W jakiej sytuacji jest doradca podatkowy, który musi reprezentować klienta w sprawach, co do których sam podziela opinię organów podatkowych?

Sytuacja jest rzeczywiście złożona, ale takie są konsekwencje wykonywania zawodu zaufania publicznego. Ma on swoje źródło w konstytucji, podobnie jak i prawo obywatela do obrony. Co prawda doradca podatkowy nie jest prawdziwym obrońcą w takim sensie, w jakim jest nim np. adwokat, ale udzielamy pomocy ludziom, którym nawet jeśli nie grozi pozbawienie wolności, to na pewno w wielu przypadkach utrata dorobku życia w rezultacie postępowania podatkowego. A własność w kategorii praw podstawowych nie ustępuje wolności. Wracając do kwestii zasadniczej: my nie powinniśmy naszych klientów oceniać, a gdybyśmy zaczęli sprawy selekcjonować na te dobre, czyli takie, które nam się podobają, i te, które nam się nie podobają, to znaczącą grupę ludzi pozbawilibyśmy prawa do obrony. Nie temu nasz zawód służy. Owszem, naszym obowiązkiem jest wyrazić swoją opinię na temat prawdopodobnych rokowań w sprawie, szczególnie jeśli są one niezbyt pomyślne. Ale to klient decyduje, czy chce abyśmy nadal byli jego pełnomocnikiem. Wyjątkiem od tej reguły jest sporządzenie skargi kasacyjnej. W tym wypadku, z uwagi na istnienie przymusu adwokackiego oraz na specyficzną konstrukcję tego środka zaskarżenia, można odmówić klientowi jej sporządzenia, jeżeli rzeczywiście nie dostrzegamy żadnych rzeczowych zarzutów kasacyjnych w rozumieniu przepisów ustawy o postępowaniu przed sądami administracyjnymi.

A wcześniej, gdy w grę wchodzi odwołanie od decyzji organu podatkowego czy skarga do WSA?

Jeszcze przed przyjęciem sprawy możemy zasugerować skorzystanie z usług innego specjalisty, jeśli z góry nie czujemy się na siłach zająć się danym problemem. Będzie to uczciwe. Ja mówiłem o sytuacji, gdy sprawę już jakiś czas prowadzimy i w trakcie jej trwania dochodzimy do takiego etapu, że w naszej ocenie traci ona sens. Naszym obowiązkiem jest wtedy poinformowanie klienta o małych szansach powodzenia, a jeśli on się upiera przy wniesieniu środka zaskarżenia w postaci czy to odwołania, czy to skargi do sądu, to – moim zdaniem –nie można go w takiej sytuacji zostawiać. Mówię tu oczywiście o przypadku – co wyraźnie chcę podkreślić – klienta, którego obsługujemy od lat. W takiej sytuacji mamy reprezentować klienta tak długo, jak długo sobie tego życzy i dopóki nie stracił do nas zaufania. To jest przesłanka rozstania się z klientem w trakcie trwania współpracy – okazywanie przez niego w sposób otwarty braku zaufania do pełnomocnika. Ale to temat na inną rozmowę.

Czy takie nieprzewidziane rozwiązanie współpracy powinno wpływać na rozliczenia i wynagrodzenie pełnomocnika?

Co do zasady honorarium doradcy podatkowego nie może być uzależnione wyłącznie od wyniku działań. Część honorarium musi być pochodną ilości pracy, którą trzeba włożyć w daną sprawę, jej stopnia skomplikowania. Być może też ryzyka osobistego doradcy związanego z wartością przedmiotu sporu. Oczywiście przyjmując zlecenie, nie przewidujemy powstania szkody. Od likwidacji szkód jest nasze ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Jeżeli klient rezygnuje z naszych usług bez racjonalnych powodów leżących po stronie pełnomocnika, to – w mojej ocenie – zwroty honorarium mu się nie należą, chyba że w umowie postanowiono inaczej. Inną kwestią jest rozliczenie przyjętego wynagrodzenia, jeśli to my rezygnujemy z prowadzenia sprawy wcześniej niż wynika to z umowy, np. z powodu choroby lub innych przyczyn osobistych. Jeśli rezygnacja następuje z przyczyn leżących po naszej stronie, to klientowi – co oczywiste – przysługuje zwrot zapłaty. Skala tego zwrotu (całość, część) zależy od wielu czynników i powinna być negocjowana w oparciu o takie kryteria, jak np. etap postępowania. Jest to jednak zagadnienie dość złożone.