TK uznał, że ustawa o grach hazardowych nakazująca zamykać jednorękich bandytów w kasynach (z pewnymi wyjątkami) i nakładająca odpowiedzialność karną na tych, którzy się do tego nie stosują, jest zgodna z konstytucją. Sposób jej uchwalenia nie uchybia ustawie zasadniczej, treść zmienionych regulacji też nie. Chodziło m.in. o to, czy brak notyfikacji w Komisji Europejskiej nowelizowanych na przełomie 2009 i 2010 r. przepisów oznacza, że zostały przyjęte bez poszanowania konstytucyjnych wymogów i czy tym wymogom nie urąga też głęboka ingerencja ustawodawcy w działalność branży hazardowej. Trybunał stwierdził – mówiąc w uproszczeniu – że notyfikacja nie wpływa na krajowy tryb ustawodawczy (nie jest jego elementem), a to prowadzi do kluczowego wniosku o zgodności zmienionej ustawy z konstytucją. A czy jest ona zgodna z unijnymi regulacjami? Na to pytanie trybunał oczywiście nie odpowiedział. Tym samym kwestia, czy kontrowersyjne przepisy mają techniczny charakter i czy w związku z tym powinny być notyfikowane (oraz czy i jakie są konsekwencje braku notyfikacji), pozostaje otwarta. Trybunał Sprawiedliwości UE już wypowiadał się na ten temat. Jego stanowisko zostało dość powszechnie chyba zrozumiane w ten sposób, że ocena charakteru regulacji i potrzeby ich uprzedniego zgłoszenia KE należy do sądów krajowych. Tak koło się zamyka.

Ustawa hazardowa w kwestionowanym przez branżę brzmieniu obowiązuje (służba celna musi więc działać w zgodzie z nią), a jej konstytucyjność nie może być podważana. Jej kwestionowanie może się zasadzać na braku notyfikacji i ewentualnej niezgodności z unijnymi regulacjami (przy czym nie jest wcale przesądzone, że z pierwszej kwestii automatycznie wynika druga). O tym, czy taka niezgodność występuje – dlaczego tak lub dlaczego nie – i jakie są jej skutki, rozstrzygną sądy, w ostatniej instancji zaś SN i NSA. Do tej pory zapadały różne wyroki, także w bardzo podobnych sprawach. Najczęściej zaś zawieszano postępowania w oczekiwaniu na rozstrzygnięcie TK. To wszystko oznacza, że spór branży z fiskusem jeszcze potrwa i nic nie jest przesądzone. Tym samym nie możemy już odetchnąć z ulgą, że miliardy złotych z naszych podatków nie pójdą na odszkodowania dla właścicieli jednorękich bandytów. Inaczej mówiąc, pokerowa zagrywka fiskusa w sprawie ustawy zamienia się w sądową ruletkę. A rezultat gry wciąż nie jest znany.