Pierwsza wszystkim powinna przypaść do gustu: każde zwolnienie z podatku (a zwłaszcza z podatku od zysków kapitałowych, które powstają przecież dzięki odkładaniu i inwestowaniu dochodów już wcześniej opodatkowanych) należy powitać z radością. Druga niekoniecznie. Nawet z  ust młodych ludzi padają uwagi, że nie ma uzasadnienia, by jedną grupę podatników (w określonym wieku) faworyzować kosztem innych. I dlaczego akurat ta grupa (do 35. roku życia) ma być traktowana priorytetowo. W pierwszej kolejności na myśl przychodzą kwestie demograficzne, na które powołuje się Ministerstwo Finansów. Młodzi ludzie powinni – w interesie własnym i nas wszystkich – zakładać rodziny i rodzić dzieci. Tak się jednak składa, że program ma objąć też singli. Na dodatek tylko mieszkańców miast (bo tylko w miastach budują deweloperzy; program będzie uwzględniał mieszkania oferowane wyłącznie na rynku pierwotnym) – statystycznie mniej chyba skłonnych do szybkiego tworzenia trwałych związków i do rozmnażania niż mieszkańcy wsi.

A poza wszystkim, jak pokazuje historia, kwestie mieszkaniowe w   ogóle na demografię wpływają w   umiarkowanym stopniu. Zaświadcza o   tym np. pokolenie wyżu z   lat 80. ubiegłego wieku.

Nie za dobrym argumentem za likwidacją zwrotu VAT jest także ten, który mówi, że przeciętna wysokość oddawanej podatnikowi kwoty to tylko nieco ponad 2 tys. zł (ulga nie jest znacząca, a jej oddziaływanie na budownictwo jest minimalne). Nie wiadomo, dlaczego MDM ma mieć na gospodarkę większy i lepszy wpływ. Przecież budżet spodziewa się per saldo – po zamianie systemu zwrotu VAT na nowy program – oszczędności, i to idących w setki milionów złotych rocznie. O tyle więc mniej pieniędzy trafi do kieszeni podatników – pieniędzy, które z pewnością w taki lub inny sposób trafiłyby do gospodarki. Można zakładać, że Polacy, nie bacząc na likwidację preferencji w VAT, będą remontować i budować tyle samo, co dotychczas (skoro i tak najpierw muszą wyłożyć własne pieniądze, by potem część wydatków na podatek odzyskać). Jednak w czasach bezrobocia i spowolnienia gospodarczego jest to co najmniej śmiałe założenie. Podatnicy potrafią liczyć. Budżet też, choć o tym autorzy nowych pomysłów wolą nie mówić, przekonując, że proponują lepsze rozwiązanie. Jeśli jednak rozwiązanie już stosowane jest znane i dobre, to po co je zmieniać?