W rozliczeniach z zagranicznymi kontrahentami kluczowe znaczenie ma możliwość stosowania korzystnych postanowień międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Pozwalają one m.in. na obniżenie stawki podatku u źródła czy nawet wyłączenie danego przychodu od opodatkowania w Polsce.

Aby zastosować postanowienia umowy, polski podatnik powinien posiadać certyfikat rezydencji podatkowej zagranicznego podmiotu. Ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 z późn. zm.) i CIT (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397 z późn. zm.) definiują taki dokument jako zaświadczenie o miejscu siedziby podatnika wydane przez właściwy organ administracji podatkowej zagranicznego państwa. Potwierdza on, że dany podmiot podlega w określonym kraju nieograniczonemu obowiązkowi podatkowemu.

Podatnicy od dłuższego czasu toczą spory z częścią organów podatkowych o to, czy certyfikat rezydencji ma określoną ważność. W ich ocenie (co potwierdza orzecznictwo większości sądów administracyjnych) raz wydany certyfikat rezydencji pozostaje ważny, dopóki zawarte w nim dane odpowiadają rzeczywistości. Potwierdzają to wyroki NSA z 11 kwietnia 2012 r. (sygn. akt II FSK 1963/10) i z 4 września 2013 r. (sygn. akt II FSK 2579/11).

W obu orzeczeniach sąd skrytykował stanowisko izby skarbowej obligujące spółkę jako płatnika do uzyskiwania certyfikatu rezydencji zagranicznych kontrahentów na dzień każdej z dokonywanych na ich rzecz wypłat, w sytuacji gdy polska firma dysponowała aktualnym dokumentem (raz wydanym i cały czas zgodnym z rzeczywistością).

Nie do końca korzystnie

Ze stanowiskiem NSA należy się zgodzić. Wydawałoby się, że szykowana przez resort finansów nowelizacja ustaw o podatkach dochodowych uwzględni kształtujące się orzecznictwo sądów administracyjnych. I poniekąd tak się stało, choć planowane zmiany idą w nie do końca korzystnym dla podatników (i płatników) kierunku.

Ostatni projekt nowelizacji ustaw o CIT i PIT (wersja z 20 stycznia 2014 r.) zakłada, że w przypadku braku oznaczenia terminu ważności certyfikatu rezydencji będzie on honorowany w Polsce jedynie przez 12 kolejnych miesięcy od dnia jego wydania. Gdyby w tym czasie uległo zmianie miejsce siedziby zagranicznego kontrahenta, powinien on udokumentować je nowym certyfikatem rezydencji. Jeżeli nie dopełni tego obowiązku, to ponosi odpowiedzialność za niepobranie daniny zgodnie z odpowiednią stawką.

Płatnicy podatku u źródła będą mieli do wyboru dwie możliwości: prosić zagranicznych kontrahentów o cykliczne przesyłanie nowego certyfikatu rezydencji albo uzyskać taki dokument np. z datą ważności na kilka lat w przód. Gdy obie z tych dróg nie będą możliwe, pozostanie trzecia – pobieranie podatku u źródła według podstawowej stawki.

Co mogą zrobić firmy

Pierwsze z rozwiązań już dzisiaj jest praktykowane przez wiele polskich firm, jakkolwiek najczęściej nie spotyka się ze zrozumieniem u zagranicznych podmiotów, gdzie zwykle przyjmuje się, że raz wydany certyfikat pozostaje ważny aż do momentu zmiany rezydencji podatnika. Co więcej, pozyskanie certyfikatu często wiąże się z kosztami, których można by uniknąć lub istotnieje ograniczyć (opłaty administracyjne związane z wydaniem samego certyfikatu, koszty legalizacji, tłumaczeń przysięgłych na język polski).

Drugie z rozwiązań będzie prowadziło do sztucznych sytuacji pozyskiwania certyfikatu rezydencji na przyszłość, tj. z konkretnie oznaczoną datą ważności. Taki model obowiązywał już w Polsce – do 2009 r. certyfikaty rezydencji wystawiane przez polskie władze podatkowe zawierały okres obowiązywania: od – do. Na wyraźny wniosek podatnika certyfikat rezydencji może jedynie stwierdzać moment powstania nieograniczonego obowiązku podatkowego (bezterminowo) w Polsce.

Ciekawe, że resort finansów dostrzega możliwość zmiany rezydencji podatnika w czasie obowiązywania certyfikatu rezydencji z oznaczoną datą ważności i wymaga w takiej sytuacji aktualizacji danych. Dlaczego nie postanowiono zastosować tej prostej zasady do wszystkich certyfikatów rezydencji, w szczególności tych bez oznaczonej daty ważności?

Nie są znane przyczyny, dla których MF chce utrudnić podatnikom i płatnikom swobodę korzystania z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Z jednej strony przeprowadza się szumne reformy podatkowe pod sztandarem ułatwień w prowadzeniu działalności, a z drugiej – dokłada się biurokratycznych utrudnień. Ułatwieniem prowadzenia działalności byłoby nie tylko przyjęcie, że certyfikat pozostaje ważny tak długo, jak długo jest aktualny, ale też dodatkowo, że płatnik może posługiwać się jego kopią (wymóg posiadania oryginału certyfikatu rezydencji w dobie elektronicznego przesyłania dokumentów jest archaiczny).

Przy aktualnej praktyce organów podatkowych Polska niekoniecznie jest postrzegana jako kraj postępowy i przyjazny dla zagranicznego biznesu. Co więcej, w przypadku podatków pobieranych u źródła, gdy wypłacana jest należność objęta umownym obowiązkiem ubruttowienia, problemy z pozyskaniem certyfikatu niejednokrotnie skutkują realnym zwiększeniem obciążeń spoczywających na płatniku. Musi on bowiem z własnej kieszeni wyrównać zagranicznemu kontrahentowi ewentualne umniejszenia wynikające z potrącenia podatku u źródła.

Podatnikom i płatnikom pozostaje liczyć na wprowadzenie stosownych poprawek w toku prac parlamentarnych.

Pozyskanie certyfikatu często wiąże się z kosztami, których można by uniknąć

Etap legislacyjny

Projektem zajmuje się aktualnie Komisja Prawnicza Rządowego Centrum Legislacji

Bartosz Głowacki, doradca podatkowy, menedżer w MDDP