Od kilku dni media szumnie ogłaszają zapowiedzianą przez Jacka Rostowskiego, ministra finansów, obniżkę VAT. Problem w tym, że minister wspomniał o powrocie do stawek VAT sprzed podwyżki, a nie obniżkę.

Przypomnijmy, że podnosząc stawki VAT na początku 2011 r., rząd zapowiadał, że jest to zabieg czasowy. Okres przejściowy miał trwać trzy lata. Czyli od 2011 do końca 2013 r. Zostało to zresztą wpisane w ustawie nowelizującej VAT. Oznacza to, że za niecałe dwa lata – jeśli wierzyć temu, co wynika obecnie z przepisów – podwyższone w ubiegłym roku stawki VAT powinny wrócić do poprzedniej wysokości. Z jednym wyjątkiem. Na stałe pozostanie już stawka 5-proc. Dwie pozostałe nowe stawki, a zatem 8 i 23 proc., mają obowiązywać tylko do końca 2013 r. Stąd informacja ministra finansów o powrocie do poprzednich stawek od 2014 r. To zatem żadna nowa informacja dla obywateli. Wiemy o tym od 2011 r.

5 mld zł miał przynieść budżetowi wzrost od 2011 r. stawek VAT

Sytuacja będzie inna, jeśli wcześniej Polska przekroczy tzw. progi ostrożnościowe przewidziane dla poziomu zadłużenia finansów publicznych w relacji do PKB. Gdyby tak się stało, możemy doświadczyć dwóch kolejnych podwyżek stawek VAT o jeden punkt procentowy, aż do unijnego maksimum (przyjętego nieformalnie), czyli 25 proc. Na szczęście z informacji szefa MF wynika, że taka sytuacja nam nie grozi. Jeśli nawet by się pojawiła, wszystko powinno wrócić do punktu wyjścia 1 stycznia 2014 r. Wówczas powinny obowiązywać stawki VAT w wysokości 22, 7 i 5 proc.

Gdyby powrót do poprzednich stawek okazał się w 2014 r. niemożliwy, resort finansów będzie mógł utrzymać wyższe stawki, ale po akceptacji parlamentu, bo konieczna byłaby nowelizacja przepisów rangi ustawowej.