Toczy się dyskusja na temat zwiększenia preferencji podatkowych dla przedsiębiorców inwestujących w badania i innowacyjność. Założenia swoich rozwiązań przedstawiło Ministerstwo Gospodarki. Jak wszystkie zmiany, które skutkują zmniejszeniem dochodów budżetowych, również i te poddawane są wnikliwej analizie resortu finansów. Równolegle swoje pomysły przedstawiają posłowie. Dyskusja zapewne będzie się przeciągać. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że nowe zachęty dla firm są niezbędne, bo istniejąca od 7 lat ulga na nowe technologie w praktyce prawie nie funkcjonuje. Każdego roku korzysta z niej tylko kilkadziesiąt podatników CIT. Trochę większe zainteresowanie preferencją jest wśród podatników PIT, ale to wciąż zdecydowanie za mało. Przyczyny leżą w kwestiach zasadniczych – definicji nowej technologii, wąskim zakresie ulgi oraz jej wysokości.

Co oznacza innowacyjność

Dziś przepisy (art. 18b ustawy o ustawy o CIT; t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397 z późn. zm. oraz art. 26c ustawy o PIT; tj. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 z późn. zm.) pozwalają obniżyć podstawę opodatkowania o połowę wydatków poniesionych na nabycie nowej technologii. Za taką ustawodawca uważa wiedzę technologiczną w postaci wartości niematerialnych i prawnych (WNiP), w szczególności wyniki badań i prac rozwojowych. Ma ona umożliwiać wytwarzanie nowych lub udoskonalonych wyrobów lub usług i nie może być stosowana na świecie przez okres dłuższy niż 5 lat. To z kolei potwierdzić musi opinia niezależnej od podatnika jednostki naukowej w rozumieniu ustawy o zasadach finansowania nauki.

– Warunki są więc dość rygorystyczne, natomiast przedsiębiorcy nie zawsze mają pewność, czy mają podstawę do skorzystania z ulgi – komentuje Joanna Litwińska, doradca podatkowy w ECDDP.

Także w ocenie Łukasza Kosonowskiego, doradcy podatkowego w MDDP, problemem jest brak bezpieczeństwa podatkowego.

– Mimo obowiązku uzyskania opinii jednostki naukowej odnośnie do nowej technologii, istnieje ryzyko zakwestionowania przez organy podatkowe odliczonej ulgi, gdyż opinia ta nie ma charakteru wiążącego – mówi Łukasz Kosonowski.

Dlatego w planach ministra gospodarki jest m.in. powołanie instytucji certyfikującej wydatki na badania i rozwój kwalifikujące się do odliczenia przed ich poniesieniem.

– Jej rozstrzygnięcia mają mieć charakter wiążący w systemie kontroli skarbowej, co na pewno byłoby korzystne dla przedsiębiorców – mówi Joanna Litwińska.

Z kolei Maciej Hadas, doradca podatkowy, menedżer w Grant Thornton, jest zdania, że warto w ogóle ograniczyć wymóg uzyskiwania opinii do wątpliwych przypadków lub wprowadzić dobrowolność w jej uzyskiwaniu.

Wykorzystanie ulgi na nowe technologie

Wykorzystanie ulgi na nowe technologie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Bezwzględny wymóg przedstawiania opinii wydaje się zbędny, o ile oczywiście podatnik będzie mógł bez problemu wykazać spełnienie warunków odliczenia, bazując na nowej definicji innowacyjności – mówi Maciej Hadas.

Wydatek na maszynę nie do odliczenia

Eksperci są zgodni, że należałoby też rozszerzyć zakres ulgi. Anna Zięba, doradca podatkowy w kancelarii Kochański Zięba Rapala i Partnerzy, tłumaczy, że obecna definicja nowych technologii obejmuje wyłącznie wartości niematerialne i prawne, czyli np. licencje na oprogramowanie komputerowe, prawa z patentu czy wzoru użytkowego.

– Wyłączone z ulgi są natomiast wydatki na nabycie środków trwałych, na przykład nowoczesnych linii produkcyjnych, które stanowią lwią część kosztów innowacyjnych firm produkcyjnych – podkreśla Anna Zięba.

Rozszerzenie ulgi na środki trwałe wychodziłoby więc naprzeciw oczekiwaniom wielu podatników. Na ten akurat postulat odpowiada projekt poselski Ruchu Palikota.

– Przewiduje on kredyt na innowacje umożliwiający odliczenie od podstawy opodatkowania dwukrotności wartości początkowej środków trwałych i WNiP, które powstały w wyniku inwestowania w badania i prace rozwojowe – tłumaczy Joanna Litwińska.

Inną barierą, na jaką wskazuje Anna Zięba, jest dziś to, że z ulgi nie mogą korzystać firmy, które wytwarzają nowe technologie we własnym zakresie. Ponadto ustawodawca znacznie ograniczył zakres czasowy korzystania z ulgi. Odliczeniu podlegają bowiem co do zasady tylko wydatki poniesione w roku wprowadzenia nowych technologii do ewidencji oraz w roku następnym.

– Tymczasem wiele polskich firm korzysta z nowych technologii na podstawie długoterminowych umów, dokonując płatności za korzystanie z nowych technologii okresowo przez wiele lat – zwraca uwagę Anna Zięba.

Wysokość odliczenia nie gwarantuje korzyści

Kolejna wada dzisiejszych rozwiązań to niewielka korzyść podatkowa.

– Dzisiejsza ulga w wysokości jedynie 50 proc. kwoty poniesionych wydatków odliczanych od podstawy opodatkowania jest niewystarczająca i nie stanowi dostatecznej zachęty podatkowej do ponoszenia takich kosztów – stwierdza Maciej Hadas.

Ulga proponowana przez MG ma polegać na odliczaniu 126 proc. kosztów kwalifikowanych – poprzez zaliczanie ich w całości do kosztów uzyskania przychodu oraz dodatkowo potrącenie 26 proc. tych kosztów od podatku należnego.

– Oznacza to, że jeżeli np. przedsiębiorca zainwestuje 1 mln zł w prace badawczo-rozwojowe, to kwotę tę w całości będzie mógł uznać za koszty uzyskania przychodu, a ponadto obniży kwotę należnego podatku o 260 tys. zł, co z pewnością będzie dla niego korzystne – mówi Joanna Litwińska.

Andrzej Pałys, ekspert z KPMG podkreśla, że twórcy nowych rozwiązań powinni być świadomi błędów w istniejącej regulacji, które spowodowały, że ulga na nabycie nowych technologii po siedmiu latach obowiązywania nie przyniosła właściwie żadnych pozytywnych efektów.

– Obecne ograniczenia, w połączeniu z brakiem promocji ulgi wśród przedsiębiorców sprawiły, że jedynie niewielka liczba podmiotów zdecydowała się na skorzystanie z preferencji – komentuje ekspert.

Jego zdaniem w chwili obecnej bardzo istotne jest stworzenie narzędzia, które da silny impuls do wzrostu innowacyjności przedsiębiorstw.

– Osiągnięcie tego celu byłoby możliwe m.in. poprzez rozszerzenie zakresu ulgi, przede wszystkim na nowe technologie wytworzone we własnym zakresie, oraz uproszczenie zasad jej przyznawania – podsumowuje Andrzej Pałys.

Rozszerzenie ulgi na środki trwałe wyszłoby naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców