Sprawa dotyczyła spółki będącej właścicielem biurowca. W ewidencji gruntów i budynków jest on sklasyfikowany w całości jako użytkowy, ale w rzeczywistości część budynku stanowią mieszkania.
Prezydent miasta i samorządowe kolegium odwoławcze uważali, że skoro budynek jest sklasyfikowany w ewidencji jako użytkowy, to znaczy, że należy się od niego podatek według najwyższej stawki, właściwej dla działalności gospodarczej.
Spółka się z tym nie zgadzała. Tłumaczyła, że dostała pozwolenie na budowę budynku mieszkalno-usługowego. Również z pozwolenia na użytkowanie wynikało, że część budynku stanowi powierzchnia użytkowa mieszkań. Mało tego, spółka wniosła o wprowadzenie zmian w ewidencji gruntów i budynków i uwzględnienie w niej powierzchni mieszkań. Urząd miasta poinformował jednak, że nie może zrealizować jej wniosku, bo nie ma możliwości wykazania w ewidencji dwóch funkcji budynku (usługowej i mieszkalnej). Urząd wyjaśnił, że funkcjonujący w Biurze Geodezji i Katastru system informatyczny nie jest jeszcze przystosowany do wykazywania takich danych w opisowej części ewidencji.
Reklama
Spółka podkreśliła, że w takiej sytuacji decydujące znaczenie powinna mieć decyzja powiatowego inspektoratu nadzoru budowlanego o udzieleniu pozwolenia na użytkowanie budynku, a nie zapisy w ewidencji.
WSA w Warszawie zgodził się z fiskusem (sygn. akt III SA/Wa 1307/17). Wyjaśnił, że dane z ewidencji gruntów i budynków mają charakter dokumentu urzędowego, stanowią istotny element podatkowego stanu faktycznego i bezwzględnie wiążą organ podatkowy. Można je podważyć tylko w postępowaniu przed starostą, a nie w postępowaniu podatkowym.

Reklama
WSA zwrócił ponadto uwagę na to, co wynika z akt sprawy – że sporne powierzchnie nie miały charakteru mieszkalnego ani nie były wykorzystywane w ten sposób. Z pisma urzędu miasta (Biura Administracji i Spraw Obywatelskich) wynikało bowiem, że w budynku nikt nie jest zameldowany. Również z protokołu oględzin wynikało, że budynek jest w całości zajęty na cele związane z działalnością gospodarczą. Kontrolerzy nie stwierdzili, by był on zajęty choćby w części na cele mieszkalne.
NSA zasadniczo zgodził się z WSA, ale nie w pełni. Stwierdził bowiem, że sąd I instancji nie ma racji, twierdząc, iż zapisy w ewidencji gruntów i budynków są bezwzględnie wiążące. Sędzia Bogusław Woźniak wyjaśnił, że istotne są dwa przepisy:
  • art. 21 ustawy – Prawo geodezyjne i kartograficzne (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 2052 ze zm.), który stanowi, że zapisy ewidencji gruntów i budynków stanowią podstawę wymiaru podatków, oraz
  • art. 1a ust. 1 pkt 3 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych.
– Jeśli chodzi o klasyfikację gruntów, to rzeczywiście decydują zapisy ewidencji gruntów i budynków. Natomiast nie ma takiego odniesienia do budynków. To oznacza, że strona może podważać zapisy w ewidencji w odniesieniu do budynków poprzez wskazywanie innych dowodów, dokumentów urzędowych, na podstawie których dokonywane są te zapisy – wyjaśnił sędzia Woźniak. Podkreślił więc, że o wymiarze podatku należnego od budynku decydują przepisy ustawy podatkowej i stan faktyczny, a nie zapisy w ewidencji gruntów i budynków.
NSA utrzymał jednak wyrok WSA w mocy, bo w tej sprawie nie budziło wątpliwości, że cały budynek jest w posiadaniu przedsiębiorcy i jest wykorzystywany na cele działalności gospodarczej.
– Nawet jeśli byłoby tak, jak twierdzi skarżąca, tzn. że część budynku stanowią powierzchnie mieszkalne, to i tak skoro są one zajęte na działalność, to stawka podatku będzie jak dla działalności gospodarczej – wyjaśnił sędzia Bogusław Woźniak. ©℗

orzecznictwo

Wyroki NSA z 13 października 2021 r., sygn. akt: III FSK 225/21, III FSK 226/21, III FSK 363/21, III FSK 364/21. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia