Największe obawy w ogłoszonym miesiąc temu Polskim Ładzie rodzi zmiana dotycząca składki zdrowotnej, która będzie miała skutki podatkowe. Stąd poszukiwania alternatywnych rozwiązań, włącznie z przeniesieniem biznesu za granicę.
Przypomnijmy, że rząd zaproponował co prawda podniesienie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł (z obecnych 8 tys. zł oraz 3091 zł – w zależności od dochodów), ale również zapowiedział likwidację odliczenia od podatku składki zdrowotnej. Składka miałyby też być wyliczana od dochodu, a nie ryczałtowo. To może oznaczać istotne podwyżki podatków i składek dla przedsiębiorców.
Doradcy podatkowi przyznają, że osoby prowadzące działalność gospodarczą oraz spółki zaczęły szukać rozwiązań m.in. za granicą, które pozwoliłyby uniknąć podwyżek, a być może dałyby jeszcze inne oszczędności podatkowe. Na liście pojawiają się takie kraje jak Czechy, Estonia, Cypr i wiele innych. Eksperci przestrzegają jednak przed pochopnym przenoszeniem działalności za granicę.
Dla samozatrudnionych ani Czechy, ani Estonia
– Czeski system podatkowy ma swoje zalety – przyznaje Jakub Piotr Sowiński, specjalista podatkowy z kancelarii Prospectum z Náchodu (Czechy).
Przykładowo korzystniej niż w Polsce można rozliczyć VAT od zakupu samochodu do firmy. Korzystniej – dodaje Sowiński – jest też opodatkowana działalność osób o niskim nakładzie kosztów pobocznych, a więc gdy głównym elementem jest praca własna.
Mariusz Makowski, doradca podatkowy, tonuje jednak optymizm. Jego zdaniem trudno uznać, że czeski system podatkowy dla osób prowadzących działalność jest korzystniejszy od polskiego. Ekspert zwraca uwagę, że od 2021 r. obowiązują tam dwie stawki podatku: 15 proc. i 23 proc. dla rocznych dochodów wyższych niż równowartość ok. 301 tys. zł.
– Dochodu ani podatku nie pomniejsza się o składki na obowiązkowe ubezpieczenie społeczne bądź zdrowotne. Standardowa stawka CIT jest identyczna jak w naszym kraju i wynosi 19 proc. Czechy nie stosują jednak stawek obniżonych (w Polsce wynosi ona 9 proc.) – wylicza Makowski.
Jak się okazuje również Estonia i Malta nie mają korzystniejszych regulacji dla samozatrudnionych. – W przypadku wielu krajów prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej jest mniej korzystne niż regulacje w Polsce – mówi Artur Kuczmowski, starszy partner w Thompson & Stein. W krajach tych – wyjaśnia ekspert – promuje się bowiem prowadzenie działalności w formie spółek kapitałowych. Tak jest np. na Malcie, gdzie trzeba być maltańskim rezydentem, aby prowadzić jednoosobową działalność. Do tego podatek dochodowy wynosi 35 proc.
Tak jest również w Estonii, gdzie stawka podatku dochodowego wynosi liniowo 20 proc., czyli jest porównywalna do tej w Polsce, ale dodatkowo obowiązuje druga liniowa składka na ubezpieczenie społeczne w wysokości 33 proc., liczona od dochodu. – Realnie więc podatnik zapłaci zdecydowanie więcej w obu krajach – przyznaje Artur Kuczmowski.
Rezydencja podatkowa nie do przeskoczenia
Największą barierą dla osób prowadzących jednoosobową działalność, które myślą o wyprowadzce biznesu do innych krajów, są wymogi dotyczące rezydencji podatkowej. W praktyce wymogi te zwykle wykluczają przenosiny działalności poza polską granicę.
– Regulacje te nie są wprowadzone przez Estonię, Maltę, Czechy czy jakikolwiek inny kraj w UE. To są polskie regulacje, uniwersalne dla każdej jurysdykcji. O to mamy też najwięcej zapytań ze strony klientów – przyznaje Artur Kuczmowski.
O co chodzi w praktyce? Zasadniczo osoba, która mieszka w Polsce, musi tu płacić podatki, niezależnie od tego, czy osiąga dochody w naszym kraju, czy za granicą (zasada nieograniczonego obowiązku podatkowego). Definicja miejsca zamieszkania wynika z art. 3 ust. 1a ustawy o PIT. Zgodnie z nią osoba mieszka w Polsce, jeśli:
■ przebywa w kraju dłużej niż przez 183 dni w roku, lub
■ ma tu tzw. centrum interesów życiowych (osobistych i gospodarczych). Chodzi o to, czy podatnik w Polsce ma rodzinę, dzieci, mieszkanie, a nawet klientów.
W praktyce wystarczy spełnić jedno z tych kryteriów, aby fiskus uznał, że osoba ma miejsce zamieszkania na terytorium Polski, a więc jest polskim rezydentem podatkowym.
Potwierdzają to również objaśnienia podatkowe ministra finansów z 29 kwietnia br. w sprawie rezydencji podatkowej oraz zakresu obowiązku podatkowego osób fizycznych w Polsce. Pisaliśmy o tym w artykule „Minister wyjaśnił kwestie dotyczące rezydencji podatkowej” (DGP nr 85/2021).
Te wymogi powodują, że jeśli każdy, kto chce rozliczać podatki w Czechach, Estonii, na Malcie, Cyprze czy w innym kraju, musiałby się de facto wyprowadzić do tego kraju na co najmniej 184 dni w roku wraz z rodziną.
Mariusz Makowski przyznaje, że wprawdzie swoboda świadczenia usług i prowadzenia działalności gospodarczej gwarantowana traktatami unijnymi pozwala na bezproblemowe założenie działalności gospodarczej w innym państwie UE, ale w kwestiach podatkowych należy brać pod uwagę przepisy umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.
– Jeżeli przedsiębiorca ma miejsce zamieszkania w Polsce, to czeska (a także estońska, słowacka i in. – przyp. red.) działalność z reguły będzie wywoływała skutki podatkowe również w Polsce – mówi Makowski.
A gdyby założyć zakład? To też nie pomoże
Mariusz Makowski dodaje, że zgodnie z umowami o unikaniu podwójnego opodatkowania dochody z działalności gospodarczej podlegają opodatkowaniu w państwie siedziby, chyba że działalność jest prowadzona w drugim państwie przez położony tam zakład. To może wystarczy założyć za granicą zakład, żeby przenieść tam rozliczenia podatkowe?
Zakładem – tłumaczy ekspert – jest stała placówka, przez którą całkowicie albo częściowo jest prowadzona działalność gospodarcza przedsiębiorstwa. Zakładem będą w szczególności: siedziba zarządu, filia, biuro, zakład fabryczny, warsztat, kopalnia, źródło ropy naftowej lub gazu, kamieniołom albo każde inne miejsce wydobywania zasobów naturalnych. – Plac budowy, prace budowlane lub instalacyjne stanowią zakład tylko wtedy, jeżeli trwają dłużej niż 12 miesięcy – dodaje Makowski. Zwraca on też uwagę, że za zakład nie będzie uznane „wirtualne biuro”, ale miejsce faktycznego prowadzenia działalności (biuro, miejsce sprzedaży).
– Jeżeli przedsiębiorca działa w Polsce, tutaj znajdują się jego wszyscy klienci, to trudno wyobrazić sobie faktyczne prowadzenie działalności z czeskiej czy innej zagranicznej placówki – przyznaje Mariusz Makowski.
Popularny po ogłoszeniu Polskiego Ładu pomysł, że wystarczy przenieść firmę do Czech, by przestać płacić podatki w Polsce, nie ma więc wiele wspólnego z rzeczywistością. Zdaniem Mariusza Makowskiego przenosiny są zbyt ryzykowne i w konsekwencji nieprzynoszące żadnych korzyści, jeśli samozatrudniony funkcjonuje na polskim rynku – ma wyłącznie polskich klientów i wiąże się z fizycznym wykonywaniem pracy i usług na terytorium Polski.
Wyjątkiem jest sytuacja, gdy ktoś chce przeprowadzić się z rodziną do innego kraju lub prowadzi działalność (np. online) na wielu różnych rynkach, na których ma klientów.
Nieco lepsza sytuacja ze spółkami
Jeśli chodzi o przeniesienie spółki za granicę, to będzie to łatwiejsze i może być również opłacalne. W praktyce jednak i tu pojawia się wiele trudności.
Artur Kuczmowski wyjaśnia, że przypadku rejestracji i prowadzenia na terenie Estonii spółki jest inna sytuacja niż w przypadku samozatrudnionych. Tamtejszy system podatkowy słynie bowiem ze swojej probiznesowej konstrukcji.
– Podatek dochodowy wynosi co prawda 20 proc., ale jest płacony w momencie wypłaty dywidendy do jej wspólników. Dopóki nie mamy do czynienia z dywidendą, dopóty spółka nie płaci podatku dochodowego – mówi Kuczmowski.
Jednocześnie – dodaje – środków tych może użyć do reinwestowania w rozwój swojej działalności operacyjnej oraz do inwestycji w ruchomości, nieruchomości, nabywanie udziałów, akcji w innych podmiotach. – W zakresie inwestycji firmy te nie są ograniczone terytorialnie, więc łatwo sobie wyobrazić, że mogą nabywać np. nieruchomości w Polsce lub też inwestować w polskie spółki – dodaje Artur Kuczmowski.
– Korzyści może też dawać utworzenie spółki kapitałowej w Czechach – przyznaje Mariusz Makowski. Ale tak jak w przypadku osób fizycznych ważna była rezydencja podatkowa, tak w przypadku spółek istotne jest miejsce faktycznego zarządu przedsiębiorstwa.
Prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą, który chciałby rozliczać podatki w Czechach, Estonii, na Malcie, Cyprze czy w innym kraju, musiałby się de facto wyprowadzić do tego kraju na co najmniej 184 dni w roku wraz z rodziną
Ministerstwo Finansów ostrzega
Jak tłumaczy Artur Kuczmowski, w przypadku spółek można wyobrazić sobie sytuację, w której podatnik kontroluje rezydentów podatkowych w dwóch różnych krajach. Zwraca on jednak uwagę, że Ministerstwo Finansów opublikowało ostrzeżenie dotyczące tworzenia zagranicznych schematów podatkowych.
Chodzi o wyjaśnienia z 12 czerwca 2017 r. (nr 003/17), które nadal są aktualne. Resort ostrzega w nich przed stosowaniem schematów agresywnej optymalizacji podatkowej polegających na nadużywaniu podmiotów – głównie spółek kapitałowych – formalnie zarejestrowanych za granicą w sytuacji, gdy są one faktycznie polskimi podatnikami i są zarządzane z terytorium Polski. W tym celu – wskazywał resort cztery lata temu – używane są zarówno spółki z siedzibą w rajach podatkowych, jak i podmioty z terytorium UE (np. Czech, Luksemburga, Wielkiej Brytanii, Słowacji, Cypru, Malty, Holandii, Szwecji) oraz innych krajów europejskich, np. Szwajcarii.
– Jeżeli więc wszyscy członkowie zarządu czeskiej spółki mają miejsce zamieszkania w Polsce i prawdopodobnie w Polsce podejmowane są decyzje dotyczące działalności takiej spółki, może ona zostać uznana za mającą siedzibę w naszym kraju – mówi Makowski.
Jak dodaje Artur Kuczmowski, każdy z krajów chętnie przyjmie obcokrajowców, którzy zakładają na jego terenie firmy, bo to przynosi wymierne korzyści w postaci wpływów bezpośrednich, takich jak podatki i opłaty administracyjne, oraz pośrednich, takich jak podatki od firm obsługujących takie podmioty. – Domyślnie, większość z tych firm stanie się rezydentami podatkowymi w kraju ich rejestracji, natomiast to na podatniku spoczywać będzie ciężar potencjalnego udowodnienia, iż podmiot ten jest faktycznym rezydentem w kraju rejestracji – ostrzega Kuczmowski.
Kolejny problem pojawi się, jeśli polski wspólnik będzie chciał wypłacić zyski wypracowane w zagranicznej spółce. Wtedy również może nie udać się uniknąć zapłaty podatku w Polsce.
– Opodatkowaniu w Polsce mogą bowiem podlegać dywidendy wypłacane polskiemu rezydentowi i usługi świadczone na rzecz spółki w ramach umowy o pracę czy umowy cywilnoprawnej – tłumaczy Mariusz Makowski.
Polski podatnik, który chce przenieść spółkę za granicę i nie wpaść w przepisy o CFC, powinien ocenić ten pomysł indywidualnie – tak pod względem kosztowym, jak i organizacyjnym
Zagraniczne spółki kontrolowane
W praktyce trzeba też pamiętać o przepisach o zagranicznych jednostkach (spółkach) kontrolowanych (CFC). Określają one obowiązki podatnika w związku z kontrolowaniem podmiotów zagranicznych, i to niezależnie od wysokości ich przychodów. W praktyce polski fiskus może zażądać zapłaty podatku od przychodu uzyskanego przez zagraniczną spółkę kontrolowaną, np. w Czechach, Estonii, na Cyprze, Malcie itd. Muszą być jednak spełnione trzy wymogi, aby uznać, że spółka zagraniczna jest CFC. Chodzi o:
■ posiadane udziału w zagranicznym podmiocie (powyżej 50 proc. udziałów, praw głosu lub prawa do zysku),
■ to, czy uzyskuje ona przychody pasywne (m.in. dywidendy, przychody ze zbycia akcji, odsetki, wierzytelności, prawa autorskie, ze zbycia praw z instrumentów finansowych),
■ to, jaka jest różnica między podatkiem za granicą i w Polsce.
Jeżeli podmiot zagraniczny jest w kraju wpisanym na listę krajów stosujących szkodliwą konkurencję podatkową, to z automatu będzie podmiotem kontrolowanym. – Jeżeli spółka jest zarejestrowana w kraju UE, muszą zostać spełnione łącznie wszystkie trzy kryteria, spełnienie tylko jednego czy dwóch nie wystarczy – tłumaczy Artur Kuczmowski.
Ponadto – dodaje – z obowiązków w zakresie CFC wyłączone są podmioty, które prowadzą realną działalność gospodarczą.
– Mówiąc w uproszczeniu, chodzi o typową działalność charakterystyczną dla biznesu, zatrudniającą pracowników, posiadającą na miejscu infrastrukturę biurową, wydatki typowe dla realnie funkcjonującego podmiotu i podejmującą ryzyko biznesowe – wyjaśnia Kuczmowski.
Dodaje, że poza powyższymi warunkami dochodzi jeszcze kilka elementów, które taką strukturę skomplikują.
To wszystko trzeba brać pod uwagę, jeśli polski podatnik chce przenieść spółkę za granicę i nie wpaść w przepisy o CFC. Zdaniem ekspertów, podejmując taką decyzję, za każdym razem trzeba oceniać to indywidualnie, zarówno pod względem kosztowym, jak i organizacyjnym.
– Z całą pewnością przenosiny do Estonii mogą być atrakcyjne, jest to bardzo dobry kierunek dla firm z branż IT, spedycji, nowych technologii, start-upów, handlu międzynarodowego. Czy to się opłaca? Każdy sam musi to ocenić – kończy Artur Kuczmowski. ©℗