Chodzi o projektowane przepisy ustawy o PIT (art. 23 ust. 1 pkt 45c i pkt 64) i CIT (art. 16 ust. 1 pkt 64a i pkt 73), które zaczną obowiązywać 1 stycznia 2018 r. Jeden odnosi się do amortyzacji, drugi do opłat licencyjnych. Wprowadzono też przepis przejściowy – art. 9. Planowane zmiany mają ukrócić jedną z najbardziej rozpowszechnionych metod optymalizacji, tj. przy wykorzystaniu znaków towarowych.

Korzyści podatkowe

Jak takie działanie wygląda w praktyce? Firma posiada wytworzony przez siebie znak towarowy. Zgodnie z art. 16b ust. 1 ustawy o CIT nie może go amortyzować. Przenosi więc własność znaku na rzecz innego podmiotu, a następnie po pewnym czasie znak trafia do niej z powrotem, np. po przejęciu spółki, do której go wniosła (oczywiście w wyższej wartości). Dzięki temu można dokonywać amortyzacji znaku od jego wartości rynkowej, np. 900 tys. zł. Znak nie zawsze był przejmowany – często pierwotny właściciel zawierał ze spółką, do której go przeniósł, umowę licencyjną i ujmował w kosztach związane z nią opłaty.

Optymalizacje z użyciem znaków towarowych

Optymalizacje z użyciem znaków towarowych

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Limity i ograniczenia

Od 1 stycznia 2018 r. takie sytuacje przestaną być opłacalne. Z projektowanych przepisów będzie wynikało wprost, że koszt przedsiębiorcy może być równy maksymalnie przychodowi uzyskanemu ze zbycia znaku towarowego. Jakiekolwiek przeszacowanie jego wartości nie przyniesie już zysków. Tym bardziej że nie będzie to jedyna zmiana, która uszczelni system. Opłaty i należności licencyjne za korzystanie ze znaków towarowych będą objęte nowym limitem kosztów – 5 proc. wartości zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (5 proc. wskaźnika EBITDA) powyżej 1,2 mln zł rocznie.

Problematyczny przepis przejściowy

Radosław Piekarz, doradca podatkowy i partner w A&RT Rynkowska, Kosieradzki, zwraca uwagę na art. 9 nowelizacji. Przepis mówi, że projektowane art. 23 ust. 1 pkt 45c i pkt 64 ustawy o PIT i art. 16 ust. 1 pkt 64a i pkt 73 ustawy o CIT „stosuje się z uwzględnieniem kwot zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów przed wejściem w życie niniejszej ustawy”. Zgodnie z uzasadnieniem celem przepisu przejściowego jest „wyeliminowanie możliwości uzyskania nadmiernej” korzyści podatkowej przez stosujących schematy optymalizacyjne. – Przepis w takim brzmieniu, biorąc pod uwagę jego uzasadnienie, może budzić wątpliwości co do tego, czy nowe ograniczenia nie będą stosowane wstecz, a więc czy fiskus na jego podstawie nie zakwestionuje wcześniejszych odliczeń – mówi Radosław Piekarz.

Zdaniem Dariusza Gałązki, partnera w Grant Thornton, podatnicy nie muszą się tego obawiać. – Urzędnicy nie będą kwestionować rozliczeń tych firm, które już zaliczyły do kosztów więcej, niż wynika z nowych regulacji – uważa ekspert.

Zgadza się z nim Agnieszka Wnuk, starszy menedżer w Crido Taxand. Jej zdaniem z przepisu przejściowego wynika tylko tyle, że fiskus będzie brał pod uwagę wcześniejsze odliczenia (sprzed wejścia w życie nowych regulacji) i jeśli wartość odpisów przekroczyła wartość przychodu, to od 2018 r. nie pozwoli już ująć więcej.

Fiskus ułatwił sobie życie

Dariusz Gałązka dodaje, że urzędnicy fiskusa mogliby kwestionować rozliczenia podatników za przeszłe okresy, ale musieliby w tym celu wykorzystać klauzulę przeciw unikaniu opodatkowania. – Procedura z tym związana jest jednak dość sformalizowana i kłopotliwa. Dlatego nie sądzę, aby fiskus chętnie sięgnął po ten oręż – uważa ekspert Grant Thornton.

– Projektowane przepisy dadzą Ministerstwu Finansów broń lepszą niż klauzula generalna. Urzędnicy nie będą już musieli przychodzić do każdego podatnika z osobna i udowadniać, że działania były sztuczne. Nie będą się też narażać na długotrwałe spory sądowe. Z ustawy będzie wynikało wprost, że kto dokonał optymalizacji, ten na tym nie skorzysta – tłumaczy ekspert.

Jego zdaniem budżet zyska na zmianach podwójnie: jeden podatnik zapłaci podatek od dochodu, np. z opłat licencyjnych, drugi nie ujmie nadmiernych wydatków z tego tytułu w kosztach.

Odpowiedzialność zbiorowa

Czy zmiana uderzy w uczciwych podatników? Według Dariusza Gałązki raczej nie albo w niewielkim stopniu.

Bardziej pesymistycznie sytuację ocenia Agnieszka Wnuk. Zwraca uwagę, że projektowane przepisy nie dotyczą tylko transakcji między podmiotami powiązanymi, ale też wszystkich innych, a to można uznać za formę odpowiedzialności zbiorowej. – To, że zdarzają się przypadki optymalizacji na znakach towarowych, nie jest tajemnicą. Jednak w toku normalnej działalności gospodarczej również dokonuje się operacji z użyciem znaków towarowych i takich podatników też mogą dotknąć zmiany – wskazuje.

Najbardziej znana optymalizacja

Z optymalizacji przy wykorzystaniu znaków towarowych korzystała spółka LPP (właściciel znaków towarowych Reserved i Cropp). W lipcu 2011 r. wniosła oba znaki do powiązanej spółki cypryjskiej, która jeszcze tego samego dnia przekazała je kolejnemu podmiotowi powiązanemu, tj. Jaradi Ltd. z siedzibą w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA). Gdyby nie aport znaków do zagranicznej spółki, polska firma nie mogłaby ich amortyzować, bo zakazuje tego art. 16b ust. 1 ustawy o CIT. Następnie spółka z Półwyspu Arabskiego udzieliła licencji (z prawem do udzielania dalszych sublicencji) na korzystanie ze znaków podmiotowi z Cypru. Ten zaś odpłatnie zezwolił na ich użytkowanie swojemu polskiemu udziałowcowi. W tym scenariuszu korzystał każdy z podmiotów, o czym pisaliśmy szczegółowo w DGP nr 15/2017 „Urząd Skarbowy żąda 24 mln zł od właścicieli Reserved”.