Prywatne rozmowy są przychodem

11.09.2007, 19:11; Aktualizacja: 13.02.2008, 14:02
Gdy telefon służbowy używany jest do celów prywatnych, a pracodawca pokrywa koszt takich rozmów i nie żąda zwrotu poniesionych wydatków, powstanie przychód ze stosunku pracy podlegający opodatkowaniu.
wróć do artykułu

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
Redakcja gazetaprawna.pl
Źródło:GP
Polub Gazetaprawna.pl

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • aa(2012-09-26 22:07) Zgłoś naruszenie 00

    A w jaki sposób pracodwca ma rozróżnić rozmowy prywatne, od służbowych? Zakładam, że nie wymaga od pracownika, aby zwracał mu za ewentualne rozmowy prywatne, jeśli są one incydentami i w rozsądnych granicach, ale przecież dla fiskusa to nie ma znaczenia, bo tu nie ma żadnej kwoty wolnej. Czyli: robimy szczegółowe billingi i wyłapujemy "podejrzane" numery. Oczywiscie to nie wszystko, bo z danym numerem można rozmawiać zarówno prywatnie, jak i służbowo, np. pracownik dzwoni do kolegi z pracy i kilka minut rozmawiają o sprawach służbowych, a później umawiają się np. na mecz. A więc może należałoby nagrywać i odsłuchiwać wszystkie rozmowy, a następnie według tematu rozmowy dzielić je na prywatne i służbowe. Następnie rozmowy prywatne wycenić, tylko jak??? Według obowiązujących cen na usługi tego rodzaju w danej miejscowości itd... ble... ble...ble... Wszyscy to znamy, tylko jak to zastosować do rozmów telefonicznych wobec olbrzymiej ilości taryf, promocji, planów, abonamentów itd. istniejących na rynku??? A są przecież takie taryfy, które mają nielimitowane rozmowy! Czy fiskus rzeczywiście poowinien w to ingerować? A jeśli tak, to czy nie należałoby zastanowić się tu nad wprowadzeniem jakiegoś ryczałtu: np. masz 10 tel. kom., które przekazałeś pracownikom, a więc płacisz od każdego telefonu dodatkowo złotówkę na m-c podatku, gdyż należy domniewywać, że pracownik od czasu do czasu zadzwoni np. do żony, a Ty go za to nie obciążysz, jednocześnie domniemując, że jeśli będzie wydzwaniał do tej żony za często, to Ty sam sobie z tym poradzisz np. obciążając go za te rozmowy, zabierając mu telefon itp. I koniec, nie wnikamy kto gdzie dzwonił , nie wymagamy żadnych billingów, fiskus się tym dalej nie interesuje. Oczywiście taki podatek musiałby zapłacić pracodawca, ale chyba chętnie by zapłacił, żeby mu fiskus dał spokój i nie prześwietlał rozmów ze służbowych telefonów. Czy prowadzący działalność nie ma co robić, tylko bawić się w jakieś billingi i robić dochodzenie, kto gdzie dzwonił, jeśli nie chce tego robić w celu obciążenia pracownika, a tylko, żeby zadowoilić fiskusa? Gdyby rzeczywiście się takimi bzdetami zajmował, to nie miałby już czasu na działalność. Czy to wszystko nie jest chore, że fiskus uparcie sięga do płytkich kieszeni, zamiast raczej zająć się np. "Cypryjczykami", którzy stosują tzw. "optymalizację podatkową" wyprowadzając nia małe dochody za granicę? Tu jest coś do ugrania, bo to są duże pieniądze, a nie jakieś tam rozmowy przez komórkę. No, ale taki "Cypryjczyk" to na ogół osobnik na tyle dobrze ustosunkowany, że... lepiej może zostawić go w spokoju. Powtarzam: to wszystko jest chore i... nie miejmy złudzeń, że jeśli wygra najbliższe wybory ktoś inny, to się to zmieni na lepsze... A doradcy podatkowi z renomowanych kancelarii mogliby bardziej wczuć sie temat i zastanowić się, czy to jest w ogóle wykonalne, zamiast udzielać wyjaśnień "co do zasady", bo tyle to my wiemy. Jeśli zaś kontestowanie stanu prawnego nie godzi sie z ich etyką zawodową, to może lepiej nic nie mówić w tym temacie czakając na zmianę tego idiotycznego stanu prawnego.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane