Niedawno na łamach DGP (nr 172/2017 z 6 września 2017 r.) opisaliśmy jeden z takich wyroków („Rodzina nie może sobie pomagać za plecami fiskusa”). Dotyczył córki, która za pieniądze od rodziców kupiła dom i samochód, nie informując urzędników o otrzymaniu wsparcia. Gdyby określiła pomoc mianem darowizny lub pożyczki i w terminie zgłosiła ją do urzędu skarbowego, to w ogóle nie zapłaciłaby podatku. Taka informacja (wraz z udokumentowaniem przelewu) wystarczyłaby do skorzystania ze zwolnienia w podatku – od spadków i darowizn (w przypadku darowizny) lub od czynności cywilnoprawnych (przy pożyczce). Jej brak spowodował, że danina stała się należna i to według najwyższej, bo aż 20-proc. stawki.

Wyrok nie byłby niczym nowym, gdyby nie argumentacja pełnomocnika podatniczki, który porównał rodzinę do spółki cywilnej i przekonywał, że wzajemna pomoc jej członków nie powinna interesować organów podatkowych.

Jeszcze bardziej zaskakująca niż argumentacja pełnomocnika była jednak reakcja naszych czytelników. Wyrok spotkał się z rekordową liczbą udostępnień i komentarzy, mimo że sprawa wydawała się oczywista. Czytelnicy pisali na forum, że wydaje im się to dziwne, aby każdy biegał do urzędu i informował o tym, ile dostał od najbliższych. Pisali też, że państwo jest opresyjne i za chwilę być może wprowadzi podatek od kieszonkowego. Byli też tacy, którzy zwracali uwagę na to, że zwykły Kowalski nie wie o tym, iż musi zgłaszać pieniądze otrzymane od ojca czy matki, bo się go o tym nie informuje, a później wyciąga się wobec niego konsekwencje.

Skąd to oburzenie? Przypomnijmy, że obowiązek zgłaszania pożyczek i darowizn przekazywanych w ramach najbliższej rodziny funkcjonuje od 2007 r. i został wprowadzony wraz z ulgą podatkową stosowaną bez względu na wysokość otrzymanych kwot. Dzięki temu każdy, kto zgłosi pożyczkę lub darowiznę (np. od ojca, dziadka czy brata) w terminie i udokumentuje jej przepływ na rachunek bankowy, w ogóle nie zapłaci podatku, bez względu na to, jak dużą kwotę dostał. Wcześniejsze przepisy nie były tak liberalne.

Niestety podatnicy wciąż ukrywają darowizny i pożyczki przed urzędnikami, narażając się na zapłatę 20-proc. podatku.

Dlaczego tak się dzieje? Zapytaliśmy o to izby administracji skarbowej. Ich zdaniem główną przyczyną jest niechęć podatników do organów podatkowych. Po prostu nie chcą oni, by fiskus mieszał się w rodzinne sprawy. Duża część podatników tłumaczy się niewiedzą, mimo że przepisy nie zmieniły się od 10 lat, a informacje na ten temat są ogólnodostępne.

Po co ryzykować, skoro wystarczy zgłosić

● Kto zgłosi pożyczkę (14 dni) lub darowiznę (6 miesięcy) od najbliższej rodziny * i udokumentuje jej przepływ na rachunek bankowy, ten nie zapłaci podatku, i to bez względu na wysokość otrzymanej kwoty.

● Pożyczkę i darowiznę można też zgłosić po terminie, płacąc podatek według zwykłej stawki wraz z odsetkami.

● Kto nie zgłosi ich dobrowolnie i przyzna się do ich otrzymania dopiero wtedy, gdy fiskus zapyta, skąd wziął pieniądze na wydatki, ten zapłaci 20-proc. sankcyjną stawkę podatku.

● Kto nie przyzna się do pożyczki lub darowizny albo nie zdoła udowodnić jej otrzymania, ten zapłaci 75-proc. PIT od nieujawnionych dochodów.

* Najbliższa rodzina to: małżonek, rodzice, dziadkowie, dzieci, wnuki, prawnuki, rodzeństwo, pasierbowie, ojczym, macocha.

ZAINTERESOWAŁ CIE TEN TEMAT? CAŁY TEKST PRZECZYTASZ TUTAJ>>