Rozmowa z Krzysztofem Burnosem, nowym prezesem Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Już niedługo biegli rewidenci będą musieli zacząć stosować międzynarodowe standardy badania (MSB). Kiedy dokładnie?

Reklama
Podmioty badające sprawozdania finansowe jednostek zainteresowania publicznego, np. banków czy spółek giełdowych, po raz pierwszy do sprawozdań sporządzonych za 2016 rok. Pozostałe nowe zasady zastosują dopiero do rewizji rozliczeń za 2017 rok.

Reklama

Biegli rewidenci mają więc trochę czasu na dostosowanie się do nich. Co właściwie zmieni się w ich pracy?

Przede wszystkim etap planowania badania. MSB pozwolą zaprojektować ten proces w sposób nowoczesny i inny niż dotychczas.

Czyli jaki?

Punktem odniesienia będą ryzyka wystąpienia istotnych nieprawidłowości w sprawozdaniu finansowym. I to na tych czynnikach powinien się skoncentrować biegły rewident w trakcie późniejszego badania. Dotychczas przedmiotem badania i punktem startowym były pozycje w sprawozdaniu finansowym. Nowe podejście wymaga od biegłych rewidentów lepszego zrozumienia jednostki i otoczenia, w jakim funkcjonuje. Audytor będzie musiał w większym stopniu kierować się zasadami profesjonalnego osądu i sceptycyzmu. Przyjęte standardy wskazują, aby kierować się zasadą proporcjonalności, czyli prowadzeniem badania szytego na miarę danego klienta.

Czy ta zmiana filozofii, czy jak pan powiedział, punktu wyjścia badania, pociągnie za sobą zmianę stosowanych przez audytorów technik badania?

Nie. Zakres technik i metod pozostanie taki sam. Biegli rewidenci dalej będą sprawdzali kwoty w dokumentach, będą dokonywali przeglądów analitycznych czy uczestniczyli w inwentaryzacji. Inaczej będą natomiast konfigurować te techniki. Dziś biegli rewidenci w większości wykonują wszystkie techniki w stosunku do wszystkich obszarów sprawozdawczości. A to wcale nie jest konieczne. MSB dają możliwość optymalizacji procesu badania, bo możemy się skupić wyłącznie na tym, co jest ważne dla osiągnięcia celu badania.
Przy wdrażaniu nowych standardów ważne jest też, aby audytorzy nauczyli się rozpoznawać procedury, które nic nie wnoszą do badania, i ich nie wykonywali. Nowe standardy to także wyzwanie po stronie nadzoru, który musi je rozumieć w ten sam sposób. Kontrolerów, tak samo jak biegłych rewidentów, musimy nauczyć przemyślanego stosowania standardów.

Jak zmiana wynikająca z nowych standardów przełoży się na praktykę?

Pokażę to na przykładzie inwentaryzacji. W dotychczasowych standardach przyjęło się, że biegły rewident powinien uczestniczyć w każdej inwentaryzacji zapasów. Nowe standardy mówią, że jeżeli ryzyko istnienia zapasów na koniec roku jest niskie, to należy rozważyć, czy obecność biegłego rewidenta przy inwentaryzacji jest konieczna. Może się bowiem okazać, że niewiele wniesie do procesu badania i można z niej zrezygnować. Czasem może wystarczyć zrobienie testu istnienia, a więc sprawdzenie na podstawie faktur, czy zapasy z roku poprzedniego zostały sprzedane w roku następnym.

Nowe standardy wpłyną na poprawę jakości badań?

Same standardy nie niosą w sobie jakości, ale mogą na nią wpłynąć. Bo to praca biegłego rewidenta i sposób postępowania przy ich zastosowaniu decydują o jakości badania. A nowe standardy zmuszają do głębszej analizy sytuacji w jednostce. Dotychczas biegły rewident też mógł i powinien rozważać pewne zagadnienia w trakcie projektowania badania. Teraz kwestie wymagające rozważenia stanowią element wymogów standardów. Biegli rewidenci będą też musieli przykładać większą wagę do rozważań na temat kwestii ryzyka oszustw czy zagrożenia kontynuacji działalności.

Co zastosowanie nowych standardów badań będzie oznaczało dla podmiotów podlegających rewizji finansowej?

Dla klienta najważniejszy jest efekt badania. Oczekuje wysokiej jakości usługi. Najczęściej nie interesuje go, jakie standardy biegły przy tym stosuje. Zmiana, którą odczują, to szersza komunikacja między biegłym rewidentem i organami nadzoru w spółce. To wynika z oczekiwań unijnego regulatora. Reforma rynku audytorskiego wymusiła na twórcach standardów uregulowanie także tej kwestii. Zaletą MSB jest również umiędzynarodowienie praktyki audytorskiej. Jednostki wielu znaczących na rynku światowym grup kapitałowych chcą mieć przekonanie, że sprawozdania finansowe jednostek należących do tych grup, w tym mających siedziby w Polsce, są badane w ten sam sposób. Takie badania są dla nich wiarygodniejsze. Mają pewność co do procesu badania, że nie został pominięty jakiś istotny aspekt.

Czy zmiana po wejściu w życie MSB nie pociągnie za sobą wzrostu ceny badania?

Nie sądzę, nie widzę do tego podstawy. To nie standardy są determinantą ceny badania. Bo użytkownicy nie widzą różnicy między krajowymi i międzynarodowymi standardami. Owszem, przejście na międzynarodowe standardy badania to inwestycja, którą firmy audytorskie będą musiały ponieść, bo będą musiały zainwestować w rozwój wiedzy i dostosowanie technologii badania. Proces będzie więc kosztowny, ale głównie dla audytorów.

I ten ciężar nie zostanie przerzucony na klienta?

Nie wydaje mi się. Duża część rynku, szczególnie giełdowego, ale mniejsze firmy także, już teraz wykonuje badania zgodnie z międzynarodowymi standardami, i nie było widać wzrostu cen. Firmy, które dopiero zaczną stosować MSB, aby pozostać konkurencyjnymi, nie mogą podnieść cen i pewnie ich nie podniosą z tego powodu.

Jak samorząd zamierza wspierać audytorów we wdrażaniu zmian?

Organizujemy szkolenia. Zamierzamy też wydać wytyczne i interpretacje dotyczące stosowania standardów, bo wytyczne Międzynarodowej Federacji Księgowych (IFAC) są niewystarczające. Myślimy też nad wdrożeniem systemu alertów, który pozwoli cyklicznie informować biegłych o zmianach w standardach. Rozwijamy linię konsultacyjną. Za jej pośrednictwem planujemy tłumaczyć, jak się zachować i jak postępować zgodnie z nowymi wymogami w konkretnych sytuacjach. Niebawem będziemy mogli udostępnić biegłym rewidentom dokumentację roboczą.