Firmy, które nie mogą dogadać się z kontrahentami, piszą na nich donosy do skarbówki. Problem w tym, że sprawdzony może być też donosiciel.
Promocja firmy na portalach społecznościowych to dziś żadna nowość. Gorzej, jak promocja zmienia się w antyreklamę. Tak było w przypadku blogerki modowej Elizy Wydrych, która za pomocą Facebooka domagała się od jednej z firm handlujących obuwiem rozliczenia. Wymiana zdań na temat, kto i jaki towar przekazał i co miał dać w zamian, nie przyniosła rozstrzygnięcia. Komentarze na fan page’u popierały blogerkę. Zagrożony przedsiębiorca postanowił więc sięgnąć po armatę. Wysłał do Elizy Wydrych pismo, w którym zawiadomił ją, że składa w jej urzędzie skarbowym donos, aby ten sprawdził, czy zgłosiła do opodatkowania wszystkie dochody, również te uzyskane na podstawie współpracy z jego spółką. Blogerka umieściła list w internecie i zawrzało. Oczywiście jeszcze bardziej pogrążając firmę obuwniczą. Po kilku dniach jej właściciel poszedł po rozum do głowy i wysłał pismo prostujące, że poprzedni list był nieporozumieniem.
– Skarbówka okazała się tylko straszakiem – potwierdziła w rozmowie z nami Eliza Wydrych.