Według zebranych przez DGP danych z izb skarbowych ulga na dzieci odpisana od PIT i odliczenia składek na ubezpieczenia społeczne kosztowały kasę państwa w 2015 r. ok. 7 mld zł. Kolejne 8–9 mld zł to wydatki na świadczenia rodzinne. A 17 mld zł to koszt dodatków na dzieci z programu „Rodzina 500 plus”. W sumie 33 mld zł (prawie 2 proc. PKB). Absolutny rekord.

Kwota, o której mowa, to tylko bezpośredni transfer z państwowej kasy. Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z ubiegłego roku przywoływała kwotę 32,3 mld zł z tytułu różnych pośrednich i bezpośrednich świadczeń z budżetu centralnego i lokalnych samorządów. Izba traktowała przy tym sprawę szeroko, kwalifikując do systemu np. politykę mieszkaniową państwa. Doliczając wydatki na zdrowie, kwota ta rosła do ponad 42 mld zł. NIK alarmowała wówczas, że nikt tak naprawdę nie wie, ile to wszystko kosztuje, bo nie ma jednego spójnego systemu wspierania rodzin.

– Doszliśmy do sytuacji, w której mamy kilka instrumentów finansowych wspierających rodziny z dziećmi, z których każdy został opracowany i wdrożony niezależnie od pozostałych. To, nad czym powinien teraz pracować rząd, to jakaś forma zintegrowania tych instrumentów poprzedzona szczegółową analizą tego, jak tę strukturę zmienić, uwzględniając zamożność rodzin i możliwości budżetu – mówi Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych CenEA. Jego zdaniem brak spójności może wynikać z braku jasno określonych celów, jakie chce się osiągnąć, wydając tak duże pieniądze.

Jak rozliczano ulgi na dzieci

Jak rozliczano ulgi na dzieci

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

– Warto przy tym doprecyzować, co rząd chce w ramach tej polityki osiągnąć, czyli jak ustawić priorytety wśród możliwych najistotniejszych efektów: ograniczenia ubóstwa wśród rodzin z dziećmi, wspierania ich niezależności finansowej poprzez większą obecność rodziców na rynku pracy i zwiększenia dzietności – mówi Myck.

Ulga podatkowa premiuje tych, którzy pracują i uzyskują dochody. Ale z drugiej strony działa program „Rodzina 500 plus”, który może zniechęcać do pracy przynajmniej jednego z małżonków. Między innymi dlatego Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, uważa, że wzrost bezpośrednich transferów z budżetu do rodzin to zmiana raczej ilościowa, nie jakościowa.

 – Dwa procent PKB to już jest duża kwota, którą z pewnością można wydać efektywnie, zaadresować lepiej niż obecnie. Mamy systemowy bałagan, niejednolite kryteria przyznawania wsparcia, różne podstawy do udzielania pomocy. Wiele kolejnych rządów dokładało elementy, które nie składają się w spójną całość. Stąd ten bałagan – mówi Jankowiak.

To dane szacunkowe na podstawie informacji przesłanych nam przez izby skarbowe. Z ulgi za ubiegły rok skorzystało 4,3 mln podatników – niewiele więcej niż rok wcześniej. Sama wielkość odpisów też jest porównywalna, bo według zestawienia Ministerstwa Finansów w rozliczeniach za 2014 r. podatnicy odpisali 6,9 mld zł ulgi na dzieci.

Dlaczego kwota nie rośnie? Michał Myck, dyrektor Centrum Analiz Ekonomicznych (CenEA), mówi, że nawet gdyby dochody podatników zwiększały się bardzo szybko, to i tak na kwotę ulgi nie miałoby to dużego wpływu. Wynika to z jej nowej konstrukcji obowiązującej od dwóch lat. Zwiększyła się kwota odliczeń na trzecie dziecko (do 2000 zł) oraz czwarte i każde następne (do 2700 zł). A poza tym wprowadzono możliwość odliczenia ulgi od składek w przypadku, gdy zapłacony podatek był zbyt niski, by w pełni z niej skorzystać.

– Nawet szybki wzrost dochodów podatników niewiele więc tu zmieni. Zmniejszałyby się dopłaty ze składek ubezpieczeniowych i zdrowotnych, ale rósłby odpis od podatku – efekt netto byłby ciągle podobny. Wielkość ulgi mogłaby się zwiększać tylko wtedy, gdyby więcej rodziców podjęło pracę i uzyskiwało opodatkowany dochód. A na taki efekt specjalnie nie można teraz liczyć, m.in. ze względu na uruchomiony właśnie program „Rodzina 500 plus”, który raczej będzie miał negatywny wpływ na aktywność rodziców na rynku pracy. Jeśli część z nich zrezygnuje z zatrudnienia, wartość ulgi może nawet nieznacznie spadać – mówi Michał Myck.

Tradycyjnie największe odpisy były w województwach z dużymi ośrodkami miejskimi. Lideruje Mazowsze (dzięki Warszawie), gdzie 723 tys. podatników odpisało w sumie ponad 1 mld zł. Na drugim miejscu jest województwo śląskie, w którym w 503 tys. deklaracji odpisano około 700 mln. zł. Trzecie miejsce to Małopolska (Kraków): 360 mln. odpisów na łączną kwotę 660 mln. zł.

Na drugim biegunie znalazły się regiony z mniejszą liczbą mieszkańców i mniej zamożne. Najmniej odpisów było w Opolskiem (niespełna 94 mln. na 156,7 mln. zł), Lubuskiem (117,5 mln. na 181,8 mln. zł) i Podlaskiem (107 mln. na 188 mln. zł).

Michał Myck zwraca uwagę, że od czasów zmodyfikowania ulgi rodzinnej przez poprzedni rząd właściwie zaniechano prób jakiejkolwiek modyfikacji tej formuły wspierania rodzin z dziećmi. A taki przegląd jego zdaniem bardzo by się przydał. Kraje UE stosują różne formuły wspomagania rodzin za pomocą systemu podatkowego i nie ograniczają się tylko do ulg. Przykłady to Francja czy Portugalia, która stosuje tzw. iloraz rodzinny: podatnik może wspólnie rozliczyć się nie tylko z żoną, ale też z dziećmi. Dzięki temu oprócz zatrudnienia premiowana jest wielodzietność. Bo nawet przy dużych dochodach nominalnie opodatkowanych wysoką stawką podatkową realne obciążenie jest znacznie mniejsze.

– Tymczasem od momentu wprowadzenia reformy 500 plus temat ulgi na dzieci w Polsce właściwie zniknął, przestaliśmy się zastanawiać nad tym, czy ta forma wsparcia jest efektywna, czy nie. Dużo się mówi o świadczeniach wychowawczych, o pozostałych formach mniej. Wsparcie w ramach systemu podatkowego można jeszcze dostosować, by trafiało ono w większym stopniu do pracujących rodzin o niskich dochodach. Pomysł dopłat do pełnej wysokości ulgi ze składek ubezpieczeniowych dla tych, którzy zarabiają zbyt mało, by w pełni ją odpisać tylko od zaliczek podatkowych, jest dobrym przykładem, jak takie wsparcie można reformować – mówi Michał Myck.

Dobrą okazją do przeglądu działania ulgi mogą być prace nad podatkiem jednolitym, które trwają w kancelarii premiera. Jednak według deklaracji polityków PiS ulga pozostanie w niezmienionym kształcie, podobnie jak wspólne opodatkowanie małżonków.

Według Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu, ulga podatkowa na dzieci, nawet zmodyfikowana, to zaszłość, która dziś nie spełnia swojego zadania. – Gdy ją wprowadzono, niewiele było bezpośrednich form wsparcia. Z czasem zaczęły się one pojawiać: były to rozwiązania w rodzaju becikowego czy obecnie dodatków 500 plus. W takim otoczeniu ulga od podatku nie ma specjalnie racji bytu – mówi Jankowiak.

Jego zdaniem wskazane byłoby odejście od dochodów jako bazy decydującej o wielkości wspomagania i zastąpienie jej kryterium majątkowym.

– Jeśli celem pomocy państwa miałoby być wyciąganie rodzin z ubóstwa, kryterium majątkowe ma większy sens, bo obejmuje nie tylko bieżące dochody, ale również majątek rodziny. Może przecież być tak, że rodzina przejściowo ma niższe dochody, ale jej zasoby są duże. W takiej sytuacji adresowanie pomocy do niej wydaje się mało celowe – mówi Jankowiak. I dodaje, że nie ma złudzeń: takie rozwiązania jak ulga na dzieci czy wprowadzone ostatnio dodatki na długo pozostaną w systemie ze względów politycznych. Bo każdy, kto zechce je ograniczyć, musi liczyć się ze spadkiem społecznego poparcia.