statystyki

Historia polskich podatków: Ten system nam się nie udał

autor: Rafał Woś18.01.2013, 14:00; Aktualizacja: 18.01.2013, 14:21
Podatki

Podatkiźródło: ShutterStock

Ten system nam się nie udał. Dyskryminuje biednych i preferuje bogatych. Odwrotnie, niż należałoby oczekiwać od świadomej polityki społecznej państwa – mówi ekonomistka Hanna Kuzińska, ekonomistka, profesor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie.

reklama


reklama


Hanna Kuzińska, ekonomistka, jest profesorem Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Specjalizuje się w tematyce podatkowej. Autorka podręcznika „Finanse publiczne”, książki „Rola podatków pośrednich w Polsce” i „Finansowanie oświaty w Polsce. Realia i konieczne zmiany”. W latach 2002–2005 była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Edukacji Narodowej i Sportu, gdzie była odpowiedzialna za finanse oświaty, szkolnictwa wyższego i sportu.

Czy podatki Polsce po roku 1989 się udały?

To sytuacja graniczna, bo w naszych podatkach dostrzegam tyle samo zalet co wad. A powinno być trochę lepiej, bo mogliśmy ten system budować niemalże od początku. Musieliśmy rzecz jasna brać pod uwagę pewne ograniczenia. Na przykład dotyczące minimalnej wysokości podatku VAT, które narzucał nam oczywisty już wtedy kurs na integrację z Unią Europejską. Były też potrzeby budżetowe, na których wypełnienie podatki miały być skrojone. Ale generalnej filozofii fiskalnej nikt nam nie narzucał. Mogliśmy sami zdecydować, czego chcemy.

I co z tego wyszło?

Na pewno chcieliśmy podatków wydajnych i takich, których koszt poboru jest niski (mówimy – tanich). Już na starcie niewiele uwagi poświęciliśmy ocenie społecznego oddziaływania poszczególnych rozwiązań podatkowych. W opinii wielu ekonomistów podatki nie są od wypełniania funkcji społecznej. Zapewne dlatego później, poprawiając system podatkowy, poszliśmy w złym kierunku. Oddaliśmy zbyt duże pole podatkom pośrednim (VAT i akcyzie), ograniczając stopniowo oddziaływanie redystrybucyjne podatków bezpośrednich (w szczególności PIT). Na ten efekt złożyło się kilka dużych i mnóstwo małych podatkowych kroków i kroczków, których suma poprowadziła nas gdzieś zdecydowanie w bok od tego, co byłoby najlepsze dla gospodarki i polityki społecznej.

Dlaczego tak się stało?

Najważniejsza przyczyna była banalna. Relatywnie wysoki VAT to podatek mało odczuwalny, tzw. podatek aksamitny. Dlatego w Polsce podstawowa stawka VAT od początku, tj. od 1993 r., była wyższa niż w większości krajów UE. Wynosiła 22 proc., a obniżona – 7 proc. Z kolei maksymalna stawka PIT i stawka CIT, po wprowadzeniu tych podatków w 1992 r., wynosiła 40 proc. Budowa nowego systemu podatkowego była konieczna, bo konstytucyjnie zrównano prawo obowiązujące sektory prywatny i publiczny, podatkowo różnie traktowane w PRL. Przy okazji popełniono jednak wspomniany błąd, przyznając dominującą rolę podatkom pośrednim. Od początku było przecież wiadomo, że tylko z powodu upowszechniania stawki podstawowej, tj. 22 proc., w miejsce stawek preferencyjnych będzie stale rosło obciążenie tym podatkiem gospodarstw domowych. Z czasem problem zaczął się pogłębiać.

Dlaczego to źle, że podatki pośrednie mają przewagę nad bezpośrednimi?

Bo to w praktyce oznacza najsilniejsze obciążenie podatkowe grup społecznych o najniższych dochodach. I najsłabsze obciążenie podatkami grup najbogatszych. Czyli odwrotnie, niż należałoby oczekiwać od świadomej i skutecznej polityki społecznej państwa. W społeczeństwie dobrze urządzonym powinno być tak, że ci, którzy mają najlepszą sytuację dochodową, są przynajmniej tak samo obciążeni podatkami jak ci, którzy mają gorszą sytuację. Podatki pośrednie są ze swojej istoty niesprawiedliwe. Taką samą kwotę podatku płaci, kupując dany towar, zarówno biedak, jak i milioner. Tylko że gdy tę kwotę podatku odniesiemy do dochodów biedaka, będzie to wysokie obciążenie, a gdy do dochodu milionera – kropla w morzu.

Skąd ten przechył ku podatkom pośrednim?

Są bardzo łatwe do wprowadzenia i podwyższania, gdyż podatnik – ostateczny ich płatnik – wcale nimi nie administruje (tak jak PIT-em). Daje to politykom duży komfort. Doświadczenie pokazuje, że hałas wokół budowy nowych progów podatku PIT czy stawki CIT zawsze i wszędzie jest ogromny. Tymczasem podwyższanie stawek VAT czy upowszechnianie stawki podstawowej odbywa się w niemal całkowitej ciszy. Kiedy pytam moich studentów, czy wiedzą, ile płacą podatków pośrednich, to odpowiadają, że wiedzą tylko tyle, że płacą. I to jest reguła. Przeciętny obywatel – nie tylko w Polsce – nie ma zielonego pojęcia o tym, że płaci więcej danin pośrednich niż bezpośrednich. Żeby wiedzieć, ile naprawdę płacimy VAT i akcyzy, musielibyśmy zbierać wszystkie paragony i na koniec roku podliczyć wszystkie obciążenia. Dopiero wtedy porównywać to z całkowitą sumą zapłaconą z tytułu PIT. Gwarantuję, że takie porównanie niejednego by zaskoczyło. Nikt tego jednak w praktyce nie robi. O podatkach pośrednich zapominamy. Co najwyżej ponarzekamy trochę na zbyt wysokie ceny. A przecież ta wysoka cena wynika z wysokiego VAT-u czy akcyzy.

A jak to jest w innych krajach?

Bardzo różnie. Przewaga podatków dochodowych nad VAT-em charakteryzuje głównie kraje najbardziej rozwinięte. Często jednocześnie te, które dojrzały do świadomego korygowania pierwotnego podziału dochodów. Polega ono na podatkowym przycinaniu dochodów osób zamożniejszych, które raczej niechętnie w sposób trwały zgadzają się na oddawanie choćby małej ich części. Nieprzypadkowo dominujące podatki dochodowe i majątkowe wykazują kraje najwyżej rozwinięte i szczycące się taką polityką społeczną, że chce się tam mieszkać i rodzić dzieci. Mam na myśli takie kraje, jak np. Dania, Norwegia, Szwajcaria, Irlandia, Finlandia, Wielka Brytania, Niemcy czy Szwecja, w których bardziej lub mniej wyraźnie dominują podatki dochodowe i majątkowe. Na drugim biegunie znajdują się takie kraje, jak: Węgry, Bułgaria, Litwa, Estonia, Rumunia, Słowacja, Grecja czy Polska, gdzie widzimy wyraźną przewagę podatków pośrednich. Dlaczego podatki pośrednie są bardziej lubiane przez polityków młodych demokracji i w krajach o relatywnie niskim PKB na mieszkańca? Przecież tam, gdzie jest więcej biedy i nierówności dochodowych, państwo mogłoby w większym stopniu podatkami od dochodów i majątkowymi poprawiać życie osób mniej zasobnych materialnie. Mam na myśli w szczególności programy zaadresowane do matek z małymi dziećmi, zasiłki i tworzenie miejsc pracy dla bezrobotnych czy opiekę nad starszymi osobami.

Czy polskie władze wprowadzające VAT i PIT na początku lat 90. nie znały tych argumentów?

Nie wiem, czy w ogóle i do jakiego stopnia zastanawiano się nad społecznymi aspektami opodatkowania. Z pewnością koncentrowano się na efekcie fiskalnym, tj. zapewnieniu jak największych dochodów budżetowi państwa oraz na tworzeniu jak najbardziej przyjaznego systemu podatkowego dla dopiero rodzącego się biznesu. Bardzo ważnym argumentem przemawiającym za wprowadzeniem VAT-u była i jest przecież jego neutralność. To znaczy, że każdy przedsiębiorca może odzyskać zapłacony VAT, jeśli tylko sprzeda swoje wyroby. Dość szybko zaczęło być widoczne, że stawki dla VAT-u przesuną największy ciężar obciążeń właśnie na ten podatek. Nawet gdybyśmy w 2009 r. nie obniżyli podatku od dochodów osobistych, to zwiększanie akurat tych ciężarów wynikało ze stopniowego wprowadzania stawki 22 proc. w miejsce obniżonych. Twórcy ustawy wiedzieli, że stawka podstawowa w Polsce nie może być niższa niż 15 proc., a obniżona nie niższa niż 5 proc., bo tak postanowiono w harmonizowanym prawie europejskim. Gdy tworzona była polska ustawa o VAT i akcyzie, największą troskę budziło potencjalne zagrożenie wzrostem inflacji oraz skomplikowanie VAT-u w porównaniu z wcześniejszym prostym podatkiem obrotowym. Po latach można śmiało powiedzieć, że cała operacja przebiegła mniej boleśnie, niż gdzieniegdzie wieszczono. Potrafię zrozumieć ostrożność ówczesnych decydentów ustalających stawki na poziomie 7 i 22 proc., przecież łatwo jest podatki obniżać, natomiast bardzo trudno się je podwyższa. Tymczasem dla gospodarki lepiej byłoby, gdyby wynosiły one odsetek bliższy 5 i 15 proc.

Co by to dało?

Może udałoby się uniknąć aż tak dużej przewagi podatków pośrednich nad bezpośrednimi. Gdyby postanowiono też o zbudowaniu autentycznie progresywnego podatku od dochodów osobistych i nie zrezygnowano w tak dużym stopniu z opodatkowania majątku, działanie nawet wysokich polskich stawek VAT byłoby osłabiane. W Polsce od samego początku progresja w podatku dochodowym od osób fizycznych była bardzo ułomna i w 2009 r. została jeszcze bardziej zepsuta. Gdy mieliśmy trzy szczeble skali podatkowej PIT (19, 30, 40 proc.), i tak postrzegaliśmy działanie PIT jako podatku płaskiego. Dlatego że 95 proc. wszystkich podatników płaciło podatek 19-proc. Najwyższą stawkę płacił tylko 1 proc. podatników. Wynika stąd, że po to, by zbudować sprawiedliwy system podatkowy, należało tak zmienić progi i stawki podatkowe, by obciążać podatkami obywateli, zależnie od ich rzeczywistych dochodów. W myśl zasady: najbiedniejszy w ogóle nie płaci, podatnicy o przeciętnych dochodach płacą średnią stawkę, a osoby zamożniejsze płacą wyższe stawki. Aby skala podatkowa była sprawiedliwa, trzeba zastosować odpowiednio wysoką kwotę wolną od opodatkowania i w zróżnicowanej dochodowo Polsce ustalić cztery lub pięć progów i stawek podatkowych. Z czasem może udałoby się poprawić wizerunek Polski, która od lat wykazuje jedno z najwyższych zróżnicowań dochodowych pośród krajów UE.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Rawimir Wradecki(2013-01-18 15:27) Odpowiedz 00

    Albo artykuł jest napisany nieprzekonująco, albo pani profesor nie ma argumentów. Mój odbiór pomysłów pani profesor jest taki. Podatek dochodowy musi być progresywny, bo inaczej jest niesprawiedliwy. Nie ma wyjaśnienia dlaczego jest niesprawiedliwy. Uważam, że osoba płacąca 19% podatku od dochodu 100 tys. rocznie jest opodatkowana proporcjonalnie wyżej od osoby płacącej taki sam odsetek od dochodu 40 tys. rocznie. Nawet co do tego mam wątpliwości, czy to jest sprawiedliwe. Argumentacja, jakiej oczekuję od osoby zajmującej się zawodowo analizą systemów podatkowych powinna polegać na pokazaniu mechanizmów. Mniejszy podatek powoduje taki skutek a większy taki. I najlepiej, gdyby te mechanizmy były kompletne. Np. pani profesor krytykuje ulgę budowlaną, jako dającą przywileje zamożniejszym. Całkowicie pomija zaś fakt, że jeśli zamożniejszy buduje na wynajem, to tym samym podaż mieszkań rośnie, więc jest to korzystniejsze dla niezamożnych, którzy nie zbudują swojego mieszkania. Pani profesor twierdzi, że gdy zamożniejszym pozostają nadwyżki finansowe to lokują je w oszczędnościach, co nie generuje popytu. Nie prawda. Nie działa to wprost, ale lokata bankowa jest dla banku pieniądzem domagającym się ulokowania w kredycie. Kredyt udzielony przez bank zwiększa popyt bądź na dobra inwestycyjne, bądź konsumpcyjne. Te pieniądze nie leżą w banku tylko wracają do gospodarki. Owszem, 1000 zł rocznie więcej w portfelu ubogiej rodziny spowoduje prawdopodobnie wzrost obrotów o tę kwotę w pobliskiej Biedronce, ale 100 tys. kredytu udzielonego na sensownych zasadach może wygenerować nowe miejsca pracy i owa rodzina zyska nie 1000 zł rocznie ale 20000 tys. (oczywiście, to duże uproszczenie). To czego oczekiwałbym od ekonomistów, to symulacji, studiów porównawczych i argumentacji opartej na tego typu wiedzy a nie na ideologii.
    Sprawiedliwość nie jest kategorią ekonomiczną, choć zapewne poczucie sprawiedliwości ma wpływ na nasze życie, także życie gospodarcze. Tyle że mówimy o odczuciach a nie faktach.

  • 123(2013-01-18 15:36) Odpowiedz 00

    a co sie udalo ekonomistom zaleznym od politykow

  • Bert(2013-01-18 15:54) Odpowiedz 00

    Mniej wiecej raz na 5 lat czytam coś z czym zgadzam się w całości.
    Ma Pani w całości rację.
    Niemniej, obok problemu regulacji prawnych jest jeszcze zasadniczy problem jak one są realizowane w praktyce.
    Polski model opodatkowania, nie dość że faworyzuje bogatych - w literze prawa, to jeszcze praktyka jest taka, że urzędy skarbowe sa celowo, no jednak trzeba to nazwać po imieniu : zaniedbywane i osłabiane przez rzadzących polityków , siedzących w kieszeni grup interesów, po to, żeby urzednicy skarbowi nie byli w stanie zagrozić na masowa skalę podatkowym przekrętom. To nie przypadkiem w skarbowości zamrożono od 4 lat wynagrodzenia i ma to trwać kolejne 3 lata. Chodzi o to, żeby zniechęcić do pracy i odstręczyć od zatrudnienia kandydatów o wysokich kwalifikacjach.

  • Stach Głąbiński(2013-01-19 15:29) Odpowiedz 00

    Sporo skorzystałem z przeczytania całości. Niejasności widzę jedynie w odpowiedzi na pytanie "To dlaczego w 2004 r. zadziałało?" Chodzi o wybór między PIT i CIT i ew. wynikające z tego korzyści przedsiębiorcy.

  • jaq(2013-01-20 07:40) Odpowiedz 00

    prowizorka jest wieczna-dla niewielu korzystna!!!

  • NO(2013-01-18 17:42) Odpowiedz 00

    Podatki to przeżytek , nie płacą ich złodzieje, bandyci, aferzyści itp. i bardzo dobrze żyją , co jest nagminne w III RP ,więc może ten model życia jest najlepszy ?

  • kk(2013-01-20 11:53) Odpowiedz 00

    Niechec, lekcewazenie przeprowadzenia niezbednych reform trwa od momentu transformacji i dotyczy wszystkich sil politycznych, ktòre byly w tym okresie przy wladzy jak i opozycji. Opozycja parlamentarna zajmuje sie wszystkim ale nie sprawami istotnymi dla losòw kraju. Generalnie taka postawa sil politycznych wynika z jednej strony z kunktatorstwa politycznego ale przede wszystkim z niskiej kultury gospodarczej i politycznej w zarzadzaniu panstwem. Nie ma tez silnego lobby w celu dokonania istotnych reform z osrodkòw pozapolitycznych. Wystarczy popatrzec na aktualny rzad, ministrami sa ludzie z lapanki bez silnej osobowosci i przygotowania merytorycznego. Panuje marazm, nikt nie obejmuje merytorycznie problemòw wynikajacych z powierzonych mu funkcji a z drugiej strony nikt nie chce narazic sie premierowi, rzad idzie na przetrwanie, liczy na pieniadze z UNI no i jakos to bedzie. A nie bedzie bo problemy wynikaja ze zle dzialajacego panstwa. Dlugi rosna , proste sily napedowe gospodarki po transformacji sie wyczerpuja. W Grecji tez za pieniadze unijne wybudowano troche rzeczy ale to nie zmienilo ich wewnetrznej sytuacji. Teraz powoli ktos sie odwaza napisac a to ze system podatkowy nie funkcjonuje, a to ze system emerytalny jest niesprawiedliwy i dlugogenny, jak dziala sluzba zdrowia wiadomo, biurokracja i polityka i koszty z tym zwiazane. Mozna tak o naszym panstwie bez konca. W zasadzie wiadomo wszystkim , ze problemy pozostaja nierozwiazane ale z tego nic pozytywnego nie wynika.

  • real(2013-01-20 19:14) Odpowiedz 00

    Zasadnicze pytanie-co się udało w Polsce od 1989r. ?
    Tylko rozgrabienie majątku,gigantyczne zadłużenie,sprowadzenie złotego na dno,państwo kolesi,wyniszczanie polskich zakładów pracy,europejskie ceny i wynagrodzenia-240 euro,zamykanie polskich szkół,walka z Polskościa,medialne ogłupianie i manipulacja,złodziejstwo na emerytach i armia nienasycownych i chciwych polityków wszelkiej masci-byleby koryto pełne.

  • Obserwator(2013-01-21 03:24) Odpowiedz 00

    Bohaterka tego artykułu chyba nie zna niektórych liczb.

    Większość wpływów z podatku dochodowego jest generowane przez ponad 9 mln emerytów i rencistów oraz 3,5 zatrudnionych w sektorze publicznym, czyli za sprawą budżetu ZUS-u, państwa oraz samorządów.

    Podatek dochodowy jest najgłupszym podatkiem, jaki ktokolwiek mógł wymyślić. Państwo i samorządy do niego dopłacają, bo dodatkowo same płacą ten podatek w przetargach. Ale ktoś wymyślił, że dochodowy musi być, żeby wiedzieć ile obywatele zarabiają...

    Podatki i akcyza też nie są zbyt dobre dla rozwoju... Podatek powinien być pogłowny od tego, że każdą głowę ochrania państwo, od powierzchni nieruchomości oraz od wartości nieruchomości, ustalanej przez właściciela. Jak ktoś ma majątek to płaci sporo. Jak ktoś zarabia dużo i wydaje na bieżąco wszystko nie płaci żadnego podatku.

  • MT(2013-01-21 08:14) Odpowiedz 00

    To państwo wymaga reformy ustrojowej w każdym właściwie wymiarze. Dlaczego gazety piszą o tym teraz, a nie wtedy, kiedy te rzeczy wprowadzano? Dlaczego specjaliści nie alarmowali?

  • Spostrzegawczy(2013-01-19 17:39) Odpowiedz 00

    Tekst Pani Profesor możę nie jest w pełni wyczerpujący temat, ale daje do myślenia, w przeciwieństwie do niektórych części komentarza Pana Rawimira Wradeckiego. Pisanie bowiem, cytuję za Panem R. Wradeckim: "Uważam, że osoba płacąca 19% podatku od dochodu 100 tys. rocznie jest opodatkowana proporcjonalnie wyżej od osoby płacącej taki sam odsetek od dochodu 40 tys. rocznie" - jest zupełnie niezrozumiałe, bo to jest właśnie opodatkowanie proporcjonalne do kwoty dochodu.

  • kontra(2013-01-19 18:05) Odpowiedz 00

    Coraz ciekawsze informacje o przemianach ustrojowych. Dopiero co specjalista twierdzi że reforma emerytalna byla pomyłką a już jest nowa informacja że z podatkami jest coś nie tak. Oznacza to ze do władzy po roku 1989 dopuszczono ,,kompetentnych ludzi a tego się własnie obawiałem przed wejściem w życie przemian ustrojowych. Moje obawy się spelnily

  • Jacek(2013-01-21 11:16) Odpowiedz 00

    Jedna tylko uwaga do p.prof. - kilka dni temu tłumaczyłem dziecku jak powinna wyglądać skala PIT by była sprawiedliwa i doszliśmy do wniosku że podatek 0% dla najuboższych jest niesprawiedliwy. Ci ludzie nie mogą mówić z czystym sumieniem że "płacą podatki". Czują się obywatelami niższej kategorii. Wystarczyłby 1%, żeby poczuli się mocniej obywatelami tego samego kraju. Trochę to ideologia teoretyczna, ale najubożsi (a jako taki mogę się w ich imieniu wypowiadać) nie chcą tylko jałmużny, ale także czynnego uczestnictwa w tworzeniu państwowości.

  • 007KAL(2013-01-21 10:54) Odpowiedz 00

    Artykuł o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą. Najważnieszym problemem jest to, że III RP nie umie poradzić sobie z tymi, którzy nie płacą podatków i tymi, którzy marnują pieniądze z podatków, bo np. nic nie robią, a biorą pensje... Pierwszy przykład z brzegu - Straż Miejska wysyła do mnie kilka razy w roku wezwania do odnowienia elewacji garażu, bo ta wymazana przez graficiarzy szpeci miasto. Przy okazji na wezwaniu pojawia się groźba, że jak tego nie zrobię, to zostanę ukarany... w praktyce oznacza to, że w interesie Straży Miejskiej i Magistratu jest wspieranie graficiarzy, bo pośrednio generują dochód...

  • 12was(2013-01-19 20:44) Odpowiedz 00

    dobry tekst-czekalem na cos takiego od dawna -podatki posrednie pograzaja i pograzą calkowicie w czasie budujacą się klase srednią. Zawsze wiedzialem ze ci w warszawie chodzą na skroty -zawsze bylo i jest brak myslenia planowanego i perspektywicznego na czas-wszystko jest spoznione i jesli poprawiane to zle albo z duzym bledem --tak dalej nie pociagniemy zbyt daleko- jako kraj i spoleczenstwo

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama