Jednym z fundamentalnych grzechów reformy, wprowadzanej w celu zmniejszenia obciążeń ponoszonych przez 18 mln podatników, było niedopasowanie mechanizmów, które miały rekompensować utratę możliwości odliczania składki zdrowotnej od podatku. Brak tego odliczenia natychmiast i w każdym przypadku przekłada się na wyższy podatek do zapłaty, a wyższa kwota wolna, podniesiony próg i ulga dla klasy średniej - już niekoniecznie. Staje się jasne, że system podatkowy nie może funkcjonować na dłuższą metę w oparciu o stałe rolowanie zaliczek w ramach mechanizmu porównawczego względem przepisów z 2021 r.
Stoimy więc przed naglącą potrzebą skorygowania przepisów podatkowych jeszcze w trakcie roku podatkowego. Podstawowym ograniczeniem w takim przypadku jest konieczność zapewnienia, by wprowadzane zmiany były dla podatników jedynie korzystne lub neutralne. W sytuacji, gdy jednym z głównych celów zmian jest zastąpienie ulgi dla klasy średniej, stwarza to poważne wyzwanie. Ulga dla klasy średniej nie działa dla każdego podatnika w taki sam sposób. Co do zasady obniża obciążenia w przedziale dochodów opodatkowanych dotąd stawką 17 proc. Możliwe są jednak przypadki, w których ulga pomniejsza podstawę opodatkowania już po przekroczeniu progu 120 tys. zł, w efekcie czego możliwa korzyść podatkowa z jej stosowania sięga nawet 4,3 tys. zł rocznie. Próba zmniejszenia obciążeń dla dokładnie uchwyconej grupy podatników, którzy straciliby na likwidacji ulgi, wymagałaby stworzenia równie skomplikowanego algorytmu jak ten, który już istnieje. Jedyną alternatywą w takim przypadku jest obniżenie podatków w ramach uproszczonego systemu dla wszystkich - niezależnie od tego, czy korzystali z ulgi dla klasy średniej.