KONTROLE

W pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku oddziały wojewódzkie Narodowego Funduszu Zdrowia przeprowadziły 580 kontroli w szpitalach, w tym 184 planowe i 396 doraźnych. Łączna kwota nałożonych kar wyniosła dokładnie 7 198 796 zł.

Jedna procedura czy dwie?

Najczęstsze nieprawidłowości dotyczyły zawyżania wartości rozliczanych świadczeń, w szczególności tych zrealizowanych w ramach hospitalizacji. Placówki miały też braki w dokumentacji medycznej lub nieprawidłowo ją prowadziły, a także przyjmowały i leczyły pacjentów w warunkach nieodpowiadających wymogom określonym w przepisach lub umowie. Część szpitali ukarana została za błędy w listach oczekujących – w ogóle ich nie prowadziły, brakowało na nich wymaganych danych albo zawierały informacje niezgodne ze stanem rzeczywistym.

Co się dokładnie kryje za niektórymi z tych sformułowań, tłumaczy Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy mazowieckiego oddziału NFZ. – Zawyżanie wartości świadczenia to na przykład wykazanie w nadesłanej do funduszu sprawozdawczości, że zawierało ono dwa lub więcej badania histopatologiczne, podczas gdy indywidualna dokumentacja pacjenta potwierdza wykonanie tylko jednego badania – mówi Troszyński. I dodaje, że dość powszechne jest także zaliczanie procedur do droższej grupy rozliczeniowej. A także kwalifikowanie do hospitalizacji procedur, które można było (a nawet należało) wykonać w trybie ambulatoryjnym – pacjent trafia na oddział, choć jego dokumentacja medyczna nie potwierdza wskazań do wykonania świadczenia w warunkach szpitalnych ani nie wskazuje na niemożność wykonania go w warunkach ambulatoryjnych.

– Dotyczy to zwłaszcza endoskopowych zabiegów, jak gastroskopia czy kolonoskopia – wyjaśnia rzecznik mazowieckiego NFZ-u. Największa kara, jaką oddział nałożył w 2017 r. na jedną placówkę, wynosiła 75 753 zł. – Wszystkie kary są w całości przeznaczane na pokrycie kosztów świadczeń wykonywanych w zakontraktowanych przez NFZ placówkach – podkreśla Troszyński.

Brak rąk do pracy

Ale Jarosław J. Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali (PFSz), podkreśla, że każda kara wymierzona szpitalowi jest w jakimś stopniu obciążeniem dla budżetu przeznaczonego na leczenie pacjentów.

– Nie opowiadamy się za zupełną swobodą i nie uważamy, że nie trzeba przestrzegać standardów, ale chcielibyśmy, żeby były one dostosowane do możliwości – mówi. Dodaje przy tym, że zeszłoroczne kary miały bezpośredni związek z brakami kadrowymi wielu placówek. Mają one coraz większy problem z opracowywaniem harmonogramów pracy w taki sposób, by sprostać wymaganiom NFZ. Efekt: w 2017 r. mniej było kar np. za brak odpowiedniego sprzętu czy jego wystarczającej ilości, a więcej za brak lekarzy.

– Nadszedł czas, by zastanowić się nad rewizją tych wymagań. Jeśli w jakimś szpitalu brakuje lekarzy, ale mimo wszystko stara się on zapewnić opiekę nad pacjentami ubezpieczonymi w NFZ, to karanie go wydaje się nie na miejscu – ocenia Fedorowski i zwraca uwagę, że Ministerstwo Zdrowia zaproponowało przepisy pozwalające na bardziej elastyczne kształtowanie grafików pracy lekarzy. Szefowie placówek są bardzo zadowoleni z tych rozwiązań. – Do tej pory NFZ mógł karać za nieobecność na dyżurze lekarza wąskiej specjalizacji, np. laryngologa. I to nawet gdy nie był hospitalizowany jakikolwiek pacjent albo za laryngologa dyżurował lekarz bardziej ogólnej specjalizacji, np. chirurg, co jest absolutnie dopuszczalne – tłumaczy prezes PFSz.

Zabójcza biurokracja

Zdaniem szpitali problemem jest też brak centralnych systemów informatycznych, co powoduje, że obciążone są nadmierną biurokracją. – Placówki w ogóle nie powinny mieć własnych systemów do dokumentacji medycznej – przekonuje Fedorowski. Informacje o wszystkich zdarzeniach medycznych dotyczących danego pacjenta powinny znajdować się na serwerze Narodowego Funduszu Zdrowia, z którym szpitale mogłyby się łączyć online. To samo dotyczy pacjentów oczekujących. – Niestety u nas obowiązek ten został przerzucony na świadczeniodawców. Część kolejek powstaje, ponieważ system jest nieskoordynowany. To właśnie taka instytucja jak NFZ powinna nimi zarządzać – uważa nasz rozmówca. Jego zdaniem to odciążyłoby szpitale, a ich pracownicy mieliby więcej czasu dla pacjentów. – Szpitale w naszym systemie ochrony zdrowia są chłopcem do bicia, a jednocześnie muszą działać w coraz trudniejszych warunkach – konkluduje.

Placówki, które z karami się nie zgadzają, często idą do sądu. I zdarza się, że wygrywają z funduszem. To oznacza konieczność zwrócenia im kar z odsetkami i pokrycia kosztów sądowych z pieniędzy, które trafić powinny na leczenie. W ostatnich latach głośna była sprawa szpitala z Bytomia, od którego fundusz żądał 406 tys. zł – sąd zmniejszył tę karę aż dziesięciokrotnie, do 40,6 tys. zł. ⒸⓅ

źródło: Dziennik Gazeta Prawna