Minister finansów nie zgadza się, by środki uzyskane z reklam na prywatnych stronach internetowych były zaliczane do przychodów z najmu i dzierżawy. Zamiast preferencyjnej 8,5-proc. stawki PIT trzeba stosować skalę lub... iść do sądu.
ikona lupy />
Rozliczenie podatku / Dziennik Gazeta Prawna
Fiskus może zakwestionować preferencyjne opodatkowanie przychodów z reklam umieszczanych na prywatnych stronach internetowych. Mimo korzystnych dla podatników wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego minister finansów upiera się przy swoim – o czym poinformował właśnie w odpowiedzi na interpelację (nr 22574/13). Posłanka Elżbieta Witek, wskazała, że problem podatkowej kwalifikacji pieniędzy otrzymywanych przez właścicieli stron WWW (nieprowadzących działalności gospodarczej) dotyczy dziesiątek tysięcy osób, które udostępniają miejsce na reklamy w ramach usługi Google AdSense. Oczywiście analogiczny problem występuje też w przypadku użytkowników platform i portali społecznościach, jeśli na ich popularnych profilach zamieszczane są reklamy.
Resort finansów uważa korzyści z tego tytułu za przychody z innych źródeł (art. 10 ust. 1 pkt 9 ustawy o PIT; t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 z późn. zm.), natomiast sądy administracyjne za przychody z najmu i dzierżawy (art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT). Tylko w tym drugim przypadku możliwe jest zastosowanie preferencyjnego rozliczenia w formie ryczałtu i opodatkowania przychodów stawką 8,5 proc., a nie skalą (18 proc. i 32 proc.), jak jest przy pozostałych źródłach.

Resort wie swoje

W odpowiedzi na interpelację wiceminister Janusz Cichoń, wyjaśnił, że zdaniem resortu pieniądze otrzymywane z tytułu udostępniania powierzchni reklamowej na stronie internetowej zarządzanej przez osobę fizyczną nieprowadzącą działalności (przy czym nie chodzi o to, czy ktoś zarejestrował działalność czy nie, ale czy wypełnia ona znamiona działalności gospodarczej, o której mowa w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT) uznaje się za przychody z innych źródeł. Odrzucił też stanowisko sądów administracyjnych (zawarte np. w wyrokach NSA: z 9 marca 2012 r., sygn. akt. II FSK 1548/10; z 19 czerwca 2012 r sygn. akt. II FSK 2485/10; z 27 lutego 2013 r., sygn. akt. II FSK 1305/11), że stanowią one przychody z najmu i dzierżawy.
W piśmie resort wytłumaczył, że art. 693 par. 1 i art. 709 kodeksu cywilnego, regulując umowę dzierżawy, odnoszą się do rzeczy i praw. Strona internetowa nie jest rzeczą, bo zgodnie z art. 45 kodeksu za taką uważany jest tylko przedmiot materialny. Według MF nie można też jednoznacznie stwierdzić, że strona WWW to prawo.

Umowa nienazwana

Również sądy administracyjne, uzasadniając wyroki, twierdziły, że w omawianym przypadku nie ma podstawowej cechy umowy dzierżawy, jaką jest wydanie rzeczy do używania i pobierania pożytków. Jednak mechanizm wydania reklamodawcy, np. spółce, przez właściciela strony internetowej części tej strony do korzystania poprzez umieszczanie na niej reklam (za wynagrodzeniem) jest porównywalny z umową dzierżawy. A ponieważ zgodnie z zasadą swobody umów dopuszczalne jest zawarcie umowy nienazwanej, podobnej do kodeksowego wzorca umowy dzierżawy, to opisywaną relację można uznać za dzierżawę. W konsekwencji według sądów przychód z tego tytułu powinien być zaliczany do źródła określonego w art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT (najem i dzierżawa).
Stanowisko to podziela Maria Kukawska, doradca podatkowy w Stone & Feather Tax Advisory. Zwraca uwagę, że odpowiedź ministerstwa na interpelację poselską silnie akcentuje związki prawa podatkowego z prawem cywilnym. Natomiast komentując cywilnoprawne aspekty najmu i dzierżawy, resort wywodzi, że strona internetowa nie może być przedmiotem najmu czy dzierżawy. – Trzeba się zastanowić, czy w tym przypadku prawo cywilne powinno tak silnie wkraczać w domenę, jaką jest prawo podatkowe – mówi rozmówczyni. Jej zdaniem konieczna jest pewna autonomia tego ostatniego. Pojęcia w nim zawarte należy interpretować, biorąc pod uwagę cele opodatkowania i spójność systemu prawa podatkowego jako całości.
Ponadto skoro przychód z najmu jest rodzajem przychodu biernego, z oddania pewnego elementu majątku do korzystania, to odpowiednie użytkowanie strony internetowej nie powinno kolidować z brzmieniem art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT. Jest to tym bardziej uzasadnione, że:
ustawa wskazuje, że chodzi o najem, dzierżawę i umowy o podobnym charakterze (a więc również nienazwane, lecz istotowo zbliżone do tych pierwszych),
możliwe jest rozpoznawanie przychodów z najmu nie tylko w ramach działalności gospodarczej, ale też bez związku z jej prowadzeniem.
Według Marii Kukawskiej takie podejście jest również słuszne z perspektywy ustawodawcy, który chce przecież, by wykładnia prawa podatkowego była dynamiczna i aktualna.
– Przepisy o PIT pochodzą z 1991 r., kiedy nikomu się nie śniło o czerpaniu dochodu z wynajmu powierzchni na stronach internetowych – przypomina. – Przy odczytywaniu ustawy należy brać pod uwagę dzisiejsze realia.

Działalność gospodarcza

Omawiane podejście fiskusa, sądów i ekspertów dotyczy sytuacji, gdy czynności właściciela strony WWW nie wypełniają znamion działalności gospodarczej, o której mowa w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT. W przypadku działalności wspomniany ryczałt nie wchodzi w grę. Można jednak wybrać pomiędzy skalą podatkową a stawką liniową.
– W wielu przypadkach uchwycenie momentu rozpoczęcia działalności jest niezwykle trudne – twierdzi Maria Kukawska. Wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, że osoby np. prowadzące blogi modowe, urodowe czy kulinarne, często nie zakładają, że celem ich aktywności będzie osiąganie zysku z reklam. Realizują hobby, a to, że otrzymują różnego rodzaju propozycje współpracy ze świata biznesu, jest tylko miłym bonusem.
– Decydują tutaj cel i zamiar podatnika, faktyczny zakres działań, sposób, w jaki są prowadzone (z nastawieniem na pozyskanie reklamodawców), a nie efekt, np. czy rzeczywiście zainteresowany osiąga zysk, czy utrzymuje się z wyników pracy – wyjaśnia rozmówczyni.
Ernest Frankowski, doradca podatkowy w Deloitte, tłumaczy, że w przypadku popularnych blogów, wideoblogów i innych form komunikacji z internautami użytkownicy korzystają ze specjalnych platform czy portali społecznościach, które umożliwiają publikowanie treści. Użytkownik nie zajmuje się aktywnie pozyskiwaniem reklam, przynajmniej na początku swojej aktywności sieciowej. Gdyby jednak tak było od początku albo też w pewnym momencie twórca zacząłby aktywnie poszukiwać reklamodawców (aby zdyskontować swoją popularność), wówczas mielibyśmy już do czynienia z prowadzeniem działalności gospodarczej.
Inna sytuacja – według rozmówcy – jest w przypadku tworzenia treści za pośrednictwem własnych stron internetowych (a więc z pominięciem platform blogowych czy mediów społecznościowych). Samodzielne utrzymywanie strony (zwłaszcza dobrej nie tylko pod względem treści, ale także infrastruktury, technologii, wydajności i pozycjonowania) jest przedsięwzięciem często kosztownym i wymaga dobrego przygotowania, m.in. stworzenia dobrej grafiki, nakładów na lepsze pozycjonowanie. W przeciwnym razie strona może być nierozpoznawalna. W efekcie nie spełni pokładanych w niej nadziei.
– W takim jednak przypadku, z racji wkładania przez zainteresowany podmiot z góry dużego wysiłku i inwestowania środków, bywa od początku widoczne to, że dane przedsięwzięcie zostało zaplanowane i mamy do czynienia z działalnością gospodarczą, obliczoną na pozyskiwanie wpływów z reklam. Tym bardziej, jeśli taka strona zawiera np. oficjalny cennik reklam i możliwe ich formy – wyjaśnia Ernest Frankowski.
Minister finansów rozważa wydanie interpretacji ogólnej. Chce w niej wyjaśnić sposób kwalifikacji przychodów z tytułu udostępniania powierzchni reklamowej na stronie internetowej zarządzanej przez osobę fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej