Taktyka organów podatkowych jest prosta: odczekać kilka lat z egzekucją zaległości podatkowych, a potem – tuż przed przedawnieniem – po nie sięgnąć. Gdy spółka nie jest w stanie ich uregulować, płacić ma członek zarządu.
W praktyce nie sposób się od takiej odpowiedzialności uwolnić. Członek zarządu (prezes, wiceprezes) musiałby bowiem wykazać, że we właściwym czasie został zgłoszony wniosek o ogłoszenie upadłości spółki lub wszczęto postępowanie układowe. Albo że brak takiego działania nie wynikał z jego winy. Wynika to z art. 116 ordynacji podatkowej.
Problem polega na tym, że – według organów podatkowych – właściwym momentem na zgłoszenie wniosku o upadłość jest właśnie niezapłacenie podatku lub zapłata w zaniżonej wysokości. Słowem, wniosek do sądu trzeba złożyć już wtedy, gdy podatek nie został wpłacony do urzędu w należnej wysokości. Czyli często cztery – prawie pięć lat temu.