Spór w tej sprawie toczyła z fiskusem firma udzielająca pożyczek poza systemem bankowym. Zależało jej, by zaliczać do kosztów uzyskania przychodu poniesione straty w środkach obrotowych wynikające z wyłudzeń. Chodziło o chwilówki udzielane przez internet. Firma poinformowała, że mimo wdrożonych procedur bezpieczeństwa zdarzają się wyłudzenia – najczęściej z użyciem skradzionych danych osobowych. Sprawy są zgłaszane na policję, ale często nie udaje jej się odzyskać pieniędzy.

Z interpretacji dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie wynikało, że straty w środkach obrotowych, jako związane z prowadzoną działalnością, mogą być co do zasady uznawane za koszty podatkowe. Należy to jednak każdorazowo oceniać na tle konkretnej sprawy. Wyjaśnił, że trzeba brać pod uwagę całokształt prowadzonej przez podatnika działalności, okoliczności, które spowodowały powstanie straty, sposób jej udokumentowania oraz podjęcie przez podatnika działań zabezpieczających.

W tej sprawie – jak stwierdził dyrektor izby – wyłudzone pożyczki nie mogą być kosztem podatkowym, bo firma nie dołożyła należytej staranności mającej na celu zabezpieczenie przed stratami.

Spółka przekonywała, że wyłudzenia pożyczek nie wynikają z jej winy. Tłumaczyła, że posiada procedury bezpieczeństwa mające na celu ograniczenie wyłudzeń, w szczególności bada tożsamość klienta (porównując wskazane przez niego dane z danymi posiadacza rachunku bankowego, na który mają zostać przelane pieniądze), sprawdza jego zdolność kredytową (sięgając do baz dłużników. W razie jakichkolwiek nieprawidłowości odmawia udzielenia pożyczki). Nie jest jednak w stanie w 100 proc. zapobiec wyłudzeniom.

Przegrała jednak w sądach obu instancji. WSA w Warszawie uznał, że przyjęty przez firmę system weryfikacji pożyczkobiorców jest z założenia ułomny. Stwierdził, że ryzykowne jest porównywanie danych potencjalnego pożyczkobiorcy z danymi z rachunku bankowego, bo banki nie weryfikują klienta przy zakładaniu rachunku bankowego, tylko przy udzielaniu kredytu. Nie można więc mówić, że wdrożenie tej procedury jest wyrazem dochowania należytej staranności – stwierdził WSA.

Niekorzystnie dla firmy orzekł też Naczelny Sąd Administracyjny. Sędzia Krzysztof Winiarski wyjaśnił, że kosztowy charakter mogą mieć tylko te straty, które powstały wskutek działań nieprzewidywalnych i niemożliwych do uniknięcia przez podmiot racjonalnie i starannie prowadzący swoje interesy.

– Tymczasem z realiów tej sprawy wynika, że uproszczona procedura udzielania pożyczek, na którą zdecydowała się spółka, wymusza rezygnację z zabezpieczeń powszechnie stosowanych przy zawieraniu tego rodzaju umów – powiedział sędzia Winiarski, przyznając rację fiskusowi.

NSA zgodził się też z organem, że spółka, decydując się na udzielanie takich pożyczek, musiała zdawać sobie sprawę, iż jest to działalność gospodarcza obarczona dużym ryzykiem i część chwilówek nie zostanie spłacona.

– Wybór ryzykownego modelu biznesowego i przenoszenie tego ryzyka na Skarb Państwa jest nieuzasadniony – powiedział sędzia Winiarski.

Na marginesie dodał, że zdaniem NSA organ interpretacyjny powinien był rozważyć, czy w ogóle można mówić o stracie, skoro pożyczka nie jest ani przychodem, ani kosztem podatkowym. 

orzecznictwo

Wyrok NSA z 20 marca 2019 r., sygn. akt II FSK 649/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia