Osoby pozwane o alimenty najczęściej utrzymują, że nie mogą dokładać się do wychowania swoich dzieci, ponieważ mają bardzo niskie zarobki. Zazwyczaj dowodem jest deklaracja PIT, w której nie ma wykazanego dochodu.

– Taka sytuacja ma miejsce w prawie 99 proc. spraw o alimenty. Oczywiście dzieci lub ich reprezentanci próbują wykazać, że pozwany nie ujawnia wszystkich swoich dochodów i po prostu oszukuje urząd skarbowy. Ujawniają zdjęcia czy to rodzica przy pracy, czy jego majątku – tłumaczy Renata Iwaniec, przewodnicząca komitetu obywatelskiego, który doprowadził do przywrócenia Funduszu Alimentacyjnego.

Jak dodaje Iwaniec, niektóre sprawy są ewidentne.

– Trudno chyba uwierzyć, że np. rodzic pracujący jako kierowca ciężarówki jeżdżący na międzynarodowych trasach zarabia 600 zł miesięcznie. Stawki rynkowe na takich trasach to 5 – 6 tys. zł – mówi.

Potrzebny jest dowód

Jednak sądy nie przekazują urzędnikom skarbowym informacji o tym, że pozwany o alimenty osiąga nielegalne dochody. Tak wynika z sondy przeprowadzonej przez DGP we wszystkich urzędach skarbowych w Polsce.

– Sądy, komornicy sądowi oraz notariusze są obowiązani sporządzać i przekazywać organom podatkowym informacje wynikające ze zdarzeń prawnych, które mogą spowodować powstanie zobowiązania podatkowego – tłumaczy Konrad Zawada, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Krakowie. Wynika to z art. 84 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (Dz.U. z 2005 r. nr 8, poz. 60 z późn. zm.).

Ale w przepisach nigdzie nie określono zasad przekazywania przez sądy informacji uzyskanych w trakcie spraw o alimenty, a dotyczących ewentualnych nielegalnych dochodów.

Janusz Zimny, sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku, uważa, że ukrywanie dochodów jest przestępstwem skarbowym, a każdy sędzia ma obowiązek zawiadomić odpowiednie organy o odkrytym w czasie postępowania przestępstwie. – Warto pamiętać jednak o tym, że aby złożyć takie zawiadomienie, trzeba być pewnym, iż przestępstwo zostało popełnione – podkreśla.

Rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, sędzia Maciej Łochowski dodaje, że w czasie orzekania o alimenty sędzia takimi dowodami po prostu nie dysponuje. Tłumaczy, że ustalając wysokość należnych świadczeń, sąd bierze pod uwagę uzasadnione potrzeby dziecka, osiągnięte dochody, ale przede wszystkim możliwości zarobkowe rodzica. Jeżeli pozwany jest świetnie wykształconym specjalistą, który jednak siedzi w domu i nie wykazuje dochodów, wówczas sąd opiera się na zarobkach, które dana osoba jest w stanie osiągnąć. Sąd rodzinny nie ma obowiązku znania się na skomplikowanym prawie podatkowym i wnikania, czy deklaracja PIT jest prawidłowo wypełniona, czy też nie.

Sędziom się nie chce

Renata Iwaniec wskazuje, że prawdziwymi powodami, dla których sądy rodzinne nie przekazują ujawnionych przestępstw skarbowych fiskusowi, są konformizm i wygodnictwo.

– Część sędziów tak naprawdę nie chce zajmować się losem dziecka. Zależy im, żeby jak najszybciej przejść do następnej sprawy. Gdyby sędziowie mieli obowiązek przekazywania danych o odkrytych nieujawnionych dochodach do urzędów skarbowych i urzędnicy wszczynaliby na tej podstawie postępowanie kontrolne, z pewnością pomogłoby to w egzekucji zasądzonych świadczeń – komentuje Iwaniec.

Bat na nieuczciwych rodziców pomógłby też finansom publicznym. Jeśli nie można wyegzekwować zasądzonych alimentów, dzieci mogą po spełnieniu pewnych warunków otrzymać środki wypłacone z Funduszu Alimentacyjnego, czyli de facto z budżetu.