresu przejściowego, budując stany magazynowe przed końcem zeszłego roku. Można nawet mówić o zmniejszonym ruchu towarowym od 1 stycznia br. Pojawiły się jednak sygnały, że niektóre kategorie towarów, np. ryby, są przetrzymywane na granicy, co ma istotne znaczenie dla tego typu, szybko psujących się, produktów. Zdarzyła się np. taka sytuacja, że ładunek szkockich ryb został przetrzymany przez francuskich celników. W efekcie ich dostawa do odbiorców francuskich trwała trzy dni, a nie jeden dzień. Francuzi już teraz twierdzą, że 90 proc. deklaracji jest wypełniane niewłaściwie, można więc spodziewać się różnego rodzaju perturbacji, chociaż raczej to będzie w kierunku z Wielkiej Brytanii do UE, a nie odwrotnie.
Problemów można spodziewać się po 1 lipca. Mam jednak nadzieję, że nowy system elektronicznej rejestracji towarów będzie dobrze funkcjonował.
Co z e-commerce, a więc sprzedażą towarów do Wielkiej Brytanii przez internet?
Wiele pytań przedsiębiorców dotyczy tego obszaru. Do końca 2020 r. była to wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (WDT), w związku z tym nie trzeba było spełniać specjalnych formalności związanych z deklarowaniem tego towaru i VAT. Od 1 stycznia br. sytuacja się zmieniła. Rząd brytyjski chce uszczelnić swój system VAT i wprowadził nowy istotny wymóg. Jeśli towar jest sprowadzany z zagranicy, czyli np. z UE, a jego wartość nie przekracza 135 funtów, to obowiązek odprowadzania VAT za ten towar do brytyjskiego fiskusa ciąży na eksporterze. Taki towar nie podlega tzw. VAT granicznemu, a trzeba stosować zasady opodatkowania VAT od sprzedaży.
Co to w praktyce oznacza?
W praktyce polski eksporter musi zarejestrować się w brytyjskim systemie VAT, uzyskać numer VAT i składać tam deklaracje podatkowe. To skomplikuje życie polskim sprzedawcom, bo wymaga od nich zarejestrowania się w brytyjskim systemie. Dochodzą do nas sygnały, że niektórzy europejscy sprzedawcy online (np. holenderscy sprzedawcy akcesoriów rowerowych) przestali wysyłać swoje towary do Wielkiej Brytanii, bo wiąże się to z tymi nowymi wymogami. Firmy podkreślają, że jest to bezprecedensowy wymóg w skali świata. Gdyby każdy z krajów na świecie (np. Brazylia, Chiny, USA, Ukraina) wprowadził wymóg rejestracji, to niektóre firmy musiałyby prowadzić ewidencje VAT we wszystkich krajach, w których sprzedają swoje produkty za pomocą platform online. Jest to niewątpliwie nietypowe rozwiązanie.
A co jeśli wartość sprzedawanego towaru poprzez platformy e-commerce przekracza 135 funtów?
W takiej sytuacji nie ma obowiązku rejestrowania się w systemie VAT Wielkiej Brytanii. Obowiązek rozliczenia VAT ciąży wtedy na importerze.