Jak Pan ocenia efekty wdrożenia przez rząd narzędzi uszczelniających system podatkowy? Wzrost dochodów jest widoczny, ale czy może być inaczej przy rosnącym PKB o prawie 5 proc. rocznie?

dr Artur Bartoszewicz z katedry polityki publicznej SGH: Kilka czynników wpłynęło na zwiększenie wpływów podatkowych, zarówno z PIT, CIT, VAT, jak i dochodów ze składek na Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. To na pewno związane jest z uszczelnieniem systemu, równolegle z wykorzystaniem warunków gospodarczych. Przed 2015 r. też mieliśmy do czynienia z nienajgorszą sytuacją gospodarczą na świecie, promowano przekaz o "zielonej wyspie", jednak dochody z tych źródeł spadały, a nie rosły. Mieliśmy sytuację, kiedy dynamika PKB była wyższa niż dynamika ściągalności podatków. Od 2015 r. mamy wyższą dynamikę dochodów w stosunku do wzrostu PKB. W 2019 r. będziemy mieć ok. 40 proc. wzrost dochodów podatkowych stosunku do roku 2015, tymczasem polskie PKB w tym czasie rośnie o ok. 24 proc. Tak więc poprawa ściągalności podatków to nie tylko efekt pozytywnych trendów gospodarczych.

A większe składki to efekt zmian, czy doskonałej sytuacji na rynku pracy?

AB: Z jednej strony to skutek koniunktury i sytuacji na rynku pracy, ale także usprawnienia aparatu skarbowego, zmian w analityce i kontrolach. Są one lepiej dostosowywane do potrzeb. Ujawnienie przedsiębiorców i wyjście z szarej strefy powoduje, że płacą oni nie tylko PIT, VAT, ale także rozlicza się z FUS i NFZ.

Widzi Pan przestrzeń do dalszego uszczelnienia systemu podatkowego i dalszego wzrostu dochodów budżetu z tego tytułu?

AB: Przestrzeń jest zawsze, nie mamy stuprocentowej ściągalności podatków. Chodzi o to, aby zmniejszać szarą strefę, zmniejszać czarną strefę, włączać ludzi do normalnej, legalnej aktywności gospodarczej, zachęcać do zawierania legalnych transakcji, ale musimy też zwalczać przestępczość. Nowe technologie mogą pomóc ujawnić mechanizmy przestępcze, których teraz nie widzimy. Technologie block chain i sztuczna inteligencja mogą radykalnie zmienić bezpieczeństwo państwa także w wymiarze ściągalności podatków.

Większość działań fiskusa była ukierunkowana na VAT. Czy w PIT i CIT zrobiono wystarczająco dużo?

AB: W PIT i CIT jest bardzo dużo do zrobienia. To tzw. podatki umowne, zwłaszcza CIT, gdzie istotną rolę odgrywają koszty uzyskania przychodu, co czasami prowadzi do dyskusyjnych sytuacji. Tu jest przestrzeń do działania na rzecz budowania odpowiedzialności każdego podatnika w systemie podatkowym, budowania systemu służb skarbowych, które będą wspierać przedsiębiorców i osoby fizyczne, aby jak najlepiej i zgodnie z prawem rozliczały się z fiskusem. System musi być transparentny, upraszczanie go powoduje, że podatki te mogą być lepiej ścigane. Niemniej głównym źródłem dochodów jest i pozostanie VAT. W podatkach pośrednich, czyli VAT i akcyzie widzę największy potencjał do wzrostu bezpieczeństwa podatkowego państwa.

 Jest szansa na zrównoważony budżet?

AB: Zmniejsza się luka podatkowa, która narastała w latach 2007-2015. W zeszłym roku udało się ją zmniejszyć do stanu porównywalnego ze średnią wartością unijną, a działania zmierzające do jej ograniczenia są kontynuowane. Widać wzrost dochodów, mimo że mamy do czynienia z radykalnym wzrostem wydatków budżetowych. Deficyt budżetowy planowany na 2019 r. i przewidywany do wykonania poziom w 2018 r. to wartości, które wskazują, że panujemy nad strukturą dochodów i wydatków. Idziemy w kierunku budżetu zrównoważonego. Jeszcze nie mamy takiej siły, aby w najbliższych latach zlikwidować deficyt budżetowy, ale jeśli kondycja gospodarcza na świecie będzie się utrzymywała, to przy poprawie ściągalności podatków mamy szansę na równowagę budżetową.

To oczywiście wpływa na wydatki związane z obsługą długu publicznego. Kwotowo jest dość wysoki, ale w relacji do PKB spada. Korzystna zmiana była widziana zwłaszcza w drugim kwartale 2018 r. Spadło zadłużenie sektora rządowego o ok. 0,4 proc., w tym zadłużenie skarbu państwa o podobną wartość, spadło zadłużenie podsektora samorządowego o 0,3 proc. i jednostek samorządu terytorialnego o 0,7 proc. a podsektora ubezpieczeń społecznych o 2,4 proc.

Większe wpływy podatkowe pozwoliły na zrealizowanie kilkunastu dosyć dużych programów socjalnych, co przełożyło się na zwiększenie konsumpcji wewnętrznej, a więc na mechanizm stabilizowania gospodarki wobec pewnych zjawisk zewnętrznych, które mogłyby wpływać na nas negatywnie. Utrzymanie obecnego modelu rozwojowego i dalsze uszczelnienie systemu daje szanse nie tylko na skuteczną walkę z luką podatkową, ale także na ograniczenie długu publicznego.

 Zrównoważonemu budżetowi sprzyja koniunktura gospodarcza, tymczasem ekonomiści są zgodni, że czeka nas spowolnienie, jesteśmy właśnie w szczycie cyklu koniunkturalnego.

AB: Oczywiście jest ryzyko, że rok 2019 będzie ostatnim tak dynamicznym okresem wzrostu gospodarczego, w 2020 r. możemy zauważyć wyraźne spowolnienie.

 Jesteśmy przygotowani na to spowolnienie?

AB: Ważne, żebyśmy utworzyli jak najwięcej "kotwic rozwojowych". Dzięki temu nawet gdyby koniunktura zewnętrzna radykalnie spadła, to wewnętrzna elastyczność gospodarki będzie większa, łagodniej przejdziemy okres spowolnienia. To jest wykonalne, jeżeli rzeczywiście - poza mechanizmami socjalnymi - będziemy budować rozwiązania proinnowacyjne, prorozwojowe. Spowolnienia gospodarczego w czasie dekoniunktury prawdopodobnie nie uda się uniknąć, ale możemy złagodzić jego skutki. To będzie czas niższych dochodów podatkowych, ale pytanie, od jakiej bazy będą niższe.

W sytuacji niższego długu publicznego w relacji do PKB będziemy mieć przestrzeń do większej ingerencji państwa w gospodarkę, interwencji, jeżeli będzie taka potrzeba. Inaczej mówiąc: będziemy mogli zwiększyć zadłużenie, żeby zdynamizować gospodarkę. Teraz jest moment, aby ten dług ograniczać i rozwiązywać problemy dotyczące przyszłej dekoniunktury. Nikt nie kwestionuje, że ona prędzej, czy później się pojawi, pytanie tylko, z jaką siłą wejdziemy w ten okres. Na pewno jesteśmy lepiej przygotowani na recesję, niż w latach 2008-2009, kiedy kryzys finansowy się rozpoczął. Jesteśmy większą gospodarką, silniejszą, lepiej postrzeganą na świecie - przez zupełnie inny pryzmat.

 Widzi pan działania rządu, które miałyby Polskę przygotować na spowolnienie?

AB: Deficyt budżetowy jest coraz mniejszy, jest pod kontrolą - stabilny. Udało się stworzyć z części obywateli realnych konsumentów, to fundamentalna zmiana. W sytuacji dekoniunktury, która przechodzi z zewnątrz będziemy w stanie samemu zaspokoić oczekiwania przedsiębiorców, którzy chcą na lokalnym rynku uplasować swoje produkty. Drugi aspekt to inwestycje związane z rozbudową przemysłu, nowych technologii. Pozwoli to firmom zbudować siłę, która będzie bronić polską gospodarkę w czasie dekoniunktury.

 Niektórzy ekonomiści krytykują jednak rząd, że zamiast oszczędzać w dobrych czasach na trudne, przejada dodatkowe dochody.

AB: Można mówić, że należy zaniechać pewnych działań i oszczędzać. Ale pamiętajmy, że mamy bardzo duży problem z dysproporcją dochodową gospodarstw domowych, ogromny problem związany z biedą poszczególnych grup społecznych np. wśród emerytów. Zaniechanie interwencji teraz wprowadziłoby gospodarkę w model rozwojowy mniej odporny na uderzenie kryzysu.

Można zdecydować, że wycofujemy się z programów socjalnych, nie realizujemy ich, oszczędzamy i spłacamy dług. Tylko pytanie, w jakiej kondycji gospodarczej weszłaby Polska w okres dekoniunktury, jak wyhamowana gospodarka, by sobie z nią poradziła. Ważne, że w naszej ścieżce rozwojowej zauważyliśmy nie tylko aspekty gospodarcze, ale także również społeczne. To inwestycje w zasoby ludzkie. Społeczeństwo i obywatele tworzą mechanizmy wspierające gospodarkę w czasie dekoniunktury.

Oczekuję mądrych reakcji rządzących z jednej strony na krzyki, by oszczędzać, a z drugiej na konieczność zaspokajania potrzeb ludzi, aby nie wprowadzić części z nich - i gospodarki - w stan który będzie w przyszłości dla nich degradujący. Potrzebna jest duża rozwaga, nie ma jednoznacznie dobrego modelu. Ja oceniam działania rządu, jako bardzo ostrożne i równoważące.