Służbowe jazdy lokalne. Czyżby na pewno przychód pracownika?

autor: Tobiasz Szczęsny23.01.2018, 07:36; Aktualizacja: 23.01.2018, 08:43
Samochód, kierowca

Organy podatkowe inaczej podchodzą do zwrotu przez pracodawcę na rzecz pracownika kosztów przejazdów taksówkami w związku z realizowanymi obowiązkami służbowymi.źródło: ShutterStock

Niedawne wyroki WSA w Warszawie mogą diametralnie zmienić podejście do kwestii zwrotu kosztów korzystania przez pracownika z samochodu prywatnego dla celów pracodawcy.

Bez wątpienia istnieją rzeczowe argumenty za tym, że w przypadku zwrotu ryczałtu albo kilometrówki za jazdy lokalne nie dochodzi do powstania przychodu podatkowego po stronie pracownika. Zwrot ten nie różni się bowiem w żaden sposób od zwrotu innych wydatków ponoszonych przez pracownika nie w swoim interesie, ale w interesie pracodawcy.

Kluczowe jest jednak, jak do tego zagadnienia podejdzie NSA. Niebawem pojawią się pierwsze wyroki NSA w tej sprawie, które zapewne wpłyną na linię orzeczniczą.

Ryczałt lub kilometrówka

Chodzi o wykorzystywanie przez przedsiębiorców prywatnych samochodów pracowników na cele związane z prowadzoną przez nich działalnością gospodarczą, w szczególności gdy posiadanie własnych pojazdów przez przedsiębiorcę nie ma ekonomicznego uzasadnienia. Rzecz jasna następuje to za odpłatnością, na zasadach przewidzianych w rozporządzeniu ministra infrastruktury z 25 marca 2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów niebędących własnością pracodawcy (Dz.U. 2002 nr 27 poz. 271).

W dużym skrócie można powiedzieć, że pracownicy otrzymują określone świadczenie pieniężne w wysokości przyjętego ryczałtu albo wynikające z prowadzonej przez pracownika ewidencji w wysokości nieprzekraczającej kwoty ustalonej przy zastosowaniu stawek za 1 kilometr przebiegu pojazdu i liczby przejechanych kilometrów (czyli tzw. kilometrówki).


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (2)

  • j.(2018-01-23 19:00) Zgłoś naruszenie 10

    Gdyby w czasach Wokulskiego prawo podatkowe było tak koszmarnie zagmatwane, jak dziś, a wyżej wymieniony zamiast robić interesy z Suzinem musiałby nocami ślęczeć nad ciągle zmieniającymi się interpretacjami i rozbieżnym orzecznictwem carskich sądów, np. w temacie, jak rozliczać koszty firmowej furmanki, np. owies zjedzony przez konia itp., żeby się nie narazić skabowej władzy, to zapewne szybko sprzedałby ten cały sklep i... spalił wszystkie lalki!

    Odpowiedz
  • gj(2018-01-23 10:43) Zgłoś naruszenie 50

    Skandalem jest to, że coś tak, w sumie, błahego, jak używanie samochodu w celu prowadzenia biznesu jest od lat przedmiotem niekończących się sporów, interpretacji, wątpliwości, wyroków itd., jakby to nie można było uregulować w sposób nie budzący wątpliwości, ażeby przechodzić nad tym do porządku dziennego i zająć się po prostu zarabianiem pieniędzy. A może... jest w tym jakaś metoda i celowo pozostawia się wątpliwości, żeby się działo, żeby się kręciło, żeby mnożyły się różne interpretacje, bo przecież "show must go on", bo ktoś... na tym bałaganie chce po prostu zarobić!

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane