Mam takie marzenie, żeby prawo podatkowe w Polsce było tworzone na podstawie sugestii osób, do których ma być skierowane, z odpowiednio długim vacatio legis i poszanowaniem zasad poprawnej legislacji. Jak na szarego podatnika, nie jest to wygórowane żądanie. Ot, skromne pragnienie zwykłego obywatela.

Tylko co mają powiedzieć przedsiębiorcy, którym znów na ostatnią chwilę funduje się zmianę przepisów o VAT. Dla mnie to tylko marzenie, a dla nich to realny świat. To oni muszą dostosować prowadzenie swojej firmy do zmieniających się przepisów. A na to trzeba czasu. Zmiany w ustawie o VAT przegłosowano w ostatnim momencie. Dopiero tydzień temu trafiły do podpisu prezydenta i nie są jeszcze opublikowane, a mają obowiązywać od 1 kwietnia. Nie trudno zauważyć, że przedsiębiorcy będą mieli parę dni, by dostosować się do nowych przepisów. Tylko parlamentarzyści mają dużo czasu, bo nie muszą myśleć, jak zastosować w praktyce przepisy, które uchwalili.

Nawet Ministerstwo Finansów wie, że zaskakiwanie podatników zmianami na ostatnią chwilę to działania, które stwarzają niechęć do publicznych instytucji i potęgują wzajemną wrogość. Resort się nieco poprawił, bo przez kilka lat również publikował rozporządzenia w sprawie zwolnienia ze stosowania kas fiskalnych w ostatnim momencie. W tym roku stanął na wysokości swojego majestatu. Rozporządzenie, które obejmuje od 1 maja nowych podatników, np. prawników, lekarzy, obowiązkiem ewidencji sprzedaży w kasach jest znane od początku 2011 roku.

Takiego majestatu zabrakło parlamentarzystom. Może nie mieli dość fantazji, żeby wyobrazić sobie konsekwencje opóźnionego procesu legislacyjnego. Może nie są ludźmi, którzy mają marzenia. Może ich marzenia się już spełniły, kiedy zostali posłami.

Martin Luter King też miał marzenie, że wszyscy ludzie w USA będą równi. Jednak o śnie Kinga nikt nie zapomniał. Marzenie to się spełniło, choć nie za jego życia. Mam nadzieję, że ja dożyję czasów, kiedy konstytucyjna zasada poprawnej legislacji będzie w pełni respektowana.