Lektura polskich przepisów podatkowych oraz ich twórczego rozwinięcia w postaci interpretacji podatkowych pozwala nam najczęściej poznawać świat od nowa.
Świat, którego, jak się okazuje, wcale tak dobrze nie znamy, jak mogłoby się to wydawać. Oto dwa przykłady. Jeszcze niedawno fiskus zaliczał raki do ryb. To trochę odmienna klasyfikacja niż ta, której uczono nas w szkołach. Teraz okazuje się, że internet nie jest dla tego samego fiskusa środkiem masowego przekazu.
A zatem wszelkie portale informacyjne, internetowe gazety i różnego rodzaju nowe kanały komunikowania się dziennikarzy (i nie tylko) ze społeczeństwem do mediów już się nie zaliczają. Powód jest banalnie prosty. W przepisach, które wymieniają różne media, w których można organizować konkursy promowane nagrodami, od których – pod pewnymi warunkami – nie trzeba płacić podatku, nic o internecie nie ma mowy. Jakoś mnie to nie dziwi.