Liczne spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury i PKP. Pisma z ostrzeżeniami i podkreślanie, że Polska niepotrzebnie ryzykuje rozszczelnieniem granicy. Jest też wniosek o zbadanie sprawy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego... Ale wszystko wskazuje na to, że Krajowa Administracja Skarbowa poniesie porażkę i przez kolejowe przejście graniczne Czeremcha-Wysokie Litewskie będą jeździły pociągi towarowe. A razem z nimi kontrabanda. Zdaniem skarbówki otwieranie tego szlaku jest niepotrzebne, ryzykowne i nie ma uzasadnienia ekonomicznego.

– Obserwując próby przemytu papierosów w Kuźnicy czy Siemianówce (...) na przejściu granicznym Terespol-Brześć-Małaszewicze, należy stwierdzić istnienie poważnego ryzyka związanego z powstaniem nowego szlaku przemytniczego w ruchu kolejowym przez analizowane przejście graniczne – napisał w odpowiedzi na interpelację poselską Piotr Dziedzic, wiceminister finansów i wiceszef KAS nadzorujący urzędy celno-skarbowe.

Przez ostatnie trzy lata zajmował kierownicze stanowiska w najbardziej „kryminalnych” departamentach resortu finansów. Nasi informatorzy ze służb radzą zwrócić uwagę na zapis w jego CV, w którym pojawia się enigmatyczne zdanie: „w trakcie kariery zawodowej realizował zadania organów ochrony porządku konstytucyjnego RP, koncentrując się na ochronie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i obywateli”. – Czyli albo był, albo nadal jest w służbach. Wszystko wskazuje na to, że chodzi o ABW. Jeśli więc taki człowiek ufa swoim podwładnym w KAS i ich analizie, to znaczy, że ryzyko nie jest wydumane – mówi nasz rozmówca.

Służby sprawdzą

Oficjalnym uzasadnieniem dla planu, aby na linii Czeremcha-Wysokie Litewskie otworzyć dla ruchu towarowego przejście graniczne, jest konieczność zapewnienia przepustowości granicy i płynnego ruchu. Problem z ruchem miałby występować dlatego, że prowadzone są prace modernizacyjne na przejściu Terespol-Brześć-Małaszewicze. Takich argumentów używa też Ministerstwo Infrastruktury.

„Uruchomienie przewozów przez kolejowe przejście graniczne Czeremcha-Wysokie Litewskie doprowadzi do zwiększenia wydajności infrastruktury przeładunkowej w rejonie Małaszewicz oraz podniesie atrakcyjność Polski jako uczestnika nowego jedwabnego szlaku. Dodatkowym powodem podjęcia przez MI działań zmierzających do uruchomienia kolejowego przejścia granicznego był zator wagonów w rejonie Małaszewicz, który miał miejsce jesienią 2017 r.” – czytamy w odpowiedzi na nasze pytania biura prasowego MI.

Nasi informatorzy z KAS nie dają jednak temu wiary i wskazują, że sprawa musi mieć drugie dno.

– Trochę trudno uwierzyć, tym bardziej że biznes dzięki otwarciu nowego przejścia zrobią głównie Niemcy i Rosjanie. Bo do firm z tych krajów należy gros infrastruktury przeładunkowej i spedycyjnej, która jest umiejscowiona po białoruskiej stronie przejścia. My nie mamy tam nawet wielkogabarytowego RTG do prześwietlania wagonów – mówi jeden z funkcjonariuszy KAS.

Podobnych argumentów używał w piśmie do posłów Piotr Dziedzic.

„(...) czynności przeładunkowe z torów szerokich na tory wąskie odbywać się będą po stronie białoruskiej, a więc obsługa spedycyjna będzie wykonywana przez firmy zagraniczne, co przekłada się na niekorzystny rachunek ekonomiczny przedsięwzięcia (towary w większości będą przewożone przez terytorium Polski w tranzycie i dopuszczane do obrotu w innych krajach UE)” – czytamy w odpowiedzi na interpelację.

Kluczowe jest więc pytanie, komu oprócz MI i PKP zależało na przejściu granicznym, z którego towary z Rosji będą bez problemu przejeżdżały do Niemiec, a służby celno-skarbowe nie będą mogły zapewnić bezpieczeństwa w tym miejscu. To ma zbadać właśnie ABW.

Jest alternatywa

Wiceszef KAS uważa, że przejście Czeremcha-Wysokie Litewskie nie musi być otwierane, a alternatywą dla Terespola i Małaszewicz mogą być Siemianówka oraz Kuźnica Białostocka.

Dziedzic podkreśla, że podległe mu służby stoją na stanowisku, że jeśli nowe przejście ma być otwarte, to tylko tymczasowo, na trzy lata, po spełnieniu wielu zastrzeżeń KAS i z odprawą jedynie „dwóch par pociągów na dobę, z towarami, które nie wymagają czynności kontrolnych ze strony innych służb”.

Resort infrastruktury problemu nie widzi. Biuro prasowe poinformowało nas, że decyzja o reaktywacji przejścia Czeremcha-Wysokie Litewskie została podjęta w porozumieniu z MF oraz MSWiA. Odpowiednia infrastruktura dla funkcjonariuszy Straży Granicznej i KAS zostanie zapewniona przez wojewodę podlaskiego. Tyle że informacje te kłócą się z tym, co wysłał posłom wiceszef skarbówki, a zastrzeżenie to potwierdziło biuro prasowe KAS.

– Brak odpowiedniej infrastruktury kontrolnej, głównie urządzenia RTG do prześwietlania wagonów, uniemożliwia efektywne działania mające na celu zminimalizowanie zagrożeń przemytu towarów, zwłaszcza masowych, jak np. LPG – podkreśla Dziedzic. Zwraca też uwagę, że wojewoda musi zapewnić odpowiednie warunki lokalowe dla funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej czy infrastrukturę teleinformatyczną.

Rozmówcy z MF wskazują, że ryzyko przemytu, z jakim wiąże się otwarcie przejścia w Czeremsze i Wysokim Litewskim, nie jest warte tego, aby je podejmować. I nijak nie wpisuje się w priorytetowe dla rządu działania uszczelniające system podatkowy. Najwięcej budżet państwa traci z VAT, ale także z akcyzy, a jednym z powodów uszczerbku w dochodach jest właśnie przemyt na granicy z Białorusią i Ukrainą. Z tych dwóch krajów pochodzi najwięcej nielegalnych papierosów dostępnych na naszym rynku. W ubiegłym roku było to w sumie 2,16 mld sztuk (w cenach od 3,5 do 6,5 zł za paczkę, czyli o połowę taniej niż legalne wyroby). Dodatkowo w ostatnich latach tytoniowa szara strefa jest w odwrocie, a straty budżetowe z tego tytułu zmniejszyły się z blisko 900 mln zł w 2015 r., do 520 mln zł w roku ubiegłym. Widać to także po tym, że rośnie sprzedaż legalnych papierosów