Tak orzekł wczoraj Trybunał Sprawiedliwości UE. Wprawdzie wyrok dotyczył niemieckiego przedsiębiorcy, który przeniósł się do Szwajcarii, ale zdaniem ekspertów, wnioski z tego orzeczenia są bardzo istotne dla Polski.

Niewykluczone, że nasz resort finansów będzie musiał w związku z tym zaproponować zmianę przepisów. Na razie ministerstwo, zapytane przez DGP o komentarz, poinformowało, że dopiero analizuje skutki orzeczenia TSUE i że na wszelkie wiążące wnioski jest zbyt wcześnie.

TSUE nie miał najmniejszych wątpliwości, że żądanie natychmiastowej zapłaty podatku od niezrealizowanych zysków (ang. exit tax) jest nieproporcjonalne do celów, uderza w płynność finansową przedsiębiorców, a przez to zniechęca do swobodnego operowania majątkiem. Słowem, narusza jedną z podstawowych swobód, na której zbudowana jest Unia Europejska.

Problem polega na tym, że przepisy w takim właśnie kształcie obowiązują w Polsce od początku 2019 r.

Bez odroczenia

Przepisy o exit taxie dotyczą nie tylko osób prawnych, ale też fizycznych, które po co najmniej 5 latach rozliczania się z fiskusem w naszym kraju, przeniosą za granicę składnik majątku wart więcej niż 4 mln zł lub zmienią rezydencję.

Zasadniczo podatek trzeba zapłacić już 7 dni po wyprowadzce z Polski, z tym że można starać się o rozłożenie go na raty bądź o zwrot – gdy podatnik wróci do naszego kraju.

Nie ma natomiast szansy na odroczenie zapłaty, bo – jak tłumaczył w ubiegłym roku w Sejmie wiceminister finansów Filip Świtała – wyegzekwowanie obowiązku podatkowego za granicą byłoby utrudnione.

Przy wyprowadzce…

Wczorajszy wyrok TSUE dotyczył niemieckich przepisów, które w odróżnieniu od polskich pozwalają w określonych sytuacjach na odroczenie poboru exit taxu aż do momentu rzeczywistego zbycia majątku.

Szansę na to ma podatnik, który przeniesie się do innego państwa UE bądź należącego do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (obejmującego państwa UE, Liechtenstein, Norwegię i Islandię). W takim kraju jednak musi obowiązywać „porównywalne” do niemieckiego opodatkowanie PIT, a tamtejsi urzędnicy muszą udzielić Niemcom pomocy i wsparcia w poborze exit taxu.

Odroczenie nie dotyczy jednak przeprowadzki do Szwajcarii. Tam właśnie przeniósł się niemiecki przedsiębiorca, który mieszkał tuż przy niemiecko-szwajcarskiej granicy i w praktyce działał w kraju Helwetów. Od 2008 r. był współwłaścicielem tamtejszej spółki kapitałowej (posiadał połowę udziałów).

Po trzech latach codziennych dojazdów postanowił przenieść się do Szwajcarii na stałe. Wtedy jednak niemiecki fiskus nakazał mu zapłacić exit tax od połowy posiadanych udziałów. Przedsiębiorca zaskarżył tę decyzję do sądu.

...ale nie natychmiast

Zwrócił uwagę na to, że urzędnicy żądają od niego natychmiastowej zapłaty podatku, podczas gdy on nie ma jeszcze pieniędzy, bo nie sprzedał udziałów.

Twierdził, że opodatkowanie niezrealizowanych zysków ma na celu po prostu zniechęcić go do przenosin do Szwajcarii. Podkreślał, że jest niezgodne z umową, którą kraj ten zawarł z Unią Europejską.

Gdy sprawa trafiła do niemieckiego sądu, ten skierował pytanie do unijnego trybunału. Spytał, czy natychmiastowe opodatkowanie niezrealizowanych zysków faktycznie narusza umowę między UE a Szwajcarią.

Unijny trybunał nie miał co do tego wątpliwości. Orzekł, że przez natychmiastowy pobór exit taxu naruszona zostanie płynność finansowa przedsiębiorcy. Wskutek tego znajdzie się on w gorszej sytuacji, niż gdyby nadal prowadził działalność po niemieckiej stronie granicy (lub gdyby przeniósł się do innego kraju UE lub EOG).

Trybunał zwrócił uwagę na to, że Niemcy i Szwajcaria mogą wymieniać się informacjami podatkowymi, a więc niemiecki fiskus może uzyskać niezbędne mu informacje o tym, że przedsiębiorca zbył udziały i powinien zapłacić exit tax. Brak odroczenia poboru daniny jest więc nieproporcjonalnym utrudnieniem, które zniechęca do korzystania ze swobody przepływu kapitału.

TSUE dodał, że fiskus mógłby zabezpieczyć swoje interesy w inny sposób np. ustanawiając zabezpieczenie na majątku podatnika.

Podatnik nie może być bezradny

– Trybunał kolejny raz potwierdził dwie istotne kwestie. Po pierwsze, że podatkiem exit tax mogą być objęte także osoby fizyczne, niezależnie od tego, co wynika z dyrektywy antyoptymalizacyjnej ATAD. Po drugie, jeśli faktycznie daniną są objęte osoby fizyczne, to muszą mieć one zapewnione, że zapłacą ją tylko od posiadanego już majątku. W przeciwnym razie państwo w nadmierny sposób wykorzystuje swoje kompetencje fiskalne. Podatnik jest w takiej sytuacji bezradny – komentuje Agata Oktawiec, dyrektor w dziale doradztwa podatkowo-prawnego w PwC.

Nie jest to pierwszy wyrok, w którym TSUE prezentuje taką wykładnię. W poprzednich orzeczeniach również pozwalał nałożyć podatek na osoby transferujące majątek do innego kraju, ale nie zgadzał się na natychmiastowy i bezwzględny pobór daniny bez opcji odroczenia zapłaty.

Przykładem są orzeczenia: z 23 listopada 2017 r. (sygn. C-292/16), z 13 listopada 2017 r. (sygn. C-646/15), z 21 grudnia 2016 r. (sygn. C-503/14), z 18 lipca 2013 r. (sygn. C-261/11), z 29 listopada 2011 r. (sygn. C-371/10), z 7 września 2006 r. (sygn. C–470/04) i z 11 marca 2004 r. (sygn. C–9/02).

– Co prawda najnowszy wyrok TSUE został wydany w oparciu o postanowienia specyficznej umowy zawartej przez Szwajcarię, ale należy zauważyć, że jej postanowienia odpowiadają zapisom traktatów unijnych, które zapewniają swobodny przepływ osób – zauważa Łukasz Kupryjańczyk, doradca podatkowy z Thedy & Partners.

Dlatego uważa, że wyrok może stanowić precedens w przyszłych sporach polskich podatników z fiskusem.

– Jeśli bowiem przełożyć argumentację trybunału na polskie realia, to można by stwierdzić, że również polskie przepisy o exit taxie stoją w sprzeczności ze swobodą przepływu osób – podsumowuje ekspert.

orzecznictwo

Wyrok TSUE z 26 lutego 2018 r., sygn. akt C-581/17. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia