Krzysztof Jedlak

Krzysztof Jedlak

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Kilka poważnych zmian już za nami: najpierw z początkiem roku wprowadzono rozwiązania przeciwdziałające zatorom płatniczym (inaczej sformułowana ulga na złe długi w VAT i obowiązkowa korekta kosztów uzyskania przychodów w PIT i CIT, która – jak się okazuje – ma być poprawiana), potem wiosenne, drobne, choć dla niektórych przedsiębiorców istotne modyfikacje w systemie VAT (dotyczące np. nieodpłatnych przekazań) i niedawne wprowadzenie odwrotnego obciążenia w handlu wyrobami ze stali i miedzi oraz solidarnej odpowiedzialności w obrocie produktami wrażliwymi (złoto, paliwa). Za nami też od kilku dni akcyza na gaz (tu akurat niewiele mieliśmy do powiedzenia, trzeba było wdrożyć regulacje unijne). A przed nami? Kolejne zmiany w VAT – liczne, w tym bardzo poważne, jak określenie na nowo momentu powstawania obowiązku podatkowego oraz jedna istotna w CIT. Chodzi o opodatkowanie spółek komandytowo-akcyjnych i de facto likwidację struktur optymalizacyjnych z ich udziałem. Zrezygnowano z obłożenia podatkiem spółek komandytowych. Ministerstwo Finansów doszło do wniosku, że nie ma potrzeby stawiać ich na równi z SKA. Co ważne, resort nie ma też zamiaru wracać do pomysłu ich opodatkowania. Ciekawe jednak, że trzeba było tyle czasu i burzliwej dyskusji, by dojść do wniosków, które teraz wszystkim wydają się oczywiste.

Nie jest jasne, kiedy i co stanie się z innymi projektami, jak np. nowelizacja ordynacji podatkowej, opodatkowanie zagranicznych spółek kontrolowanych (CFC), niedostateczna kapitalizacja, i paroma pomysłami zmierzającymi do sprecyzowania obowiązujących już regulacji.

Zmiany w ordynacji, w tym wprowadzenie generalnej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania czy nawet opodatkowanie CFC to projekty, które co do idei nie budzą wątpliwości. Z wielu powodów można by nawet powiedzieć, że powinny być szybko wdrożone: dla bardziej równomiernego rozłożenia ciężarów związanych z uszczelnianiem systemu podatkowego – by nie było tak, że lepiej regulują podatki ci, których nie stać na to, aby ich nie płacić wcale lub by płacić je mniejsze. Wątpliwości budzi co innego: jakość wykonania.

Trzeba więc wierzyć, że im wolniej młyny fiskusa mielą, tym lepszej jakości będzie legislacyjna mąka, z której parlament upiecze jedną czy drugą ustawę, np. ordynacja nie może być tylko zmieniona, ona musi być po zmianach po prostu lepsza. W najbliższym czasie się przekonamy, czy młyny mielą wolno, ale lepiej, czy tylko wolno, a mąka jest tak marna jak zawsze.