Ale garść korzystnych ogólnych interpretacji podatkowych (choćby niektóre zostały w jakiejś mierze wymuszone przez sądy) czy niektóre propozycje zmian w ustawach, np. w uldze na dzieci (nawet jeśli wpisują się jakoś w kalendarz wyborczy), trzeba przecież odnotować i zapisać MF na plus. Jest jednak prosty test, który potwierdzi, czy ministerstwo ma naprawdę dobrą wolę, czy to tylko złudzenie. Test przygotował Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Orzekł on w miniony czwartek, że to sąd danego państwa UE powinien rozstrzygać, jak to jest (z podatkami), gdy mamy do czynienia z papierowym oraz elektronicznym egzemplarzem książki. Czy wciąż mamy tę samą książkę (są to więc produkty tożsame), czy jednak dwie różne. Oczywiście trudno zaprzeczyć, że papier i np. plik w dowolnym formacie to odmienne nośniki. Ale kluczowe jest pytanie, czy liczy się – zwłaszcza dla konsumentów - istota produktu, czy to, w co został wciśnięty lub opakowany. Treść czy forma. Konsekwencje? W pierwszym przypadku nie tylko nie ma przeszkód, by zaakceptować jednakowe stawki VAT (czyli np. obniżyć tę na e-booki), zasada neutralności tego podatku wręcz nakazywałaby to zrobić, w drugim – można żyć ze zróżnicowanymi stawkami.

Skoro jednak sąd może dokonywać takiej oceny – wczuwać się w konsumenta i niejako decydować za niego – i wywodzić z niej skutki podatkowe, to moim zdaniem ustawodawca tym bardziej. I to jest kluczowa sprawa. Co w tej sytuacji zrobi nasz ustawodawca, nie wiadomo. A co mu zaproponuje ministerstwo?

Niektórzy ustawodawcy już poszli po rozum do głowy i obniżyli VAT na e-booki. A wyrok TSUE może zachęcić kolejnych – bo, jak sądzę, otwiera im drogę do decydowania, czy tożsamość określonych produktów jest zachowana i pod jakimi warunkami.

Argument, że nie możemy nic z e-bookami zrobić (nie możemy zrównać stawki VAT na nie z obowiązującą w odniesieniu do papierowych książek), bo byłoby to wbrew prawu Unii i stanowisku Komisji Europejskiej, odpada. Wygląda na to, że w świetle wyroku TSUE możemy zrobić to, co chcemy. Test polega więc na tym, że ministerstwo powinno zadeklarować, czego chce. A my ocenimy jego dobrą wolę. Wiem, że minister dużo czyta. Ciekaw więc jestem, czy jego zdaniem np. „Racjonalność w ekonomii” Vernona Smitha na papierze różni się od tej w e-booku?