- Bez problemu jeszcze w tej kadencji Sejmu można wprowadzić do ustawy zasadę rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika. Nie ma na co czekać. Nie takie regulacje parlamentarzyści uchwalali w 48 godzin - mówi Andrzej Malinowski.
Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Ministerstwo Finansów ciężko pracuje nad nową ordynacją podatkową, ale wam – pracodawcom – podobno się to nie podoba. I chcecie odpowiednich zmian już.

Reklama
To nie tak. Na razie przedstawiono nam ledwie założenia nowej ordynacji. A nas interesują konkrety. Te – jak sądzę – pojawią się najwcześniej za dwa, trzy lata, i to przy dobrych wiatrach. Ministerstwo Finansów organizuje u siebie i w Sejmie konferencje – festiwale samozachwytu, na których opowiada o tym, jak to w Polsce jest dobrze, bo będziemy mieli profesjonalną, nowoczesną i przyjazną administrację podatkową. Dla mnie to puste obietnice, puste jak pendrive’y, które rozdawane są na tych konferencjach. Jesienią są wybory parlamentarne. Czy Platforma Obywatelska może mieć dziś pewność, że je wygra? Nie. Po co więc mamy odnosić się do założeń, które być może trafią do kosza, kiedy zmieni się rząd? Perspektywa kolejnych lat czekania na zmianę obowiązującej, fatalnej ordynacji podatkowej to kolejne lata dramatu nie tylko dla przedsiębiorców, lecz także dla podatników w ogóle.
Czy zatem wpisanie do tej fatalnej, jak pan mówi, ordynacji, jednej nowej regulacji, na której wam zależy, czyli zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatników (in dubio pro tributario), jest w stanie dużo zmienić?
Gdybyśmy uważali, że niczego nie zmieni, to nie prowadzilibyśmy akcji „Wyrwij fiskusowi bat!”. Tym batem jest bezkarne interpretowanie przepisów przez urzędników skarbowych zawsze na korzyść fiskusa. I to korzyść pozorną, bo – jak dowodzą liczne wyroki sądów różnych instancji, z najwyższą włącznie – urzędnicy powodują swoimi absurdalnymi decyzjami realne straty dla budżetu. Realne, bo Skarb Państwa musi zwracać przedsiębiorcom nienależnie naliczony podatek z odsetkami. I to jest strata liczona wprost. Nie biorę już pod uwagę strat w postaci likwidacji miejsc pracy, które niejednokrotnie idą w setki. Nie liczę ludzkich dramatów. Cały koszt błędnej interpretacji urzędników ponosi podatnik, bo przecież ten urzędnik za nic nie odpowiada. Wpisanie zasady in dubio pro tributario do ordynacji zagwarantuje podatnikowi ochronę przed taką bezkarnością i jednocześnie niejako ustawi prace nad nową ordynacją podatkową.
Przeciwnicy wpisania tej zasady do ordynacji dowodzą, że nie jest to konieczne, bo można ją wywieść wprost z konstytucji.
Może i można, ale polski urzędnik, a zwłaszcza urzędnik skarbowy, niczego z konstytucji nie wywodzi. Dla niego bowiem ważny przepis to tylko taki, który wynika wprost z ustawy. Dlatego resort finansów tak broni się przed tą zasadą – okazuje się to dla nich mentalnie nie do przeskoczenia. Dla fiskusa podatnik jest dojną krową. Minister Szczurek i jego urzędnicy projektują sobie budżet i zakładają z góry wpływ z podatków taki to a taki. Dopiero później piszą ustawy czy przygotowują przepisy, na podstawie których będą te podatki ściągać – np. podatek od niektórych kopalin. A jak i to nie pomaga, jak im się arkusze kalkulacyjne przestają zgadzać, to wtedy rzuca się całą armię kontrolerów z wytycznymi, że 80 proc. kontroli ma się kończyć domiarem i karami.
Oceniacie, że rząd blokuje teraz prace nad odpowiednią zmianą ordynacji. Skąd taki wniosek?
To jest mina, na którą rząd Ewy Kopacz wsadziło Ministerstwo Finansów. Propozycję wpisania do ustawy reguły in dubio pro tributario zgłosił prezydent Bronisław Komorowski. Zrobił to w grudniu ubiegłego roku, zaś jej treść znana była już w listopadzie. Rząd miał szansę zaopiniować ją – nawet negatywnie – już w styczniu. Wtedy, jeszcze przed kampanią prezydencką, działanie to przeszłoby praktycznie bez echa. Minister Szczurek i jego załoga napisaliby pewnie, że nowelizacja jest nie do przyjęcia z uwagi na budżet, niejasność itp., itd. Rząd na tej podstawie wydałby negatywną opinię i Sejm mógłby prezydencki pomysł odrzucić. Teraz sytuacja jest politycznie trudna dla rządu Platformy i PSL: jak dyplomatycznie odrzucić tak głośną regulację, zgłoszoną przez prezydenta, którego się oficjalnie popiera? To niemożliwe. Dlatego prowadzone są działania podjazdowe, które są komiczno-tragiczne. Wymyślono na przykład, by przesłać projekt prezydencki do Trybunału Konstytucyjnego, żeby ten wydał opinię. Po co, pytam? Po pierwsze – trybunał nie zajmuje się pomysłami i projektami, a po drugie on sam nakazał Sejmowi dokonanie zmian w ordynacji, np. w części dotyczącej kontroli skarbowych. Odpowiedź jest więc prosta: zanim z TK przyjdzie odpowiedź o odmowie zajęcia się tą sprawą, minie kilka tygodni, a w tym czasie kampania prezydencka zdąży się skończyć. I podejrzewam, że rząd z zajęciem oficjalnego stanowiska w sprawie in dubio pro tributario także poczeka do „po kampanii”.
A jakie głosy płyną z kręgów rządowych?
Znamy opinię Rady Legislacyjnej, przygotowaną zresztą na podstawie wytycznych Ministerstwa Finansów. Stanowisko ministerstwa jest natomiast w dużej części absurdalne. Z jednej strony resort głosi, że prezydencki projekt jest propozycją o szczególnej doniosłości, a z drugiej produkuje opinię, w której m.in. rozważa: czy korzyść ma być identyfikowana według oczekiwań podatnika (kryterium subiektywne), czy według uznania organu podejmującego rozstrzygnięcie (kryterium obiektywne). To o czym my tu rozmawiamy? Dodatkowo MF dowodzi, że rozstrzyganie wątpliwości na korzyść podatnika jest de facto działaniem na niekorzyść podatników. Jeśli pozwolimy komuś nie zapłacić podatku, to trzeba będzie obciąć budżet policji albo służbie zdrowia. Urzędnikom ministra Szczurka zaczynają także puszczać nerwy. Ostatnio na przykład wiceminister Jacek Kapica zarzucił mi kłamstwo, kiedy napisałem na Twitterze, że on i jego przełożony torpedują projekt prezydencki. Kiedy jednak poprosiłem, by wprost – kawa na ławę – ujawnił swoje stanowisko w tej sprawie, zamilkł i do dziś milczy jak zaklęty.
Co w tej sytuacji zamierzają pracodawcy?
Na pewno nie odpuścimy. W ramach akcji „Wyrwij fiskusowi bat!” – do której przyłączają się wciąż nowe organizacje – będziemy walczyć o to, by zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika została uchwalona jeszcze w tej kadencji Sejmu. To da się zrobić bez najmniejszego problemu. Sejm potrafił przecież w 48 godzin uchwalić ustawy: węglową, o dopalaczach, hazardową itd. Tak samo może zrobić, jeśli chodzi o projekt prezydenta Komorowskiego. Trzeba się tylko przestać bawić z nami w kotka i myszkę. Kierownictwo Ministerstwa Finansów zdanie podatników i wyborców ma za nic. Na szczęście część posłów partii rządzących już zaczyna rozumieć, że wkrótce przyjdzie dla nich czas rozliczeń – i wyborcy mogą im ten opór wypomnieć przy urnach. A ja mogę obiecać tym posłom, że zrobimy wszystko, żeby polski podatnik o tym nie zapomniał. Pamiętajcie, że jeśli dziś nam odmówicie, przy urnach wyborczych będziecie mogli liczyć na wzajemność. W praworządnym państwie nie może być tak, że za niejasności i błędy w prawie całość odpowiedzialności ponosi obywatel.