- Tak jak jedne państwa zachęcają do wybrania przez cudzoziemców właśnie ich rezydencji podatkowej, tak polski fiskus nie chce się pozbyć swoich podatników. Będzie więc śledził ich poczynania - mówi Artur Cmoch.
Reklama
Za pół roku będę już mogła przejść na zasłużoną emeryturę. Zacznę wreszcie spełniać swoje marzenia. Pierwsze... jesień życia spędzić pod palmami – Hiszpania, a może Portugalia...
Doskonale wpisuje się pani w zauważalny ostatnio trend wyboru przez Polaków – z różnych powodów – innego miejsca zamieszkania.
A gdzie będę rozliczać emeryturę otrzymywaną z Polski?
Jeśli przeniesie się pani do Portugalii na stałe i stanie się pani rezydentem tego kraju, to podatek należałoby płacić w Portugalii.

Reklama
Artur Cmoch doradca podatkowy, wspólnik zarządzający praktyką podatkową GWW / Dziennik Gazeta Prawna
Obawiam się tylko, że moja emerytura starczy zaledwie na kilka dni. Ale nie martwię się. Mam udziały w spółce, którą prowadzić będzie syn. Interes prosperuje doskonale, więc raz w roku dostanę spory zastrzyk gotówki w postaci dywidendy...
Świetnie. Warto jednak pamiętać, że dywidendy także podlegają opodatkowaniu. Mam jednak dobrą wiadomość. Wybór Portugalii okazał się strzałem w dziesiątkę. Kraj ten bowiem zachęca obcokrajowców do osiedlania się, a na zachętę oferuje 10-letni okres zwolnienia z podatku ze wszystkich źródeł dochodów, które są położone poza Portugalią. Zatem ani od emerytury, ani od dywidendy nie zapłaci pani podatku.
To duża zachęta, zwłaszcza dla ludzi zamożnych...
Tak. Kraje z południa Europy zauważyły tendencję do zmiany miejsca zamieszkania wśród ludzi zamożnych i ustawodawstwa tych państw przewidują reżim preferencyjny, jeśli chodzi o podatki. Zwolnienia oferują także Wielka Brytania i Malta. Z kolei we Włoszech obowiązuje 15-letni okres karencji.
To także pokusa. Wystarczy zadeklarować dłuższy wyjazd do Włoch, w jego trakcie sprzedać duże aktywo i liczyć pieniądze. Nic dziwnego, że Polacy też chcą z tego korzystać...
Zdarza się, że podatnicy wykorzystują zmianę rezydencji dla osiągnięcia korzyści podatkowych. Jeśli planują sprzedaż np. spółki, to zmiana miejsca zamieszkania rzeczywiście jest kusząca. Ale trzeba uważać.
Na co?
Tak jak wspomniane państwa zachęcają do wybrania przez cudzoziemców właśnie ich rezydencji podatkowej, tak polski fiskus nie chce się pozbyć swoich podatników. Będzie więc śledził ich poczynania. Jeśli uzna, że mimo przeprowadzki centrum interesów życiowych nadal pozostaje w Polsce, zażąda zapłaty polskiego PIT.
Co zatem robić?
Nie wystarczy zadeklarować wyjazdu powyżej 183 dni w roku. Jeśli np. w rodzinie są małoletnie dzieci, to fiskus sprawdzi, gdzie chodzą do szkoły. Skontroluje też, czy współmałżonek nie pozostał w Polsce i nie prowadzi tu biznesu. Może poprosić władze drugiego państwa o wykaz rachunków za energię w miejscu naszego rzekomego zamieszkania. W miejscu nowej rezydencji trzeba mieć co najmniej najem nieruchomości. Z kolei w Polsce nasze nieruchomości powinny być komuś wynajęte. Jeżeli pozostawimy nieruchomość do naszej ciągłej dyspozycji, to zawsze będzie się pojawiało podejrzenie, że jednak częściej przebywamy w Polsce niż to deklarujemy. Może też sprawdzić u operatora telefonii komórkowej, gdzie logował się nasz numer. Zatem faktyczna przeprowadzka to warunek konieczny, jeśli ma to być rozwiązanie bezpieczne.
A w Polsce też coś musimy załatwiać?
Tak. Wyjazd należy zgłosić do urzędu skarbowego, do ZUS, najlepiej pozamykać rachunki bankowe i przenieść je do nowego miejsca zamieszkania.
Czy spotkał się już pan z tak szczegółowym sprawdzaniem?
Z naszych doświadczeń wynika, że do tej pory fiskus nie interesował się aż tak wnikliwie, czy rzeczywiście przebywamy tam, gdzie deklarujemy. Teraz to się zmienia. Podobnie było w przypadku np. cen transferowych. Kiedyś nie były one szczegółowo kontrolowane, obecnie urzędy właśnie na tym aspekcie skupiają swoją uwagę.
Zatem jeśli ktoś myśli, że na chwilę zmieni rezydencję, dokona jakiejś transakcji, zaoszczędzi na podatku, a potem szybko wróci do ojczyzny, to może być nieprzyjemnie zaskoczony wnikliwością fiskusa.
Wymiana informacji między urzędami z różnych państw jest coraz bardziej płynna i obejmuje coraz większy zasięg.
Czy nie rodzi to konfliktów?
Czasem dochodzi do sytuacji konfliktogennych między różnymi urzędami. W praktyce zdarza się, że prawo do opodatkowania jednego dochodu roszczą sobie dwa państwa. Spotkaliśmy się z sytuacją, gdy włoski fiskus stwierdził, że spółka córka w Polsce ma de facto rezydencję podatkową we Włoszech, dlatego że miała włoski zarząd, którego członkowie często odwiedzali swoją ojczyznę. Uznał więc, że we Włoszech są podejmowane najważniejsze decyzje i upomniał się o podatek. To pokazuje, jak agresywne potrafi być dane państwo w określaniu rezydencji podatkowej. Będzie badać każdą, nawet najdrobniejszą przesłankę, żeby tylko przyciągnąć podatek do siebie. Z kolei polski fiskus powie, no nie, przecież ta spółka ma siedzibę w Polsce, więc tu powinna odprowadzić podatek. Oczywiście umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania przewidują, jak takich konfliktów unikać.
Mówimy tu o osobach prawnych, ale już niedługo takie spory mogą dotyczyć osób fizycznych, które płacą w Polsce duże podatki, i które zechcą przeprowadzić się na jakiś czas za granicę.
Czy zatem warto ryzykować?
Przede wszystkim warto dobrze poznać warunki oferowane przez zagraniczne ustawodawstwo podatkowe. Ważne mogą okazać się szczegóły. W Portugalii, jeśli zechcemy ściągnąć dochód ze sprzedaży udziałów/akcji w Polsce, to będzie on opodatkowany. W takim przypadku raczej warto brać pod uwagę Maltę. Z kolei Włosi dają co prawda zwolnienie 15-letnie, ale rocznie trzeba zapłacić 100 tys. euro zryczałtowanego podatku. Do Wielkiej Brytanii można przenieść rezydencję, ale trzeba mieć rachunek, na którym deklarujemy pewną kwotę, przelewamy ją i ta kwota faktycznie nie będzie opodatkowana. Ale wszystko, co sprowadzimy powyżej, będzie już opodatkowane. Należy więc już z góry przewidzieć, ile będziemy potrzebować, i zabezpieczyć tę kwotę.
Choć to dopiero rysujący się trend, to czy można już wskazać, jaki kierunek wyjazdów jest najchętniej wybierany przez Polaków?
Najczęściej są to Portugalia i Wielka Brytania. Tę ostatnią lokalizację wybierają chętnie rodzice dzieci w wieku szkolnym, którym zależy na dobrej edukacji. Z kolei oferta włoskiego fiskusa jest na tyle świeża (zaledwie sprzed kilku miesięcy), że jeszcze trudno oceniać, jaką popularnością będzie się cieszyć. Także Malta jest kierunkiem dość często wybieranym przez osoby fizyczne.
A co na to polski fiskus? Czy też walczy o cudzoziemców?
Na razie nie ma jakiejś specjalnej oferty. Ale możemy spojrzeć na to inaczej. Skoro u nas obowiązuje stawka CIT w wysokości 19 proc., to w porównaniu ze stawkami obowiązującymi w Skandynawii (np. w Norwegii – 28 proc. czy w Finlandii – 26 proc.) jest to jakaś zachęta...
Państwa potrafią agresywnie walczyć o określenie rezydencji podatkowej. Będą badać każdą, nawet najdrobniejszą przesłankę, żeby tylko przyciągnąć podatek do siebie.