– Wzmógł się, bo nieuczciwe firmy zagrały va banque, chcą zgarnąć jak najwięcej i jak najszybciej. Liczą, że uda im się zniknąć, zanim ktoś dobierze im się do skóry – mówi jeden z kontrolujących. Problem jest jednak szerszy: jak przyznają służby skarbowe, nawet uczciwym do tej pory przedsiębiorcom zdarza się korzystać z fikcyjnych faktur.

Jest to wyjątkowo opłacalne, a przy okazji trudniejsze do wykrycia przy transakcjach wewnątrzwspólnotowych. Dostawa towarów lub usług w ramach UE wiąże się z zerową stawką VAT. Nieuczciwi przedsiębiorcy posługujący się fikcyjnymi fakturami mogą więc odliczać polski, z reguły 23-proc. podatek naliczony zapłacony rzekomo w cenie towarów czy usług nabytych w związku z wytworzeniem produktu, który potem sprzedali do innego państwa unijnego. W rzeczywistości taki towar albo w ogóle nie powstaje albo jest sprzedawany w kraju po konkurencyjnej cenie.

Ministerstwo Finansów informuje, że w ciągu trzech kwartałów 2012 r. inspektorzy kontroli skarbowej ujawnili 113 369 fikcyjnych faktur na łączną kwotę 11,8 mld zł. Z kolei z danych, które DGP otrzymał ze wszystkich 16 urzędów kontroli skarbowej w kraju, wynika, że w całym 2012 r. wykryły one w sumie 151 857 fikcyjnych faktur opiewających na 15,22 mld zł. Oficjalne dane za cały miniony rok resort finansów ma opublikować w najbliższych dniach.

Branże pod nadzorem

– Takie dokumenty są ujawniane w różnych podmiotach niezależnie od ich wielkości i rodzaju prowadzonej działalności gospodarczej, ale największe nadużycia wykrywane są przy obrocie paliwami i złomem – przyznaje Anna Baran, rzecznik prasowy UKS w Zielonej Górze. Wyjaśnia, że o ile przeważnie fałszywe dokumenty służą do zawyżania kosztów uzyskania przychodu, o tyle w tych dwóch branżach są wykorzystywane głównie do wprowadzenia do obrotu towaru pochodzącego z nielegalnego źródła.

Poszczególne regiony mają swoją specyfikę. W Zachodniopomorskiem – jak twierdzi Bogusław Jóźwik, rzecznik prasowy UKS w Szczecinie – fikcyjne faktury dokumentowały obrót odpadami, naprawy i remonty statków, a nawet towarowy transport drogowy. W Łódzkiem występowały w branży odzieżowej (26 proc. ujawnionych faktur), a na Dolnym Śląsku skarbówka ujawniała je w usługach transportowych i reklamowych, a nawet w handlu i doradztwie. W Małopolsce lewe faktury poświadczały nie tylko usługi niematerialne (m.in. poszukiwanie klientów, opracowanie projektów imprezy integracyjnej, wizualizacje strony internetowej, prezentacje multimedialne, opracowania dotyczące badania rynku), lecz także obrót sprzętem elektronicznym, granulatem złota i kartami telefonicznymi w systemie przedpłaconym.

Zgubna miłość do bajek

Proceder bazuje na kupowaniu faktur wystawionych przez nieistniejące podmioty lub na nieistniejące podmioty, czyli takie, które mogą być nawet zarejestrowane, ale w rzeczywistości nie prowadzą żadnej działalności gospodarczej (przez inspektorów nazywane są fabrykami fikcyjnych faktur). Z reguły wygląda to tak, że oszuści płacą np. bezrobotnym czy studentom za założenie firmy, która będzie wystawiała faktury na wiele milionów złotych. Na ich podstawie kolejne podmioty uczestniczące w procederze mogą odliczyć VAT lub wliczyć taki rzekomy wydatek w koszty podatkowe. Może być jednak i tak, że firma wystawia fikcyjną fakturę na sprzedaż jakiejś części swojej produkcji na rzecz nieistniejącego podmiotu, czyli tzw. słupa. Dzięki temu będzie mogła nielegalnie sprzedać towar taniej, bo bez podatku.