Za kilka miesięcy będzie można poznać wysokość podatków, ceł i mandatów skarbowych, których nie zapłacili Polacy. Z nowej możliwości skorzystają głównie banki i inne instytucje finansowe. Co ciekawe, nie obejmie ona długów wobec Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Reklama
dr Arwid Mednis partner w Wierzbowski Eversheds Sutherland / Dziennik Gazeta Prawna
Pierwotnie była mowa także o nich, ale takiego zapisu nie znajdziemy w uchwalonej już ustawie z 7 kwietnia 2017 r. o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia dochodzenia wierzytelności (Dz.U. poz. 933).

Reklama
– O ile należy pochwalić samą decyzję o upublicznieniu długów podatkowych, bo te faktycznie są ogromne i ciągle rosną, o tyle trudno zrozumieć, dlaczego ta sama zasada nie obejmie zadłużenia wobec ZUS. Należności tego typu są również ogromne, a ich ciągłe narastanie zagraża emeryturom nas wszystkich – zauważa Andrzej Kulik, pełnomocnik zarządu w Krajowym Rejestrze Długów.
Będą skargi
Pozostałe długi wprowadzane będą na bieżąco do prowadzonego przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej (wiceminister finansów Marian Banaś) Rejestru Należności Publicznoprawnych, który zacznie funkcjonować od 1 stycznia 2018 r. Chodzi o długi, które wyegzekwować powinien naczelnik urzędu skarbowego bądź jednostka samorządu terytorialnego (podatki, cła, mandaty). Muszą one też wynikać z ostatecznych decyzji, prawomocnego wyroku, mandatu w sprawach karnych skarbowych itp. Dane dotyczące dłużnika będzie można poznać dopiero wtedy, gdy będzie zalegał na sumę powyżej 5 tys. zł. Co więcej, zanim trafi do RNP, powinien otrzymać zawiadomienie o tym, że jego długi mogą zostać upublicznione. To zaś nastąpi dopiero po 30 dniach od wysłania takiego dokumentu.
Co się stanie, jeśli dłużnikowi nie spodoba się taka sankcja? Będzie miał prawo do całej ścieżki odwoławczej, włącznie z rozpatrzeniem sprawy przez sądy administracyjne. Wszystko rozpocząć powinien jednak sprzeciw wniesiony na działania wierzyciela (niezależnie od niego dane będą i tak upublicznione).
Zwykły obywatel chroniony
Rząd uzasadniał nowe przepisy nie tylko zachętą do szybszej spłaty narastających długów wobec fiskusa, lecz także pomocą przedsiębiorcom. Dzięki RNP dostaną oni bowiem dodatkową szansę na poznanie sytuacji finansowej swoich kontrahentów (żadne z obecnych rozwiązań nie dotyczy długów wobec fiskusa).
Jak poznać historię zadłużenia? W przypadku firm trzeba będzie uwierzytelnić się na Portalu Podatkowym prowadzonym przez Ministerstwo Finansów. W ten sposób urzędnicy fiskusa będą wiedzieli, kto korzysta z RNP, a dane nie będą wykradane do celów komercyjnych przez tzw. boty sieciowe.
A jak poznać zadłużenie zwykłego Kowalskiego? Tu rozwiązanie będzie podobne do procedury zapisanej już dziś w art. 10 ustawy o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych (Dz.U. z 2010 r. nr 81, poz. 530 ze zm.). Innymi słowy, podmiot zainteresowany będzie musiał mieć pisemne upoważnienie dłużnika, aby poznać stan jego rozliczeń z fiskusem. Dostęp do danych z RNP bez takiego upoważnienia będzie surowo karany (nawet sankcją w wysokości 30 tys. zł). Taka zgoda ma być ważna przez 60 dni od jej udzielenia.
Ten zapis krytykuje Andrzej Kulik. – Sytuacja finansowa dłużnika może być bardzo dynamiczna, a osoba uznana za wiarygodną przed podpisaniem umowy, np. kredytowej, bardzo szybko może popaść w problemy i stracić źródło dochodu – wskazuje ekspert. – Gdyby więc upoważnienia były udzielane na tak długo, jak trwa umowa między konsumentem a instytucjami, to te ostatnie miałyby pełnię informacji o zadłużonym i mogłyby podejmować działania, które pomogłyby mu spłacać swoje zobowiązania – dodaje Andrzej Kulik.
O tym jednak na razie nie ma mowy. Co więcej, od dawna zapowiadano już, że sposób i tryb korzystania z RNP określone będą w rozporządzeniu, które ciągle nie zostało wydane. Nie wiadomo, jak ma wyglądać takie upoważnienie, jakie dane będą w nim żądane itp. Eksperci podpowiadają fiskusowi [PYTANIA DO EKSPERTA], ale bez ostatecznej decyzji podjętej przez MF ambitne plany resortu mogą spalić na panewce.
OPINIA EKSPERTA
Ciekawski Kowalski ma małe szanse na poznanie zadłużenia sąsiada
Projekt, który wprowadza Rejestr Należności Publicznoprawnych, w ogólnych założeniach wzoruje się na funkcjonujących już rozwiązaniach dotyczących biur informacji gospodarczej. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na największe wyzwania, jakie mogą czekać osoby stosujące nowe przepisy.
Po pierwsze, należy się zastanowić, czy nowe regulacje mają mieć głównie na celu windykację danin publicznoprawnych, czy też mają przede wszystkim piętnować dłużników. Ten problem istniał już przy okazji wprowadzania przepisów o BIG i zdecydowano, że rolą baz BIG jest przede wszystkim windykacja, ponieważ informacja o zadłużeniu co do zasady znika wraz ze spłatą.
Po drugie, pod lupę trzeba by wziąć kwestię ochrony danych osobowych dłużnika. Mówimy o rejestrze państwowym, do którego dostęp mają niektóre organy państwowe itp. Zawsze istnieje też zagrożenie wyciekiem zgromadzonych tam danych, co miałoby oczywiście bardzo złe reperkusje. Nie widzę jednak wielkiego niebezpieczeństwa dla dłużników w kontekście nieautoryzowanego przeglądania historii ich zadłużenia. Cały system będzie zapewne funkcjonował tak, jak obecnie w przypadku BIG, tj. na podstawie pisemnych upoważnień do zapoznania się z sytuacją dłużnika. Taki dostęp w praktyce będą więc miały banki, instytucje finansowe i inne, dostęp zaś zwykłego Kowalskiego do danych będzie utrudniony, bo trudno sobie wyobrazić, aby dłużnik dał mu upoważnienie.