Aż 97 proc. firm korzystających z ulgi badawczo-rozwojowej pozytywnie ocenia tę preferencję, ale sięgnęły po nią tylko nieliczne. Niewielu przedsiębiorców słyszało też o nowej uldze IP Box. Tymczasem Ministerstwo Finansów przyznaje, że można je łączyć.
Reklama
Badanie dotyczące postrzegania ulgi B+R przeprowadziła firma Ayming wraz z agencją Kantar. Wzięto pod uwagę 30 przedsiębiorstw, które w latach 2016‒2019 skorzystały z ulgi B+R i zatrudniają co najmniej 50 pracowników. Z raportu „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności”, opracowanego na podstawie badania, wynika, że 97 proc. firm pozytywnie ocenia ulgę, 84 proc. kontynuuje korzystanie z niej w kolejnym roku, 47 proc. przeznacza środki uzyskane z ulgi na inwestycje, a 31 proc. na kolejne badania i rozwój. Skądinąd wiadomo, że z tych preferencji korzysta tylko garstka firm. Z danych Ministerstwa Finansów z lipca br. wynika bowiem, że po ulgę B+R sięgnęło 951 podatników CIT. Oznacza to wzrost o 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, ale to wciąż niewiele.

Dlaczego nie korzystają

W raporcie Ayming wskazuje dwa podstawowe powody. Po pierwsze, podatnicy wciąż nie rozumieją, czym jest działalność badawczo-rozwojowa. Postrzegają ją przez pryzmat działań innowacyjnych co najmniej na skalę kraju. „Wiele firm uważa, że ulga nie jest skierowana do nich, tylko do najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw” – czytamy w raporcie. Sęk w tym, że to nieprawda. W praktyce z tej preferencji mogą skorzystać wszyscy podatnicy, którzy prowadzą działania innowacyjne, choćby na niewielką skalę.
Drugim czynnikiem wpływającym na korzystanie z ulgi przez niewiele podmiotów jest – zdaniem Ayming – to, że część przedsiębiorców wciąż o niej nie słyszała, a część nie zdobyła jeszcze odpowiedniej wiedzy podatkowo-technicznej, aby właściwie ją rozliczyć. Z raportu wynika, że 41 proc. badanych firm nie widzi trudności, żeby wskazać, co jest działalnością badawczo-rozwojową. Co trzecia firma uważa też, że ewidencjonowanie kosztów B+R jest łatwe. Tymczasem – stwierdza Ayming – w praktyce najwięcej błędów firmy popełniają właśnie w tych dwóch obszarach. Podatnicy określają, co jest działalnością B+R na podstawie dokumentacji finansowej, a zapominają o analizie technicznej. Problemem dla firm jest też sposób prowadzenia ewidencji księgowej kosztów.

A co to?

Jeszcze gorzej jest z nową ulgą IP Box, wprowadzoną od 1 stycznia 2019 r. Z raportu wynika, że połowa badanych firm w ogóle o niej nie słyszała, a kolejne 28 proc., co prawda, o niej słyszało, ale nie zna szczegółów. Jedynie 22 proc. wie, na czym polega IP Box, z tego zaledwie 3 proc. planuje z niej skorzystać w najbliższym roku.
Przypomnijmy, że IP Box pozwala opodatkować preferencyjną 5-proc. stawką CIT/PIT dochody ze skomercjalizowanych praw własności intelektualnej, czyli np. z patentu, wzoru użytkowego czy autorskiego prawa do programu komputerowego. Prawa te muszą być jednak wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach działalności badawczo-rozwojowej przedsiębiorcy.

Można sięgnąć po obie

W praktyce podatnicy mogą skorzystać z obu ulg – B+R oraz IP Box. – Pamiętać trzeba jednak, że jeden dochód może korzystać tylko z jednej ulgi. Podatnik może wybrać, który dochód korzysta z określonej preferencji – mówi Paweł Stadnik, strategy advisor w firmie Crowe. Potwierdza to Ministerstwo Finansów w objaśnieniach podatkowych z 15 lipca 2019 r. w sprawie IP Box.
Paweł Stadnik przyznaje wręcz, że zalecane jest, aby firma, która chce skorzystać z ulg podatkowych z obszaru badań i rozwoju, patrzyła na nie przekrojowo. – Wdrożenie ulgi B+R oraz IP Box łącznie jest bowiem tańsze niż wdrożenie ich odrębnie – mówi ekspert.

Trzy opcje

W objaśnieniach podatkowych MF precyzuje, że ulgę B+R oraz IP Box można stosować naprzemiennie, nawet jeśli odbywa się to w jednym (tym samym) roku podatkowym. Podatnik ma w praktyce trzy możliwości na styku ulgi B+R oraz IP Box – wskazuje MF.
Po pierwsze może stosować wyłącznie ulgę B+R, po drugie zastosować wyłącznie 5-proc. opodatkowanie na zasadzie IP Box i po trzecie skorzystać z obu preferencji. W tej trzeciej opcji, tłumaczy MF, podatnik w tym samym roku podatkowym może zastosować ulgę B+R oraz IP Box, ale tylko wobec różnych kategorii dochodu. Na przykład B+R wobec dochodu opodatkowanego na zasadach ogólnych, a IP Box wobec dochodu z kwalifikowanego IP.
Resort zwraca też uwagę, że ulga B+R to ulga kosztowa, a więc pozwala ponownie odliczyć wydatki już wcześniej uwzględnione w kosztach podatkowych. To kolejne odliczenie następuje w zeznaniu rocznym. IP Box natomiast to preferencja dochodowa. Pozwala więc na opodatkowanie dochodu stawką 5 proc. (robi się to również w zeznaniu rocznym).
Możliwość zastosowania ulgi B+R co do zasady wystąpi więc na etapie wytworzenia, ulepszania lub rozwijania kwalifikowanej własności intelektualnej, a ulga IP Box pojawi się na etapie komercjalizacji tak wytworzonego/rozwiniętego/ulepszonego kwalifikowanego IP.
Niezależnie od tego, że firma skorzysta z ulgi B+R, IP Box lub obu łącznie, pracownikom wykonującym działalność twórczą przysługuje prawo do autorskich, 50-proc. kosztów uzyskania przychodów. Jak wyjaśnia Paweł Stadnik, ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1387 ze zm.) nie nakłada obowiązku prowadzenia dodatkowej ewidencji, umożliwiającej rozróżnienie wynagrodzenia pracownika na pochodzące z działalności twórczej oraz pozostałej. – Do zastosowania 50-proc. kosztów powinny więc wystarczyć odpowiednie zapisy w umowach o pracę z pracownikami. Stanowisko to potwierdza wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 7 lutego 2019 r. (sygn. akt II FSK 422/17) – wskazuje ekspert. W praktyce jednak organy podatkowe oczekują prowadzenia takiej ewidencji. Powinno z niej wynikać, jaka część wynagrodzenia pracownika może zostać objęta podwyższonymi kosztami uzyskania przychodu, a jaka nie. – Zalecane jest stworzenie i utrzymywanie ewidencji dzieł zawierającej w szczególności informacje co do wysokości wynagrodzenia za pracę twórczą. W przypadku kontroli taka ewidencja stanowi dowód na poprawne rozliczenie umowy o pracę danego pracownika – tłumaczy Paweł Stadnik.