statystyki

1 proc. podatków na łatanie wielkiej biedy

autor: Klara Klinger, Patrycja Otto16.03.2013, 03:00
Pieniądze

Pieniądzeźródło: ShutterStock

Ten 1 procent, który odpisujemy od podatku na wsparcie potrzebujących, to wyręczanie państwa w jego obowiązkach. A że pieniędzy z tego jest za mało, prywatne osoby i fundacje bezpardonowo o nie walczą.

reklama


reklama


5-letni Jaś cierpi na ciężką chorobę. Dzięki 1 proc. twojego podatku możemy go uratować” – każdy z nas widział takie ogłoszenia. Pojawiają się w większości gazet, w spotach telewizyjnych, w internecie, na Facebooku, trafiają do naszych skrzynek e-mailowych, są na ulicznych billboardach czy na plakatach rozwieszanych w szkołach i przedszkolach. Ich liczba zawsze znacząco się zwiększa w pierwszych miesiącach roku, kiedy zaczyna się okres rozliczania podatków. W niektórych ogłoszeniach występują małe dzieci, w innych znani aktorzy, a hasła są od chwytających za serce po skierowane do bardziej pragmatycznych odbiorców – jak ogromny plakat jednego z hospicjów z nawiązującym do piosenki Republiki podpisem „Ta reklama jest zrobiona dla pieniędzy”.

Dla organizacji pożytku publicznego lub posiadaczy tzw. subkonta w ramach takiej organizacji to najważniejszy moment w roku. Muszą przekonać darczyńców, że to akurat na ich rzecz należy odpisać 1 proc. podatku. Najaktywniej działające organizacje potrafią zebrać od miliona do nawet ponad 100 mln zł. Na indywidualne konta utworzone dla poszczególnych chorych wpływa o wiele mniej pieniędzy, ale i tak jest o co walczyć. Z rozliczenia podatku za 2010 r. wynika, iż Polacy przekazali w ramach 1 proc. na rzecz organizacji pożytku publicznego 400,2 mln zł. W 2011 r. kwota ta wyniosła już 457,3 mln zł.

Czy więc opłaca się (jeżeli w tym kontekście wypada użyć tego słowa) zbierać w ten sposób pieniądze? Osoby, które o to zapytaliśmy, nie kryją, że była to dla nich ostateczność. Kiedy zgłaszają się po pomoc, często nie mogą liczyć na wsparcie organizacji, bo ich dochód jest zbyt wysoki (nie powinien przekraczać 400–500 zł

na osobę). Założenie subkonta pozwala im natomiast uwiarygodnić niezbędną zbiórkę pieniędzy. „Nie chcieliśmy angażować obcych, ale szybko się okazało, że nie stać nas na rehabilitację dziecka”; „Subkonto na leczenie męża założyliśmy, kiedy zaczęli nas nachodzić windykatorzy” – opowiadają nam ci, którzy się na to zdecydowali. Są jednak i tacy, którzy zbiórkę zaczęli, jak tylko dowiedzieli się o chorobie. Wszyscy są zgodni: nie są to łatwe pieniądze, jak mogłoby się wydawać. Wysiłek, czas i nakłady na to, aby namówić ewentualnych podatników na wsparcie, są ogromne. – To praca na pełen etat – przyznają.

Ulotki czy rehabilitacja

Teoretycznie każdy potrzebujący leczenia może się zgłosić do odpowiedniej organizacji pożytku publicznego, otworzyć tzw. subkonto i czekać na wpłaty. Oczywiście najpierw musi udowodnić, że nie starcza mu własnych środków na sfinansowanie odpowiedniego leczenia. Ale o to akurat nie trudno. Jednak bez umiejętności wypromowania się nadzieje mogą się zderzyć z rzeczywistością. W Polskim Towarzystwie Stwardnienia Rozsianego subkonta ma założone kilkuset chorych, każdy jest w podobnie dramatycznej sytuacji. – Ale bywają tacy, którzy zbiorą kilkanaście albo kilkadziesiąt złotych – przyznaje Luiza Wieczyńska z PTRS. W takiej sytuacji niektórym może się w ogóle nie opłacać takiego konta otwierać, bo za jego prowadzenie fundacja pobiera 25 zł miesięcznie, które idą na księgowość, tzw. obsługę konta. Do obciążenia kosztami dochodzi jednak tylko wówczas, gdy wpłynęły nań fundusze.

Są jednak tacy, którym udaje się zebrać przy okazji rozliczania deklaracji podatkowych kilkadziesiąt tysięcy złotych. Na ich korzyść bardzo często działa środowisko, z którego się wywodzą. Nie kryją jednak, że i wówczas pozyskanie funduszy jest okupione ogromnym wysiłkiem. – Oboje z mężem, zanim zachorował na stwardnienie zanikowe boczne, pracowaliśmy w korporacjach – mówi Mariola Kowalska. – Mogliśmy wysłać e-mail do wszystkich współpracowników, których ze względu na wielkość firmy było wielu, z prośbą o pomoc i numerem subkonta – dodaje. Podkreśla jednak, że chwytała się też innych sposobów, by dotrzeć do potencjalnych darczyńców. O tym, że zbiera pieniądze na leczenie męża, wiedzieli nie tylko jej znajomi i rodzina. Wiedziały też zaprzyjaźnione biura księgowe, które poprosiła o przekazanie informacji o tym klientom, którym rozliczały podatek. Zorganizowała wreszcie koncert charytatywny na rzecz męża – na biletach był podany numer konta, na który można wpłacać datki.

Zbierający środki na leczenie, wkładają w to dużo wysiłku, nie mając pewności, czy zostaną zauważeni wśród tysięcy potrzebujących. Nikt przecież nie zwróci poniesionych wcześniej wydatków, które są niezbędne do tego, by zainteresować darczyńców historią swojego dziecka, męża czy żony. Pieniędzy, które w danej chwili mogłyby zostać rozdysponowane zupełnie w inny sposób. – Czasem stawaliśmy przed dylematem, czy to, co akurat musimy wydać na drukowanie ulotek z informacją o chorobie córki, nie lepiej przeznaczyć na jej rehabilitację – mówi Marzena Pataj, mama 18-miesięcznej Natalki, u której lekarze stwierdzili wodogłowie wrodzone. Poważnym problemem jest również to, że środki z tytułu 1 proc. wpływają na ich konto z dużym opóźnieniem. – Pieniądze trafiły na konto w listopadzie, a nam zostały przekazane dopiero w styczniu tego roku – mówi pani Marzena. Często jest też tak, że najpierw trzeba pokryć wydatki na leczenie czy rehabilitację z własnej kieszeni, a dopiero potem uzyskuje się ich zwrot po przedłożeniu faktur.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • von(2013-03-16 12:03) Odpowiedz 00

    Aż 45% gospodarstw domowych w POlsce posiada problemy finansowe i nie liczy na żadną poprawę Odsetek takich gospodarstw (niestabilnych finansowo) w porównaniu z 2008 r.(czyli za rządów PO i PSL) WZRÓSŁ o dwie trzecie, natomiast stabilnych finansowo SPADŁ pięciokrotnie !!!

  • K(2013-03-17 01:26) Odpowiedz 00

    A co fiskus dotarł do gazety by nie namawiała do tego odpisu?Jeśli mam z czego to nawet 1 złotówka to już coś ale śledzę jak będzie wydana i dlatego przekazuję tam gdzie widzę efekty a i namawiam innych,którzy twierdzą,że tak mała kwota nic nie zmieni.Mój patent to: gdyby każdy Polak dał mi 1grosz to byłabym bogata wystarczy pomnożyć i jakie jest zdziwienie!I dlatego ta złotówka to są pieniądze,które nie dostanie pazerny fiskus a też wybrańcy narodu na swoje premie!

  • Okradziony przez żydów w prywatnym SR w Tychach(2013-03-16 10:51) Odpowiedz 00

    "Ten 1 procent, który odpisujemy od podatku na wsparcie potrzebujących, to wyręczanie państwa w jego obowiązkach."

    Ode mnie ten jeden procent odpisywany od kilku lat od podatku dla Stowarzyszenia Przeciw Bezprawiu, to nakłonienie państwa w państwie utrzymywanego z naszych podatków do wykonywania swoich obowiązków !

    http://bazy.ngo.pl/search/info.asp?id=177873
    http://www.e-pity.pl/program-pity-2012-online0000273382

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

reklama