W wywiadzie udzielonym DGP w czerwcu przewodniczący KNF Marek Chrzanowski powiedział, że audytor GetBacku nie ponosi odpowiedzialności za sprawozdanie finansowe tej spółki, ale on sam, jako przewodniczący KNF, ma zastrzeżenia do pracy, jaką audytor w tej spółce wykonał. Dlaczego audytor nie ponosi odpowiedzialności za badane sprawozdanie finansowe?

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Co do zasady za sporządzenie sprawozdania finansowego odpowiada zarząd spółki, a rada nadzorcza – za kontrolowanie, czy zarząd prawidłowo je sporządza. Rolą audytora jest natomiast podniesienie zaufania do cyfr i informacji, które są w sprawozdaniu. Tylko i aż tyle.

Artykuł 54 ustawy z 11 maja 2017 r. o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym mówi, że „firma audytorska ponosi odpowiedzialność za szkodę spowodowaną swoim działaniem lub zaniechaniem”. Wobec kogo ją ponosi?

Wobec każdego użytkownika sprawozdania z badania. Nie tylko rady nadzorczej i akcjonariuszy, ale wobec każdego interesariusza. Jeżeli wykorzystał on sprawozdanie z badania do podjęcia decyzji, a okaże się, że w sprawozdaniu finansowym był istotny błąd, niewykryty przez audytora, to wtedy stawiamy pytanie: jaki był udział biegłego rewidenta w tym błędzie.

Czy więc wszyscy, którzy zostali wprowadzeni w błąd przez audytora badającego sprawozdanie finansowe GetBacku i z tego powodu czują się poszkodowani, mają na podstawie art. 54 roszczenie wobec firmy audytorskiej?

To musi zostać poprzedzone ustaleniem, czy biegły rewident popełnił błąd, czy go nie popełnił. Jeżeli wina biegłego rewidenta zostanie udowodniona, to art. 54 ustawy będzie miał zastosowanie. Natomiast faktycznie, każdy może poczuć się pokrzywdzony, jeżeli w sprawozdaniu z badania biegły rewident nie wskazał istotnych nieprawidłowości, które były w sprawozdaniu finansowym.

W przypadku GetBacku wiadomo już – zostało to publicznie podane, choćby w artykułach na łamach DGP – że spółka unikała wyceny bilansowej pakietów wierzytelności. Sprzedawała je przed końcem okresów sprawozdawczych, a następnie odkupywała, tyle że ze zmienionymi danymi identyfikującymi. Robiła to po to, żeby móc wyceniać wierzytelności według ceny zakupu, unikając odpisów aktualizujących ich wartość. Czy takie transakcje nie powinny wzbudzić zainteresowania audytora?

Tu właśnie pojawia się pytanie, w jaki sposób audytor zachowywał się w trakcie badania sprawozdania finansowego, jak przeprowadzał procedury. Czy sprawdzał te transakcje, o których pani mówi, czy ich nie sprawdzał? Czy kierował się sceptycyzmem zawodowym, czy tego nie robił? Naszą rolą nie jest gdybać, są organy, które mogą i powinny to sprawdzić.

Dlaczego firma audytorska Arthur Andersen poniosła konsekwencje swojego działania, a u nas do tej pory nic takiego się nie wydarzyło? Czy u nas wszystkie sprawozdania z badania są tak perfekcyjnie sporządzane, czy może to kwestia przypadku? I czy można się spodziewać, że w Polsce również jakaś firma audytorska poniesie te same skutki swoich działań jak Arthur Andersen?

Jeżeli chodzi o rynek amerykański, to zadziałał wyrok sądu zasądzający wielomilionowe odszkodowanie, którego Arthur Andersen nie udźwignął. Na marginesie, duża część personelu tej firmy, ze względu na swoje doświadczenie, przeszła do PCAOB, czyli amerykańskiej instytucji nadzorującej audyty. Powodem upadku Enronu i w konsekwencji rozwiązania Arthura Andersena była zmowa między partnerami firm audytorsko-doradczych a zarządem przedsiębiorstwa. W Polsce nie zostały na razie upublicznione przyczyny, dlaczego sprawozdania finansowe GetBacku zawierały nieprawdziwe informacje. Nie możemy więc porównywać obu tych przypadków ani odpowiedzieć na pytanie o odpowiedzialność firmy audytorskiej. Pani sugeruje, że firma audytorska badająca sprawozdanie finansowe GetBacku również powinna zniknąć z rynku.

Pytam, czy może ponieść taką samą odpowiedzialność. W Stanach Zjednoczonych sprawa Enronu potoczyła się szybko i jasno się zakończyła ‒ mam na myśli również jej odbiór publiczny.

W takich sytuacjach we wszystkich krajach działa nadzór publiczny. W Polsce mamy Komisję Nadzoru Audytowego, która może niezwłocznie podjąć kontrolę audytora i najprawdopodobniej już ją podjęła. Badanie może również przeprowadzić niezależny organ kontroli w naszym samorządzie, czyli Krajowa Komisja Nadzoru. W naszym samorządzie mamy trzy niezależne organy związane z postępowaniami dyscyplinarnymi: Krajową Komisję Nadzoru, która przeprowadza kontrole, Krajowego Rzecznika Dyscyplinarnego, który prowadzi postępowania dyscyplinarne, i Krajowy Sąd Dyscyplinarny, który jest niezawisły w swoich orzeczeniach. Są więc narzędzia i instrumenty.

Gdyby zatem mógł pan podsumować: kto w tej chwili prowadzi kontrolę audytora, który badał sprawozdanie finansowe GetBacku za 2017 r.?

Badanie tej spółki za 2017 r. może być skontrolowane wyłącznie przez Komisję Nadzoru Audytowego. Spółka ma status jednostki zainteresowania publicznego, przez co jest poza kompetencją samorządu biegłych rewidentów.

Jakie badania kontroluje zatem Polska Izba Biegłych Rewidentów?

Nie sama PIBR, tylko niezależny organ naszego samorządu – Krajowa Komisja Nadzoru. Kontroluje ona badania innych jednostek niż jednostki zaufania publicznego w cyklu 6-letnim. Czyli każda firma audytorska, która nie bada sprawozdań JZP, musi być w tym zakresie skontrolowana nie rzadziej niż raz na 6 lat. Rocznie sprawdzanych jest w ten sposób około 300 firm audytorskich. Oprócz tego są wykonywane kontrole nieplanowe. Może je zlecić Komisja Nadzoru Audytowego, czyli instytucja nadzoru publicznego. Może też ona wprowadzić swojego obserwatora.

Nadal jednak nie rozumiem, kto ponosi odpowiedzialność za to, że w sprawozdaniach finansowych i komunikatach giełdowych GetBacku były podawane nieprawdziwe informacje? Czy tylko spółka, czy również biegły rewident, który badał jej sprawozdanie finansowe?

Gdyby sprawozdanie nie było badane, to odpowiedzialność ponosiłby zarząd i rada nadzorcza. Jeżeli jest badane, to odpowiadają: zarząd, rada nadzorcza i firma audytorska. Każdy w zakresie swoich obowiązków. Jeżeli, jak w tym przypadku, dodatkowo badanie sprawozdania jest nadzorowane przez organ regulacyjny, to odpowiedzialność ponosi także ten organ.

W naszej rozmowie wymienił pan już takie instytucje nadzorcze, jak Komisja Nadzoru Audytowego i Krajowa Komisja Nadzoru. Jest jeszcze Komisja Nadzoru Finansowego pełniąca nadzór nad instytucjami finansowymi. Która z nich miałaby ponosić ewentualną odpowiedzialność, oprócz zarządu i rady nadzorczej GetBacku oraz firmy audytorskiej?

Komisja Nadzoru Audytowego, zgodnie z ustawą o biegłych rewidentach, firmach audytorskich oraz nadzorze publicznym, która weszła w życie w czerwcu 2017 r. Ustawa wdraża bowiem dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/56/UE z 16 kwietnia 2014 r. zmieniającą dyrektywę 2006/43/WE w sprawie ustawowych badań rocznych sprawozdań finansowych i skonsolidowanych sprawozdań finansowych (Dz.Urz. UE z 2014 r. L 158, s. 196). Dyrektywa mówi, że ostateczna odpowiedzialność za jakość badań sprawozdań finansowych leży po stronie nadzoru publicznego. Dziś w odniesieniu do jednostek zainteresowania publicznego jest to KNA.

Ustawa, jak pan powiedział, weszła w życie w czerwcu 2017 r. Który organ odpowiadał wcześniej za nadzór nad badaniami sprawozdań finansowych?

Ostateczna odpowiedzialność również należała do Komisji Nadzoru Audytowego. Nie miała ona jednak uprawnień w zakresie kontroli audytów JZP, jakie ma od 21 czerwca 2017 r. Wcześniej KNA miała prawo przyjść do firmy audytorskiej i uczestniczyć jako obserwator w jakiejś kontroli albo poprosić o dokumentację z niej bądź z jakiegoś postępowania dyscyplinarnego. Na koniec mogła wydać wytyczne.

Czyli uprawnienia KNA od 21 czerwca 2017 r. wzrosły?

Zdecydowanie tak. Samorządowi biegłych rewidentów odebrano uprawnienia do kontrolowania jakości badań sprawozdań finansowych JZP.

To dlaczego nikt nie dostrzegł, jak w pół roku GetBack – gwiazda polskiej giełdy, jak o nim pisano – stał się bankrutem?

To fundamentalne pytanie o system zabezpieczeń i gwarancji, umożliwiający funkcjonowanie rynku kapitałowego. Po to, żeby spółka znalazła się na giełdzie, autoryzowany doradca musi sporządzić prospekt emisyjny, pewna część informacji, dotycząca danych finansowych, musi zostać potwierdzona przez audytora, a cały ten pakiet jest przedkładany Komisji Nadzoru Finansowego, która ma prawo zadać mnóstwo pytań i ostatecznie nie dopuścić akcji spółki do obrotu giełdowego. Zarząd Giełdy też ma prawo ich nie dopuścić. Uczestników tego procesu i ciał nadzorczych jest więc naprawdę dużo.

A i tak nie uchroniło nas to przed tym, co się stało.

Powiem więcej, zawsze na rynku będą wstrząsy, bo zawsze pojawi się nowy schemat oszustwa. Jest coś takiego w naszej pracy – pracy audytorów – że znamy pewne schematy oszustw i powinniśmy je uwzględniać w swoich procedurach badania, ale oszuści są innowacyjni i tworzą nowe modele, których audytor może nie zauważyć. Po to właśnie jest audytor wewnętrzny, komitet audytu, specjalistyczne audyty. Niestety, dziś nie ma w firmach zarządzania ryzykiem oszustwa. Jest duży poziom zaufania do osób zatrudnianych w zarządach, a brakuje skutecznych sposobów przeciwdziałania oszustwom. Przez to rola biegłego rewidenta jest bardzo trudna, co oczywiście niczego nie tłumaczy.

Po co więc biegły rewident, skoro nie potrafi nas ustrzec przed oszustwem?

Sytuacje, w których audyt uratował inwestycje tysięcy ludzi, nie trafiają na pierwsze strony gazet. Trzeba też przypominać, że biegły rewident to tylko i aż kolejna linia obrony przed oszustwami. Biegły rewident w trakcie badania sprawozdania finansowego sprawdza elementy systemu kontroli wewnętrznej, ale nie może go zastąpić. Nie można tego od niego wymagać w ramach badania sprawozdania. Przy źle funkcjonującym systemie istnieje ryzyko, że sprawozdanie finansowe będzie zawierało istotne błędy – ale biegły rewident ostrzeże o tych słabościach radę nadzorczą.

To po co w takim razie jest badanie sprawozdania finansowego?

Aby zwiększyć zaufanie do podawanych tam informacji. To element całego systemu budującego bezpieczeństwo rynku. W gospodarce nigdy jednak nie może być mowy o „absolutnej pewności” i badanie sprawozdania finansowego także jej nie daje. Audytor nie jest w stanie przejrzeć każdej transakcji dokonanej w okresie sprawozdawczym. Mamy jednak wypracowaną pewną metodologię – próbkowanie. Wcześniej poznajemy firmę i obszary ryzyka. Jeżeli wiemy, że były nietypowe transakcje, to rozmawiamy z zarządem, radą nadzorczą i przeprowadzamy testy dokumentów. W tym cała sztuka, żeby dobrze zaplanować audyt. Nie chodzi o sprawdzanie dokumentów, które są zaksięgowane, tylko aby zidentyfikować, czy istnieją ryzyka, które mogą istotnie zniekształcić sprawozdanie finansowe. Przykładem bardzo szybki wzrost wartości spółki. Jeżeli jest on wyraźnie wyższy w stosunku do wzrostu konkurentów spółki, to należy się temu dokładniej przyjrzeć.

Czy jeżeli audyt wchodzi do firmy, która nie zajmuje się niczym innym, jak tylko skupowaniem i odzyskiwaniem należności, to nie powinien on skoncentrować się na ryzyku związanym z obrotem wierzytelnościami?

Jeżeli spółka zajmuje się głównie skupowaniem i ściąganiem wierzytelności, to wiadomo, że głównym jej aktywem są portfele tych wierzytelności. Biegły rewident powinien więc sprawdzić, jak funkcjonuje system kontroli wewnętrznej w tym obszarze. Nie ma możliwości, by sprawdził wszystkie portfele, dlatego powinien wziąć próbkę i na tej podstawie sprawdzić, jak została dokonana wycena, czyli poznać i zrozumieć jej zasady oraz ustosunkować się do tego, czy jest ona realna, czy nierealna. W przypadku funduszy wycenę muszą sporządzać niezależni rzeczoznawcy.

Wracam do pytania, po co jest badanie sprawozdania finansowego, skoro jak widzimy na przykładzie GetBacku niewiele ono dało kupującym obligacje tej spółki.

Nie chciałbym wnikać w przebieg oferowania tych obligacji, ale zwróćmy uwagę, że w momencie gdy obligatariusze je kupowali, sprawozdanie finansowe spółki nie było jeszcze zbadane. Jest więc pytanie, jak przedstawiano ofertę, co pokazywano klientom. Prawdopodobnie niczego nie pokazywano, bo klientami byli zwykli ludzie, którzy mieli prawo mieć zaufanie do instytucji zaufania publicznego, takich jak np. bank. Skoro natomiast pyta pani, po co jest badanie sprawozdania finansowego, to odpowiem tak – celem jest podniesienie zaufania do sprawozdania finansowego. Co oczywiście, jak powiedziałem, nie daje absolutnej pewności. Oczywiście to, że audytor nie daje pełnej gwarancji, nie oznacza, że nie ma on należycie wykonywać swojej pracy. Jeżeli w sprawozdaniu mamy aktywa warte 10 mln zł, a okaże się, że faktycznie są one warte 0 zł, tylko audytor tego nie zauważył, to powstaje pytanie, dlaczego nie zauważył. Czy dlatego, że nie zastosował procedur, czy dlatego, że źle posługiwał się standardami badania, czy może dlatego, że nie był niezależny lub nie wykazał dostatecznego sceptycyzmu zawodowego?

Czyli nie mamy absolutnej pewności, że w tej chwili na giełdzie papierów wartościowych są inne spółki, które mogą być bankrutami?

Nie możemy stawiać takiej tezy.

Dlaczego?

Bo to tak, jakby powiedzieć, że choć wszystkie samochody przechodzą roczne badanie techniczne, to nie mamy absolutnej pewności, że auto, które w tej chwili wyjedzie z parkingu obok, nie spowoduje śmierci kierowcy.

Kiedy i skąd dowiedział się pan o sprawie GetBacku? Z gazet?

Z gazet.

Trochę dziwne, prawda?

Samorząd nie zarządza firmami audytorskimi ani też, jak powiedziałem, nie sprawuje nadzoru nad wszystkimi. To nie jest tak, że samorząd wie, jak każda firma audytorska jest skonstruowana, jakie ma relacje z klientami. Nie mamy wglądu w każde zlecenie. Krajowa Komisja Nadzoru planuje przeprowadzenie kontroli, ale jak powiedziałem, odbywają się one nie rzadziej niż raz na 6 lat. Bierze też pod uwagę kluczowy czynnik ryzyka. Czyli jeżeli dziś wiemy, że jest problem ze sprawozdawczością firm z określonej branży, to powinno się rozważyć kontrole audytów wszystkich istotnych graczy na tym rynku.

Niedawno minister finansów Teresa Czerwińska powiedziała, że nadzór publiczny nad rynkiem audytorskim kulał i jest potrzeba jego wzmocnienia oraz zwiększenia narzędzi nadzorczych KNA.

Nie uważam, żeby właściwe było rekomendowanie leczenia, zanim możliwa będzie rzetelna diagnoza. Nowy system nadzorczy działa de facto dopiero pół roku, podkreślał to nawet ostatnio wiceminister Piotr Nowak. Ustawa weszła w życie 21 czerwca 2017 r., a kontrole KNA zaczęły się tak naprawdę w grudniu, ponieważ najpierw komisja musiała zrekrutować kontrolerów, opracować procedury kontrolne itp. W przeszłości faktycznie można było powiedzieć, że było to takie ciało eksperckie.

Eksperckie?

Tak, bo działania KNA były nieoperacyjne. Dopiero nowa ustawa nadała im charakter operacyjny.

Co więc wcześniej nie zadziałało?

Tego nie wiemy. Trudno mi powiedzieć, dopóki nie będzie ustaleń ze wszczętych już kontroli. Myślę, że niedługo będziemy wiedzieć. Jeśli zaś chodzi o źródło zmian, to był to element szerszego procesu: przepisy regulujące badanie sprawozdań zmieniono, by dostosować je do wymogów nowych regulacji europejskich. A te wprowadzono w celu podniesienia jakości audytów w Unii Europejskiej.

Minister finansów już wie. Jak powiedziała naszej gazecie, „model, w którym nadzór publiczny nad audytem powierza się samorządowi zawodowemu, nie jest efektywny z punktu widzenia skuteczności kontroli i jakości usług”. Jest to wyraźnie kamyczek do ogródka samorządu biegłych rewidentów.

Teza pani minister byłaby uprawniona, gdyby w czerwcu 2017 r. nie nastąpiła zmiana systemowa i nadzoru nad badaniem sprawozdań jednostek zainteresowania publicznego takich jak GetBack nie przejęła Komisja Nadzoru Audytowego. Warto pamiętać, że nigdy wcześniej Komisja Nadzoru Audytowego nie wskazywała w swoich sprawozdaniach z działalności istotnych słabości systemu. Nie było zarzutu co do jakości kontroli badań przez Krajową Komisję Nadzoru. Organ, który nadzorował pracę KKN, nigdy takich słabości nie wskazywał. Nie było zarzutów do działań krajowego rzecznika dyscyplinarnego ani Krajowego Sądu Dyscyplinarnego. Na pewno będziemy jednak rozmawiać z ministerstwem na temat propozycji rozwiązań.

Pani minister mówi jednak, że „model, w którym nadzór publiczny nad audytem powierza się samorządowi zawodowemu, nie jest efektywny”. To mogłoby oznaczać, że cały nadzór audytorski zostanie odebrany samorządowi biegłych rewidentów.

Nie widzę podstaw do takiej diagnozy. Przypomnę, że reforma miała dotyczyć – i dotyczyła – ryzyka systemowego, czyli chodziło o to, by wzmocnić nadzór nad jakością badań sprawozdań finansowych tej części rynku, która może spowodować zaburzenia gospodarki, utratę oszczędności wielu gospodarstw domowych. Jeżeli nadzór publiczny miałby kontrolować 1600 firm audytorskich, z czego tylko 50 to najistotniejsi gracze, to uwaga, zasoby i praca KNA mogą zostać rozwodnione. Boję się, że jeżeli nadzór publiczny będzie czuwać nad wszystkimi firmami audytorskimi, stanie się to kosztem kontroli rynku o charakterze, nazwijmy to, systemowym. Uważam, że obecny nadzór publiczny został skonstruowany prawidłowo i jest wystarczający. Jeżeli faktycznie Ministerstwo Finansów dostrzega tu słabość, to uważam, że powinny być rozważane modyfikacje w zakresie badań sprawozdań JZP.

Firma, która badała sprawozdanie finansowe GetBacku za 2017 r., odstąpiła od wydania opinii z tego badania. Czy to coś zmienia?

To nie ma znaczenia dla kontroli przebiegu i prawidłowości tego badania. Sam audyt został przeprowadzony.

Czy może pan podać przykłady z praktyki, kiedy badanie sporządzone przez biegłego rewidenta ochroniło inwestorów przed błędem w sprawozdaniu finansowym?

Nie wszyscy wiedzą, w jaki sposób wygląda korygowanie sprawozdań finansowych w ramach audytu. Otóż biegły rewident dostaje pierwszą, roboczą, niejawną publicznie wersję sprawozdania i przeprowadza audyt, po czym zaleca korekty. Jeżeli korekty zostaną wprowadzone, to nikt o nich nie wie. Wie tylko komitet audytu, rada nadzorcza i zarząd spółki. Powstaje więc błędne wrażenie, że jak sprawozdanie finansowe jest pozytywnie zaopiniowane przez biegłego rewidenta, to żadnych korekt nie było, a rola audytora sprowadziła się do potwierdzenia tego, co przedstawił księgowy czy zarząd spółki. A tak nie jest. W trakcie niemal każdego badania sprawozdania finansowego zalecamy korekty, ale nie raportujemy ich publicznie. Tylko gdy spółka nie zgodzi się z naszymi zaleceniami, to jest to uwidaczniane w formie zastrzeżeń.

Jak pisaliśmy w DGP, firmy działające pod szyldem Deloitte świadczyły na rzecz GetBacku różne usługi, nie tylko audytorskie, ale też doradztwa prawnego, konsultingu. Czy w świetle nowej ustawy, obowiązującej od 21 czerwca 2017 r., jest to dopuszczalne?

Teraz już nie jest dopuszczalne, ale ustawa przewidywała okres przejściowy. Umowy, które zostały zawarte przed jej wejściem w życie, mogły być kontynuowane do końca 2017 r. Natomiast obecnie na rzecz jednostek zaufania publicznego mogą być świadczone jedynie usługi audytorskie i rewizyjne, żadne doradcze, typu doradztwa prawnego, podatkowego, finansowego, strategicznego. Reforma miała zniwelować ryzyko systemowe, wzmocnić niezależność audytora. Przy czym zasady niezależności dotyczą nie tylko usług, lecz także powiązań (np. pokrewieństwa) członków zespołu audytorskiego z klientem, którego sprawozdanie jest badane.

Czy wcześniejszy brak tych obostrzeń mógł, według pana wiedzy, przyczynić się do braku niezależności audytorów?

Trudno mi ocenić. Najwyraźniej ustawodawca wyszedł z założenia, że tak mogło być, skoro zakazał audytorom wykonywania dodatkowych usług. Na pewno obecne zasady są bardzo surowe. Dotyczą także rotacji – audytor nie może badać danej spółki dłużej niż pięć lat.

Wymóg rotacji jest też w innych krajach…

Ale tam okresy rotacyjne są dłuższe. Polska ustawa jest najbardziej restrykcyjną w Europie implementacją dyrektywy.

W czasie gdy projekt nowej ustawy był konsultowany, Krajowa Izba Biegłych Rewidentów (obecnie PIBR) co najmniej trzykrotnie protestowała przeciwko podniesieniu kary dla biegłych rewidentów do 250 tys. zł. Argumentowała, że już dotychczasowa odpowiedzialność odstrasza przed wykonywaniem badań sprawozdań finansowych i zniechęca do przystępowania do zawodu nowych osób. Czy faktycznie tak było, skoro dotychczasowa kara wynosiła zaledwie dwukrotność minimalnego wynagrodzenia w gospodarce?

Nie mówiliśmy, że taka kara ma pozostać, tylko że powinna być niższa niż 250 tys. zł – to bardzo dużo dla biegłego rewidenta. Proszę zauważyć, że dla firm audytorskich kara wynosi 10 proc. przychodów, bez żadnego limitu. Im większa firma audytorska, tym większa kara.

Czy to faktycznie odstrasza?

Na pewno mniejsze firmy audytorskie odstrasza z rynku badań JZP. Już dziś skutkiem nowej ustawy jest to, że z badań jednostek zainteresowania publicznego wycofują się firmy małe i mikro. Już zrezygnowało około 40 spośród około 140, a myślę, że jeszcze kilkadziesiąt odejdzie. Ryzyko funkcjonowania na rynku badań JZP jest bardzo duże. Wiąże się to nie tylko z karami, ale i wymogami – firma musi zainwestować w compliance, czyli zapewnienie zgodności działalności z regulacjami prawnymi. A przecież audytor musi się skupiać na dostarczeniu wartościowych informacji dla użytkownika sprawozdania finansowego, a nie tylko zabezpieczaniu się poprzez dokumentowanie swoich procedur zgodnie ze standardami badania. Tych standardów mamy dziś już ponad 30.

Czy chce pan powiedzieć, że niedługo nie będzie komu badać sprawozdań JZP?

Jest takie ryzyko systemowe. Biegłych rewidentów wykonujących zawód ubywa. Już dziś zdarza się, że duże JZP nie mają swojego audytora. Dlatego naszą propozycją jest np. joint audit, czyli to, żeby badanie jednostki mogła przeprowadzać więcej niż jedna firma audytorska.

Jest możliwość podwykonawstwa.

To nie rozwiązuje problemu. Podwykonawstwo polega na tym, że firma audytorska przyjmuje zlecenie i ponieważ ma zbyt małe zasoby, to może zatrudnić inny podmiot do wykonania pewnych czynności pod jej firmą. Natomiast joint audit polega na tym, że dwie firmy audytorskie delegują po kilka osób do zespołu audytorskiego. Zespół planuje i dzieli się zadaniami, a po ich wykonaniu sprawdza, jak zostały one zrealizowane. Jest to coś na kształt wewnętrznej kontroli. Na końcu obie firmy podpisują się pod sprawozdaniem z badania. Takie rozwiązanie – funkcjonuje ono głównie we Francji – wzmaga sceptycyzm wobec własnych działań i jest odpowiedzią na systemowe ryzyko braku audytora. Dziś na rynku badań największych JZP dominuje wielka czwórka firm audytorskich, małe nie mają zasobów, aby wejść na ten rynek. Są już sygnały, że przyczynił się do tego m.in. zakaz łączenia usług. A gdyby te mniejsze firmy połączyły siły, to mogłyby razem przyjąć i wykonać zlecenie.

Co pan jako prezes Krajowej Rady Biegłych Rewidentów zrobi w tym kierunku?

W trakcie prac nad ostatnią nowelizacją ustawy występowaliśmy już do ustawodawcy o wpisanie joint audit do regulacji, ale wniosek upadł. Pracujemy teraz nad standardem joint auditu i będziemy chcieli przedstawić niebawem tę propozycję. Wierzymy, że joint audit zwiększyłby szanse mniejszych firm na funkcjonowanie na rynku badań sprawozdań JZP.

Wróćmy do kwestii odpowiedzialności. Na stronie PIBR znalazłam informację o zaledwie pięciu biegłych rewidentach ukaranych przez Krajowy Sąd Dyscyplinarny. W tym jeden pan został ukarany za naruszenie obowiązku podnoszenia poziomu kwalifikacji zawodowych. Pięć wyroków, które uprawomocniły się w 2017 r., to niedużo. Czy jest tak dobrze, czy kuleje kontrola pracy audytorów?

To pytanie do Krajowego Sądu Dyscyplinarnego. Jestem prezesem Krajowej Rady Biegłych Rewidentów i nie mogę wypowiadać się za inne niezależne organy naszego samorządu. Na pewno pod reżimem poprzedniej ustawy upublicznienie wyroku było tylko jedną z kar dyscyplinarnych, przez co nie wszystkie wyroki były upubliczniane. Dopiero od 21 czerwca 2017 r. muszą być wszystkie. Przy czym mówimy o orzeczeniach Krajowego Sądu Dyscyplinarnego, a więc o karach za naruszenia przy badaniu sprawozdań innych jednostek niż JZP.

Czy nie odczuwa pan osobistej porażki po tym, jak na jaw wyszła afera z GetBackiem? Czy nie uważa pan, że można było coś zrobić, aby jej zapobiec?

Jest to z pewnością gorzka lekcja dla wszystkich, że zapobieganie i wykrywanie oszustw wymaga szczególnej uwagi w działaniu zarządów, rad nadzorczych, audytorów i państwowych instytucji nadzorczych. Nie wiem, jak postępował audytor. Gdybym wiedział, mógłbym ocenić, czy dałoby się coś zrobić, czy nie i czy spółka mogłaby wystąpić z roszczeniem wobec audytora.

Dopuszcza pan możliwość, że spółka wystąpi z takim roszczeniem?

Nie mogę tego komentować.

Dlaczego?

Ponieważ od 22 maja jestem członkiem rady nadzorczej spółki GetBack w restrukturyzacji i przewodniczącym jej komitetu audytu.

Jaka jest pana rola w radzie?

Rolę biegłego rewidenta pojmuję przede wszystkim jako ochronę interesu publicznego, co w tym przypadku oznacza działanie na rzecz tysięcy interesariuszy, którzy zainwestowali w spółkę. Moim zadaniem, jak każdego członka rady nadzorczej, jest kontrolować zarząd (nowy) i sprawować nadzór nad kontrolą wewnętrzną w zakresie sprawozdania finansowego.

Czyli odcina pan się od tego, co wydarzyło się wcześniej.

Nie mogę odpowiadać za nadzór nad zarządem spółki i pracę jej komitetu audytu w poprzednim okresie.