Sekwencja zdarzeń jest krótka. Najpierw Trybunał Konstytucyjny orzekł, że opłacanie przez budżet składek na ubezpieczenie zdrowotne rolników niezależnie od ich dochodów jest niezgodne z konstytucją. To wywołało dyskusję o potrzebie reformy systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych na wsi. Jednak nie tylko o tym. Krótko po orzeczeniu trybunału prezes Kółek Rolniczych Władysław Serafin oznajmił, że pora, by rząd odważył się wprowadzić w rolnictwie system podatkowy zależny od uzyskiwanych dochodów.

Tok rozumowania jest prosty. Jeśli opłacane przez rolników składki mają zależeć od dochodów, dochody te muszą być ustalane w wiarygodny sposób. Rolnikom należy się też prawo do odliczania składek na podobnych zasadach, jakie dziś obowiązują pracowników najemnych i przedsiębiorców. Innymi słowy, nie da się zbudować efektywnego systemu ubezpieczeń dla rolników bez gruntownej przebudowy systemu opodatkowania rolnictwa.

Jest do tego dobry moment. Coraz więcej rolników, i to nie tylko tych najbiedniejszych, zaczyna dostrzegać, że podatek dochodowy może się okazać dla nich dużo lepszym rozwiązaniem niż płacony dziś podatek rolny. I to nawet pomimo konieczności prowadzenia w związku z tym jakiejś formy, uproszczonej zapewne, księgowości. Zrozumiała to także największa chłopska partia – PSL, która już jakiś czas temu proponowała wprowadzenie PIT w rolnictwie. Rolnik miałby taki sam wybór, jaki mają przedsiębiorcy: płacić podatek zryczałtowany lub według skali podatkowej.

Mógłby też pozostać przy podatku rolnym. Pomysł ten nie wyszedł nigdy poza deklaracje, jednak i on spotkał się z poparciem organizacji rolniczych. Ich przedstawiciele przekonywali, że dopiero takie rozwiązanie pokaże, czy rolnicy rzeczywiście są podatkowo uprzywilejowani w stosunku do mieszkańców miast. Łatwo się o tym przekonać, dokonując symulacji opodatkowania gospodarstw w różnych systemach PIT. Dla większości wprowadzenie podatku dochodowego oznaczać będzie niższe wpłaty na rzecz fiskusa niż dziś, kiedy płacą podatek rolny. Dodatkowo rolnicy mogliby korzystać z wielu przywilejów dziś dla nich niedostępnych, takich jak ulga prorodzinna czy wspólne rozliczenie z małżonkiem.

Dziś rolnicy płacą podatek rolny. Jego wysokość liczy się na podstawie tzw. hektara przeliczeniowego. Pomysł polega na tym, że przyjmuje się określony wskaźnik do przemnożenia posiadanego areału w zależności od kategorii gruntu (dobra ziemia czy zwykły nieużytek, łąka czy pole uprawne) i od tego, do którego z czterech okręgów podatkowych zalicza się gmina, na terenie której grunty się znajdują. I tak dla najlepszych gruntów z kategorii I położonych w I okręgu podatkowym przelicznik ten wynosi 1,95. Posiadając 10 ha ziemi, na potrzeby podatku rolnik traktowany jest tak, jakby posiadał 19,5 ha ziemi. To właśnie owe hektary przeliczeniowe.

Obliczenie podatku jest stosunkowo proste. Stałą stawkę uzależnioną od cen pszenicy przemnaża się przez liczbę hektarów przeliczeniowych. Oczywiście część rolników ma obniżony podatek, np. gdy grunty położone są na obszarach górskich.

Podatek trafia do gmin, zasilając ich skarbce około 1 mld zł rocznie. Dla porównania z tytułu udziałów we wpływach z PIT gminy mają dostać w tym roku około 11 mld zł.

Mankamentem podatku rolnego z punktu widzenia rolnika jest to, że trzeba go płacić niezależnie od wyników ekonomicznych gospodarstwa. Nawet wtedy, gdy zysk jest niewielki albo żaden.

W przypadku podatku dochodowego jest inaczej, płaci się go od rzeczywistego dochodu. Przychody, jakie przynosi gospodarstwo, można zatem pomniejszyć o wszystkie ponoszone koszty. Można też odliczać straty z tych lat, w których koszty przewyższyły przychody, a zatem gdy gospodarstwo przyniosło stratę. Jeśli dodać do tego możliwość odliczania składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, ulgę prorodzinną czy też możliwość wspólnego opodatkowania się z małżonkiem, szybko okazuje się, że większość rolników, rozliczając się z PIT, nie płaciłaby podatku w ogóle.

Dlatego między bajki należy włożyć tezę, że po wprowadzeniu PIT na wsi rolnicy zaczną płacić więcej podatków, a miasto przestanie ich w końcu utrzymywać. Tak się nie stanie. Jednak system będzie bardziej przejrzysty. I sprawiedliwszy. Również dla rolników.

Gdyby wprowadzić w rolnictwie PIT zbliżony do systemu, jaki dotyczy firm, rolnik mógłby również rozliczać się ryczałtem. Wówczas płaciłby co prawda PIT od przychodów, a nie dochodów (czyli bez prawa do uwzględniania kosztów), ale według dużo niższej stawki. To spowodowałoby obniżenie obciążeń podatkowych nie tylko dla małych, lecz także dużych gospodarstw rolnych.

Dopiero taka zmiana obciążeń podatkowych rolników otwiera szerokie pole do gruntownej reformy systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych rolników. Umożliwia też urealnienie płaconych przez nich składek.

Ubezpieczenia społeczne rolników w Europie

Oddzielny system ubezpieczeń społecznych rolników to nie tylko specyfika polska. Emerytury i składki zdrowotne ustalane specjalnie dla rolników są stosowane także w innych krajach.

Austria. Społeczne ubezpieczenia rolników (SVB) obejmują około 4 proc. ludności kraju. Emerytury dla rolników – 14,5 proc.

Finlandia. Społeczny fundusz ubezpieczeń MELA jest stworzony dla 1,8 proc. ludności kraju zajmującej się rolnictwem. Składki emerytalne są naliczone w każdym roku w innej wysokości w zależności od dochodu (stawka I 10,4 proc., stawka II 21,4 proc.)

Francja. Ubezpieczeni w Mutualite Sociale Agricole (MSA) pobierają emerytury i renty, mają też zapewnioną opiekę medyczną, pomoc socjalną dla samotnych, dla rodzin, osób starszych, a także zasiłki na opiekę nad dziećmi i na zasiedlenie. Ubezpieczenie obejmuje 2,1 proc. ludności kraju. Systemy finansowania są podzielone na dwie odrębne części: jeden dla rolników indywidualnych, a drugi dla pracowników zatrudnionych w rolnictwie. Pierwszy jest finansowany w 25 proc. ze składek i podatków.

Niemcy. Ubezpieczeniem rolników zajmują się trzy federacje: BLB, GLA i BLK. Wysokość składek jest ustalana każdego roku na podstawie wydatków z poprzedniego roku.