Czyli czymś na kształt karty podatkowej, tylko jeszcze prostszej, bo bez deklarowania czegokolwiek przez podatnika. Przychodzi urzędnik i sam wymierza daninę. Nie patrzy na dochód, obrót, majątek ani sytuację życiową. Jedyną przesłanką jest to, że podatnik żyje (istnieje).

T am, gdzie pojawia się element relatywizmu, tam natychmiast otwiera się furtka. Jeśli dodać do tego nieudolność ustawodawcy, jest pewne, że podatnicy okazji nie przepuszczą. Przykładów jest aż nadto.

Ministerstwo Finansów dwoi się teraz i troi, jak tu wymyślić podatek od sprzedaży detalicznej, żeby i wilk (budżet) był syty i owca (handel) cała. Tak się nie da. Naiwnością jest wierzyć, że daninę zapłacą tylko wybrani. Od 1992 r. istnieje w Polsce podatek od dochodów osób prawnych i ci, którzy mieli go płacić najwięcej, najszybciej zorientowali się, gdzie jest furtka. Widać ją po wpływach do budżetu – 2,5 razy mniejszych niż z PIT, grubo ponad 4 razy mniejszych niż z VAT.

Jeśli nawet ustawodawca zawęzi podmiot opodatkowania, to jest jeszcze przedmiot, czyli to, od czego należy daninę uiszczać. Nie wystarczy zapisać, że opodatkowane jest wszystko, co na rolce z kasy fiskalnej, bo – jak wykazaliśmy w DGP w minionym tygodniu – wystarczy wystawić klientowi fakturę i do kopii podpiąć paragon fiskalny, żeby daniny nie było.

„Odkrycie Ameryki to to nie jest, choć zdaje się dla naszych ministrów może nim być” – skomentował ktoś w internecie. To prawda, w prosty sposób pokazaliśmy to, czego inni nie widzą, a jeszcze inni wolą się z tym nie afiszować. Banki też mają zapewne swoje sposoby na daninę od instytucji finansowych, ale nie zamierzają dzielić się tą wiedzą.

Ustawodawca powinien więc albo z góry zakładać margines porażki, albo nakładać daniny bez wyjątków. Jeśli wybierze to drugie, ryzykuje, że przestrzeli. Tak jak w przypadku 70-proc. PIT od odpraw, który początkowo miał płacić każdy odchodzący z państwowej lub samorządowej spółki, kto otrzymałby na odchodne więcej niż trzykrotność swojej pensji.

Jeśli pójdzie na ustępstwa, to – jak napisał inny z internautów – podatnicy zaczną brać faktury na kancelarie Sejmu, premiera i prezydenta. „Tylko dla sportu, żeby zachłanne państwo dostało po łapach” – brzmiał komentarz do projektu opodatkowania sprzedaży detalicznej.