- Kontrole firm audytorskich nakierowane będą na ważne obszary ryzyka związanego z procesem weryfikacji sprawozdań finansowych - uważa Krzysztof Burnos prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.
Krzysztof Burnos prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama

Reklama
W zeszłym tygodniu odbyło się pierwsze czytanie projektu nowej ustawy o biegłych rewidentach (druk sejmowy 1092). Projekt ma dostosować polskie prawo do zmian w regulacjach unijnych (dyrektywie i rozporządzeniu). Miała wejść w życie najpóźniej do 17 czerwca 2016 r., ale prace nad nią wciąż trwają. Zmiany dotyczą m.in. kontroli firm audytorskich?
Tak. Zmiany dotyczą cyklu kontroli firm audytorskich. Dziś jeżeli firma audytorska bada choć jedną jednostkę zainteresowania publicznego (np. bank, spółkę giełdową) na przykładowo 50 klientów, to jest weryfikowana co trzy lata. Natomiast te firmy, które przeprowadzają audyt w jednostkach, które nie są JZP (nie-JZP) – co sześć lat. Po nowelizacji cykle trzy i sześcioletnie będą definiowane nie podmiotowo, ale przedmiotowo. Dodatkowo unijna reforma rynku audytorskiego rozróżnia małe, średnie i duże jednostki zainteresowania publicznego (w zależności od sumy bilansowej, aktywów i zatrudnienia). Trzyletni cykl kontrolny będzie dotyczyć tylko dużych JZP.
Jeżeli podmiot audytorski bada sprawozdania różnych firm, kontrola będzie podzielona.
Zmieni się też organ, którzy będzie przeprowadzał weryfikacje firm audytorskich. Za kontrole badań nie-JZP będzie odpowiadał samorząd biegłych rewidentów, a w tym drugim przypadku, niezależnie od wielkości JZP, Komisja Nadzoru Audytowego (organ nadzoru publicznego m.in. nad rynkiem audytorskim, działający przy ministrze finansów).
Załóżmy więc przykładowo, że podmiot audytorski ma 50 klientów JZP, w tym tylko jeden zalicza się do dużych. Jak będzie w takim przypadku?
Komisja Nadzoru Audytowego musi spojrzeć na firmę audytorską w dwóch wymiarach – cyklu kontrolnego sześcioletniego w przypadku 49 badanych podmiotów i trzyletniego w przypadku jednej dużej JZP.
Czy zmiana będzie też dotyczyć przebiegu kontroli?
Tak. Dziś duży udział w procesie kontroli zajmują kwestie formalne, a w centrum zainteresowania powinno być to, czy opinia z badania została wystawiona poprawnie. Nowe przepisy nakazują natomiast podejście oparte na ryzyku, czyli takie, które wykorzystujemy jako biegli rewidenci, przeprowadzając rewizję finansową. Identyfikujemy ryzyka, staramy się je oszacować, a następnie zaprojektować i przeprowadzić właściwe procedury badania. Takie samo podejście powinna przyjąć inspekcja sprawdzająca firmę audytorską. Powinna przede wszystkim zrozumieć model funkcjonowanie takiego podmiotu, zidentyfikować listę ryzyk, które mogą spowodować, że badanie zakończy się niewłaściwie wydaną opinią, i zaprojektować dalsze procedury kontrolne.
Samorząd musi też wobec tego przemyśleć i wprowadzić zmianę do procedur kontrolnych.
Przykładowo bowiem inne są ryzyka popełnienia błędu w wydanej opinii, gdy firma audytorska prowadzona jest przez trzech biegłych rewidentów, którzy samodzielnie wykonują badania, niż gdy współpracują oni z dwudziestoma podwykonawcami lub zatrudniają kilkudziesięciu asystentów.
Dlaczego?
W tym pierwszym nie ma takich ryzyk, które są w drugim. W przypadku podwykonawców i asystentów trzeba się upewnić, że rozumieją metodologię firmy audytorskiej, która ich zatrudniła, wiedzą, jak się komunikować co do spraw trudnych. Nie może także powstać sytuacja, że dwudziestu podwykonawców przyniesie wyniki swojej pracy i każdy będzie miał zupełnie inne podejście do wykonywanych przez siebie czynności. Inspektorzy muszą więc sprawdzić m.in., jak działa system kontroli wewnętrznej, który zapewnia jednolite podejście do badania.
Zyskają na tym odbiorcy sprawozdań?
Tak, bo dostaną zapewnienie, że kontrole firm audytorskich nakierowane są na ważne obszary ryzyka związanego z procesem badania.
Jednak samorząd będzie musiał sobie poradzić z tym, że zostaną mu zmniejszone środki na kontrolę. W przyszłym roku dostaniemy od firm audytorskich ponad 3 mln zł mniej na ten cel, czyli ok. 25 proc. dotychczasowych środków.
Samorząd dostanie mniej funduszy, ale też odejdzie część kontroli.
Tak, odejdą badania JZP. Mimo że badania JZP są w mniejszości, to nie zmieni się liczba firm audytorskich podlegających kontroli przez samorząd, bo nie ma firm audytorskich badających tylko JZP.
Jak samorząd poradzi sobie z utratą środków?
Trzeba przyjąć nowe podejście, choć równie efektywne. W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że wśród projektów rozporządzeń dołączonych do projektu ustawy nie ma takiego, który reguluje skład zespołu inspektorów czy kontrolerów. Dziś takie rozporządzenie jest i wymaga, żeby każda kontrola była dwuosobowa. To oznacza przykładowo, że jeżeli firma audytorska z Gdańska ma tylko dwóch klientów nie-JZP, to na kontrolę musi pojechać dwóch kontrolerów. To natomiast jest kosztowne i nieefektywne.
Uważam, że skład zespołu kontrolującego powinien być ustalany w związku ze złożonością i trudnością kontroli. A ta związana jest z przyjętym przez firmę audytorską modelem biznesowym (np. czy ma podwykonawców, czy też nie), poziomem ryzyka przeprowadzania kontroli (np. wcześniejsze utrudnianie kontroli, rodzaj klientów). Co do zasady wystarczy, aby zespół kontrolujący był jednoosobowy, a decyzja o większej liczbie kontrolujących powinna być podejmowana na poziomie operacyjnym.
Jeżeli Ministerstwo Finansów, zmieniając przepisy, pozbawi nas jednej czwartej środków na kontrole, to znaczy, że rozumie konieczność przebudowania naszych procedur.
Kontrole będą wyzwaniem dla KNA?
Tak, bo dotychczas w ogóle nie przeprowadzała kontroli firm audytorskich. Komisja Nadzoru Audytowego dokonywała na razie tylko oceny wyników kontroli badań JZP przeprowadzonych przez samorząd. Natomiast ryzyka związane z nieprawidłowo przeprowadzoną kontrolą w przypadku jednostek zainteresowania publicznego, jak np. spółek giełdowych czy banków, są znacznie większe niż w przypadku nie-JZP.