Spółki komandytowe, które chciałyby przekształcić się w spółki z o.o. lub akcyjne i od 1 stycznia 2021 r. zacząć równocześnie korzystać z projektowanego nowego ryczałtu od dochodów spółek kapitałowych, musiałyby zapłacić podatek od przekształcenia. A to nieopłacalne.
Estoński CIT to pomysł, który jest już debatowany w Sejmie (projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw; druk nr 643). Ministerstwo Finansów chce, żeby zaczął obowiązywać od 1 stycznia 2021 r. To rozwiązanie, nazwane w projekcie „ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych”, będzie korzystne dla firm, które chciałyby reinwestować wypracowany kapitał. A mianowicie: podatek od zysku pojawi się bowiem dopiero w momencie dokonywania jego wypłaty, a nie na bieżąco (inaczej mówiąc – nie trzeba płacić zaliczek w ciągu roku ani podatku po zakończeniu roku). Przy czym osoby chcące skorzystać z tego rozwiązania zgodnie z projektem będą musiały spełnić wiele warunków. Z punktu widzenia wspólników spółki komandytowej istotne jest to, że estoński CIT ma być rozwiązaniem przeznaczonym wyłącznie dla spółek z o.o. i akcyjnych.
Najpierw zmiana formy
Reklama
Wspólnicy spółek komandytowych, którzy chcieliby z tego rozwiązania skorzystać, musieliby więc zmienić formę prowadzonej działalności, czyli przekształcić SK np. w spółkę z o.o.
Tymczasem Ministerstwo Finansów, które zachęca do korzystania z estońskiego CIT, zarazem przekształcenie w celu skorzystania z odroczenia zapłaty podatku traktuje jako optymalizację podatkową. Dlatego resort de facto zablokował taką możliwość – spółka musiałaby bowiem zapłacić podatek od przekształcenia. A zgodnie z projektem (nowy art. 7aa ust. 1 lit. c) ustawy o CIT dochód z przekształcenia powstanie „w przypadku podatnika utworzonego w wyniku przekształcenia przedsiębiorcy będącego osobą fizyczną wykonującą we własnym imieniu działalność gospodarczą lub spółki niebędącej osobą prawną, lub spółki w rozumieniu art. 4a pkt 21, którego pierwszy rok podatkowy po przekształceniu jest jednocześnie pierwszym rokiem opodatkowania ryczałtem od dochodów spółek kapitałowych”.

Reklama
MF wskazało, że podatek od przekształcenia trzeba będzie zapłacić od różnicy między wartością rynkową składników majątku firmy a ich wartością podatkową. To by oznaczało, że spółka zapłaci taki podatek, jakby sprzedała swoje składniki majątku. Zdaniem ekspertów taka operacja będzie kompletnie nieopłacalna.
Z punktu widzenia wspólników spółki komandytowej kluczowe jest to, że po przekształceniu w spółkę z o.o. trzeba będzie zapłacić podwójny podatek: na poziomie spółki i na poziomie wspólników (projekt przewiduje od tego wyjątki – o nich poniżej). Czyli tak samo jak od spółki komandytowej po zmianach, jakie mają wejść w życie 1 stycznia 2021 r. Ponadto gdyby od razu przystąpić do estońskiego CIT, trzeba by zapłacić kolejny podatek.
Ale jeśli spółka z o.o. powstała z przekształcenia spółki komandytowej odczeka rok z przejściem na estoński CIT, to podatku od przekształcenia nie powinna zapłacić. Słowem: i tak będzie podwójny podatek (od spółki i wspólnika), ale można uniknąć trzeciej zapłaty fiskusowi.
Ważne! Dopiero po roku od przekształcenia można będzie przejść na estoński CIT bez podatku.
Czy to w ogóle ma sens?
Załóżmy, że obecni wspólnicy spółki komandytowej zdecydują się na przekształcenie w spółkę z o.o. i odczekają rok. Pytanie, jakie warunki muszą jeszcze spełnić, aby skorzystać z projektowanego odroczenia podatku, czyli estońskiego CIT.
Przede wszystkim ma to być (to ciągle projekt) rozwiązanie dla spółek o przychodach rocznych nieprzekraczających 100 mln zł (początkowo miało to być 50 mln zł, lecz rząd ostatecznie zdecydował się podwyższyć limit).
Spółki, które spełnią określone w projekcie warunki, będą mogły wybrać estoński CIT na czteroletnie okresy. Po upływie tego czasu będą mogły kontynuować sposób rozliczania CIT w kolejnych czteroletnich okresach.
Ponadto w estońskim CIT będzie:
• zakaz posiadania udziałów w innych podmiotach,
• obowiązek zatrudniania co najmniej trzech pracowników,
• wymóg, aby wspólnikami spółki były wyłącznie osoby fizyczne,
• wymóg, aby przychody pasywne nie przewyższały przychodów z działalności operacyjnej,
• wymóg inwestowania.
Firmy w szczególności powinny zwrócić uwagę na ten ostatni wymóg. Nie chodzi bowiem o jakiekolwiek nakłady inwestycyjne, ale wyłącznie te wskazane w projekcie. Czyli o faktycznie poniesione w roku podatkowym wydatki na wytworzenie lub nabycie fabrycznie nowych środków trwałych zaliczonych do grupy 3–8 Klasyfikacji lub opłat ustalonych w umowie leasingu (z wyłączeniem umowy leasingu operacyjnego), w części stanowiącej spłatę ich wartości początkowej.
A zatem za cel inwestycyjny MF nie uznaje wydatków poniesionych na wytworzenie, nabycie lub spłatę wartości (w ramach umowy leasingu): samochodów osobowych, środków transportu lotniczego, taboru pływającego oraz innych składników majątku – jak czytamy w uzasadnieniu – służących głównie celom osobistym udziałowców (akcjonariuszy) lub członków ich rodzin.
Ponadto fiskus będzie badał wzrost nakładów inwestycyjnych w okresach dwuletnich, a w wyjątkowych przypadkach – czteroletnich.
Zauważmy na koniec, że projekt przewiduje również zmianę stawki CIT dla firm, które zdecydują się przejść na estoński CIT. Więksi podatnicy będą płacić 25 proc. lub 20 proc. CIT. Mniejsze podmioty – 15 proc. lub 10 proc. Stawki wzrosną, ale efektywne opodatkowanie – czyli poziom łącznego obciążenia w CIT (spółka) i PIT (wspólnik) – ma się zmniejszyć.