Błędy będą zawsze

Część ekspertów uważa, że urzędnicy pracują coraz lepiej. – Nie ma na świecie państwa, w którym organy podatkowe nie przegrywałyby żadnych sporów z podatnikami. Zawsze w jakimś procencie spraw zdarzają się pomyłki. Decyzje nie są wydawane przez superkomputery, lecz przez ludzi, a ludzie się mylą – zwraca uwagę Janusz Fiszer. – Liczba wadliwych decyzji podatkowych systematycznie się zmniejsza. W urzędach pracują coraz lepsi specjaliści, którzy popełniają mniej błędów. Kiedyś było tak, że 1/3 spraw rozstrzygana była przez sądy administracyjne na korzyść podatników, teraz ten odsetek maleje. Również system urzędowych interpretacji prawa podatkowego sprzyja zmniejszaniu liczby spraw spornych. Takie interpretacje wydawane są tylko przez cztery izby skarbowe, a nie – jak to było kiedyś – przez wiele izb i urzędów skarbowych. Konsekwencją jest zauważalnie większa spójność i lepszy poziom merytoryczny interpretacji – podsumowuje Janusz Fiszer.

Zanim zacznie się spór

Jednak mimo wszystko urzędnicy powinni, zdaniem Artura Nowaka, w trosce o gr0sz publiczny za każdym razem przeprowadzać rzetelną i wnikliwą analizę szans w sporze podatkowym. Każdy taki spór jest bowiem kosztowny dla stron, angażuje czas i pieniądze.

– Z mojej wieloletniej praktyki wynika, że jeśli chodzi o podatników, taka analiza jest robiona w 90 proc. przypadków. Organy podatkowe powinny brać przykład z przedsiębiorców. Sporów byłoby mniej. Urzędnicy nie powinni też uparcie popełniać tych samych błędów, bo odbywa się to ze szkodą dla ich autorytetu. Przykładem takich niezrozumiałych zachowań jest to, że pomimo wcześniejszych wielokrotnych wyroków WSA i NSA uznających prawo do odsetek za opóźniony zwrot podatku organy podatkowe jeszcze przez kilka lat brnęły w spory sądowe w tym zakresie – mówi Artur Nowak.

Joanna Nowicka, redaktor DGP, radca prawny

Spory podatkowo-językowe

Minister finansów za pośrednictwem organów podatkowych walczy jak lew o każdą złotówkę z naszych, podatników, pieniędzy – także w sądach. Furtkę do różnego rodzaju interpretacji i nadinterpretacji daje urzędnikom nieprecyzyjne prawo. Poza wszystkim jest ono wadliwe m.in. z tak na pozór błahego powodu, jak brak w ustawach stosownych definicji. Często dałoby się uniknąć problemów (i sporów), gdyby przepisy jasno wyjaśniały znaczenie kluczowych pojęć, które w nich występują (pierwszy przykład z brzegu – pojęcie znaku z art. 21 ust. 1 pkt 67 ustawy o PIT). Niestety tak nie jest. Urzędnicy stają się więc specjalistami od językoznawstwa. Nie zawsze dobrymi – o czym świadczą wyroki sądów. W 2011 r. koszt przegranych postępowań i wypłaconych w związku z tym przez fiskusa odsetek wyniósł blisko 120 mln zł, a jest to i tak o wiele mniej niż w latach wcześniejszych. Może warto by temu zaradzić i przy okazji kolejnych nowelizacji, zamiast skupiać się na likwidacji już i tak nielicznych ulg i przywilejów, zadbać o uzupełnienie przepisów o brakujące elementy?