Fiskus wolałby widzieć tu przychód z kapitałów pieniężnych, czyli stosować ogólne zasady dotyczące sprzedaży akcji i udziałów. To oznaczałoby, że po odjęciu kosztów ich zakupu podatnik musiałby zapłacić 19 proc. (chyba że zbyłby je ze stratą).

Naczelny Sąd Administracyjny orzekł jednak, że w sytuacji, gdy dochodzi do sprzedaży udziałów lub akcji otrzymanych w wyniku likwidacji spółki osobowej (jako części jej majątku), nie mamy do czynienia z przychodem kapitałowym, lecz z przychodem z działalności gospodarczej. Wskazują na to liczne wyroki, np. o sygn. akt II FSK 2376/13, II FSK 2434/13, II FSK 2538/13, II FSK 2591/13, II FSK 2630/13, II FSK 1998/13, II FSK 2032/13, II FSK 2376/13.

Skutki wykładni NSA

Skutki wykładni NSA

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

To bardzo korzystna wykładnia. Co najmniej z dwóch względów.

Tylko przez sześć lat

Po pierwsze, przychód w takiej sytuacji powstaje tylko w ciągu pierwszych sześciu lat po likwidacji spółki osobowej. Potem, jeśli sprzedaż jest w ramach działalności gospodarczej – a tak właśnie sądy traktują zbycie majątku otrzymanego w wyniku likwidacji spółki osobowej– to przychodu w ogóle nie ma.

– Tylko w sytuacji, gdyby podatnik dokonał sprzedaży udziałów otrzymanych na skutek likwidacji spółki jawnej po upływie sześciu lat od likwidacji tej spółki i sprzedaż ta nie zostałaby dokonana w ramach działalności gospodarczej, uzyskane z tego tytułu przychody nie byłyby kwalifikowane jako przychody z działalności gospodarczej – potwierdził NSA we wspomnianych wyrokach. – Natomiast w sytuacji, gdy dokona on sprzedaży udziałów otrzymanych na skutek likwidacji spółki jawnej przed upływem sześcioletniego okresu bądź po upływie tego okresu, ale w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, wówczas uzyska z tego tytułu przychód z działalności gospodarczej – orzekł.

Wyższy koszt

Nawet jednak, gdyby do zbycia udziałów doszło wcześniej, to podatnik i tak nie będzie stratny. Odliczy bowiem wyższe koszty, niż gdyby sprzedawał udziały na zasadach ogólnych. W zwykłym wariancie bowiem, czyli przy założeniu, że mamy do czynienia z przychodami z kapitałów pieniężnych, podatnik może odliczyć tylko wydatki, które faktycznie poniósł na zakup walorów. Zakładając, że nie sprzeda ich taniej, niż kupił, będzie musiał wykazać dochód, od którego zapłaci 19-proc. podatek.

Jeśli jednak sprzedaż udziałów zostanie uznana za przychód z działalności gospodarczej, to sprzedający będzie mógł odliczyć wyższy koszt. Będzie nim bowiem wartość nominalna udziałów otrzymanych przez niego od poprzedniczki spółki osobowej. I tu dochodzimy do sedna optymalizacji – jak sprawić, by te koszty były możliwie najwyższe?

Aport i przekształcenie

Schemat działań jest następujący: zaczyna się od tego, że podatnik ma udziały w spółce kapitałowej (przyjmijmy, że w zagranicznej) i chce je najkorzystniej zbyć. Nie sprzedaje ich więc od razu, tylko wnosi je do innej spółki kapitałowej, np. z ograniczoną odpowiedzialnością, w zamian za jej udziały. Jeśli w wyniku tej wymiany spółka z o.o. uzyska bezwzględną większość praw głosu w zagranicznej spółce kapitałowej, to nie ma się co martwić o podatek, bo taka wymiana jest neutralna podatkowo (art. 24 ust. 8a ustawy o PIT).

Idźmy dalej: wspólnik, który dokonał aportu (czyli wniósł udziały w spółce zagranicznej), dostaje w zamian udziały w spółce z o.o. o określonej wartości nominalnej. Następnie spółka ta zostaje przekształcona w spółkę osobową (np. jawną), a ta ostatecznie – zlikwidowana. W skład likwidowanego majątku wchodzą udziały w zagranicznej spółce (objęte od wspólnika w ramach aportu). Wskutek likwidacji spółki jawnej trafiają one zatem z powrotem do wspólnika.

Ten ma do wyboru: poczekać z ich sprzedażą sześć lat albo sprzedać wcześniej. Co będzie kosztem, jeżeli wybierze drugi wariant? Z orzecznictwa wynika, że będzie mógł odliczyć nominalną wartość udziałów wydanych mu przez spółkę z o.o. w zamian za wniesione przez niego – w drodze aportu – udziały w zagranicznej spółce kapitałowej.

Sądy z reguły nie odnoszą się bezpośrednio do samego kosztu, bo rozstrzygają spór na poziomie podstawowych ustaleń – czy przychód ze sprzedaży udziałów jest w takiej sytuacji przychodem kapitałowym, czy z działalności gospodarczej. Już z tego tylko powodu, przyznając rację podatnikom, uchylają interpretację fiskusa. Nie wchodzą w szczegóły dotyczące wyliczania kosztów, ale poniekąd, swoją korzystną dla podatników wykładnią przyznają im rację również w tym zakresie. 

Nie ma powodów, by miało być inaczej

Dla podatników najkorzystniejsze jest potwierdzenie, że dochód ze zbycia udziałów jest dochodem z działalności gospodarczej. Dlaczego? Nawet jeżeli sprzedaż zostanie dokonana przed upływem sześciu lat od likwidacji, to koszty uzyskania przychodów związane ze zbyciem udziałów ustala się na podstawie „historycznych” wydatków poniesionych na nabycie odprzedawanych udziałów, czyli w wysokości równej wartości nominalnej udziałów wydanych w zamian za aport udziałów innego podmiotu. Jest to korzystniejsze w porównaniu do metodologii liczenia kosztów, gdybyśmy uznali, że mamy do czynienia z przychodem z kapitałów pieniężnych. W tym drugim przypadku bowiem za koszt podatkowy uznaje się wydatki poniesione na nabycie lub objęcie udziałów. Z reguły są one niższe niż wartość nominalna udziałów wydawanych przez spółkę, do której jest wnoszony aport. Dla podatników korzystniejsze jest więc ustalanie kosztów zgodnie z przepisami odnoszącymi się do działalności gospodarczej.

Należy podkreślić, że brak jest podstaw do kwalifikowania przychodów ze sprzedaży udziałów uzyskanych w wyniku likwidacji spółki osobowej do źródła, jakim są kapitały pieniężne. Ustawa o PIT jednoznacznie wskazuje, że przychody ze sprzedaży składników majątku uzyskanych w związku z likwidacją spółki osobowej są przychodami z działalności gospodarczej. Przepisy nie przewidują w tym zakresie jakichkolwiek wyjątków.