Z danych Krajowej Izby Biegłych Rewidentów wynika, że co roku ok. 1,5 tys. (na ok. 21 tys.) opinii biegłego rewidenta wystawianych jest z zastrzeżeniem.

Zbigniew Libera, członek Krajowej Rady Biegłych Rewidentów, wyjaśnia, że opinia ma zwrócić uwagę na nieprawidłowości w sprawozdaniu finansowym badanego podmiotu, które – wbrew sugestii biegłego rewidenta – nie zostały usunięte przez zarząd spółki.

Inwestorzy powinni traktować je jako ważny sygnał ostrzegawczy i zastanowić się nad ryzykiem ewentualnej decyzji inwestycyjnej.

Zdarza się, że rynek nie do końca zdaje sobie sprawę z powagi zastrzeżenia. Skrajnym przykładem jest wzrost wartości akcji firmy tuż po publikacji sprawozdanie z zastrzeżeniem biegłego rewidenta co do zysku netto podanego przez zarząd.

Zbigniew Libera podkreśla, że ważne jest, aby inwestorzy rozumieli skutki wskazanych nieprawidłowości. Obok poważnych zastrzeżeń związanych np. z wynikiem finansowym są i takie dotyczące tzw. ograniczenia zakresu badania. To sytuacja,  w której biegły rewident nie jest w stanie zweryfikować części sprawozdania finansowego, czasami z przyczyn leżących poza kontrolą badanego podmiotu.

Według eksperta dobrym sygnałem jest natomiast zainteresowanie instytucji nadzorczych np. Komisji Nadzoru Finansowego. Znane są przypadki, kiedy jej przedstawiciele kontaktują się ze spółkami i proszą o wyjaśnienie zastrzeżeń biegłych rewidentów.

W USA taka korespondencja ma charakter publiczny. Jeśli  tamtejsza komisja nadzoru podzieli opinię audytora, często nakazuje firmie zmianę raportu finansowego. Efekt jest taki, że wiele firm woli zastosować się do uwag biegłych rewidentów, niż przenosić dyskusję z organami nadzoru na forum publiczne.