Z powodu takich właśnie sformułowań fiskus uparcie twierdzi, że podatnik nie prowadzi działalności w danym zakresie (albo na odwrót), a podatnicy – że jest wręcz przeciwnie. Sędziowie – gdy spór trafi już na wokandę – zamieniają się w językoznawców i rozbierają słowa ustawodawcy na czynniki pierwsze.

Przykład? Spory o możliwość zaliczania strat na opcjach do kosztów podatkowych. Jeśli indywidualny przedsiębiorca zawierał transakcje na instrumentach pochodnych „w wykonywaniu” działalności gospodarczej, to może stratę odliczyć (art. 30b ust. 4 ustawy o PIT). Ale czy spełniał ten warunek, gdy zajmował się produkcją łodzi, obrabiarek lub podłoża do hodowli pieczarek i zawarł umowę mającą zabezpieczyć płynność finansową jego firmy?

Sądy wyrokują różnie; są zdania za, są i przeciw. Przeważa jednak wykładnia ścisła, w tym wypadku niekorzystna dla przedsiębiorców. Czy taka sama zadecyduje w sporach o podatek bankowy?

Z ustawy o podatku od niektórych instytucji finansowych wynika, że podatnikiem są także instytucje pożyczkowe w rozumieniu art. 5 pkt 2a ustawy o kredycie konsumenckim. Chodzi zatem o kredytodawców innych niż – najogólniej mówiąc – banki, instytucje kredytowe, SKOK-i   lub inne podmioty, których działalność polega na udzielaniu kredytów konsumenckich.

Kim zatem ma być ów kredytodawca? Jego definicja jest zawarta w art. 5 pkt 2. To przedsiębiorca, „który w zakresie swojej działalności gospodarczej lub zawodowej udziela lub daje przyrzeczenie udzielenia konsumentowi kredytu” .

W ubiegłym tygodniu media obiegła informacja, że może to być każdy przedsiębiorca, który rozkłada klientowi płatność na raty i każdy pracodawca, który udziela pracownikom pożyczek ze środków obrotowych lub środków z funduszu socjalnego. Oczywiście pod warunkiem, że suma wartości jego aktywów przekracza 200 mln zł. Dla jednostkowej firmy wydaje się to sporo, ale w grupie podmiotów powiązanych, gdzie liczone mają być aktywa skonsolidowane, kwota wcale nie jest duża.

Jaki zatem będzie skutek użycia sformułowania „w zakresie”? Czy przeważy wykładnia ścisła? Jeśli faktycznie tak by było, to tym razem przedsiębiorcy mogliby tylko przyklasnąć. Ale jest przecież jeszcze interes fiskalny.