Ministerstwo Rozwoju we współpracy z resortem finansów pracuje nad projektem ulgi na tzw. robotyzację. Kiedy przepisy wejdą w życie?

Chcemy, żeby stało się to 1 stycznia 2021 r. Jeszcze we wrześniu projekt zmian ma być opublikowany. Będzie więc czas na przyjęcie go przez parlament.

Czy z tej preferencji będzie można skorzystać już w deklaracji za 2020 r., którą przedsiębiorcy będą składać w 2021 r.?

Nie, ulga zacznie obowiązywać z początkiem 2021 r. i po raz pierwszy będzie mieć zastosowanie do rozliczenia za ten właśnie rok. Planujemy wprowadzić ją na pięć lat, czyli będzie ona funkcjonować w latach 2021–2025. Inaczej mówiąc, wydatki, które firmy będą rozliczać w ramach ulgi, muszą być poniesione od początku 2021 r. do końca 2025 r.

Będzie to ulga podobnie funkcjonująca jak dzisiejsza preferencja na badania i rozwój, którą co do zasady rozlicza się po zakończeniu roku obrotowego?

Tak, w ustawach o PIT i CIT będą wymienione koszty, zwane kosztami robotyzacji, które firma, składając zeznanie roczne, dodatkowo będzie mogła odliczyć od podstawy opodatkowania. Tak jak w przypadku ulgi B+R również w przypadku preferencji na robotyzację przedsiębiorca będzie ją rozliczał w zeznaniu rocznym.

Czy dodatkowo będzie można odliczyć 100 proc. kosztów kwalifikowanych?

W przypadku ulgi na robotyzację będzie to dodatkowe 50 proc. Z naszych obliczeń wynika, że dzięki temu korzyść z tej preferencji dla przedsiębiorcy, który inwestuje w robotyzację, pokryje ok. 10 proc. wydatku na ten cel.

Czy jeżeli nie uda się odliczyć wszystkich kosztów, będzie to można zrobić w kolejnych rozliczeniach?

Tak jak w przypadku ulgi B+R będzie można rolować koszty. Nie zmieniamy tej zasady, bo jest ona korzystna dla podatnika.

Kto będzie mógł skorzystać z nowej preferencji?

Podatnicy PIT i CIT, którzy będą chcieli zautomatyzować stanowisko pracy. Ulga będzie powszechna, dostępna dla wszystkich firm, niezależna od ich wielkości. Z tego względu nie będzie stanowiła pomocy publicznej.

Jakie koszty kwalifikowane będzie można odliczyć?

Początkowo chcieliśmy uwzględnić jedynie wydatki na roboty, czyli hardware. Po konsultacjach z przedsiębiorcami postanowiliśmy jednak rozszerzyć katalog kosztów kwalifikowanych m.in. o software, czyli oprogramowanie do maszyn, które pozwala na zdalne zarządzanie, diagnozowanie, monitorowanie i serwisowanie robotów. Potrącić będzie też można wydatki na elementy związane z robotem, np. tory, po których się on porusza, i czujniki, które umożliwiają bezkolizyjne przemieszczanie się. Do kosztów kwalifikowanych będą też zaliczane szkolenia dla pracowników związane z tymi robotami i maszynami. Chcemy też, aby odliczenie przysługiwało przy leasingu tych maszyn. To jednak jeszcze kwestia do ustalenia z Ministerstwem Finansów.

Oczywiście staraliśmy się tak skonstruować przepis, aby w ramach nowej preferencji nie można było nadużywać przepisów i np. odliczać wydatków na wózki widłowe.

A jeśli biuro rachunkowe będzie chciało zautomatyzować proces wystawiania faktur? Skorzysta z ulgi?

Już dziś może odliczyć takie koszty w ramach ulgi badawczo-rozwojowej, gdy wytworzy takie oprogramowanie we własnym zakresie.

A jeśli zakupi program?

Ideą wprowadzenia ulgi jest robotyzacja danego miejsca pracy. Pytanie więc, na ile ten przykład, który pani podała, wpisuje się w tę koncepcję. Nie każda automatyzacja procesów będzie podlegać preferencji. Załóżmy przykładowo, że w sklepie spożywczym instalowana jest kasa bezobsługowa. W takim przypadku podatnik nie będzie mógł skorzystać z ulgi.

Preferencja ma być skierowana głównie do firm produkcyjnych, które chcą zrobotyzować proces produkcji. Zamienić ciężką ludzką pracę na operowanie robotami, które tę pracę wykonają szybciej, dokładniej i bezpieczniej. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że część przedsiębiorców będzie chciała wykorzystać nowe przepisy również w innych sytuacjach.

Może pan podać więcej przykładów sytuacji, w której podatnicy będą mogli skorzystać z tej ulgi, a kiedy nie?

Każdy przypadek będzie analizowany osobno przez Krajową Administrację Skarbową. Weźmy jednak dla przykładu robota spawalniczego. Sam robot to tylko jeden z elementów stanowiska. Do jego funkcjonowania potrzebne są też: efektory końcowe – narzędzia, które trzyma robot i którymi pracuje, zasilanie, stacje czyszczące i złączki uniemożliwiające kolizje, stół do oparcia spawanego elementu, wygrodzenie, żeby nikt w czasie pracy robota nie mógł wejść w zasięg jego pracy, oprogramowaniem do jego funkcjonowania. Wszystkie te elementy będą kosztem odliczanym w ramach ulgi. Inny przykład – robot manipulator, który obsługuje prasę wytłaczającą karoserię. Wszystkie elementy potrzebne do pracy robota będą kosztami kwalifikowanymi, ale już sama prasa nie. To bowiem osobna maszyna, choć będzie przez robota obsługiwana.

Ile dzięki nowej uldze zyskają przedsiębiorcy?

Z naszych szacunków wynika, że 1,1 mld zł w ciągu pięciu lat, w których będzie funkcjonowała ta preferencja. To kwota, którą zaoszczędzą przedsiębiorcy na podatku dochodowym.

Skąd w ogóle pomysł takich zmian?

Po pierwsze, robotyzacja dla tych, którzy chcą utrzymać produkcję na tym samym poziomie lub chcą się rozwijać, jest konieczna – ze względu na pandemię i zmiany demograficzne. Do 2030 r. w Polsce będziemy mieli 2 mln pracowników mniej. Już dziś firmy zmagają się z ich brakiem. Roboty muszą stopniowo zastępować ciężką, monotonną, wykonywaną w trudnych i często szkodliwych warunkach ludzką pracę. Po drugie, Polska odstaje od innych państw, jeżeli chodzi o liczbę robotów przypadających na 10 tys. osób pracujących w przemyśle. W 2018 r. w Niemczech było ich 338, Słowacji 165, Czechach 135, na Węgrzech 84, a u nas 42. To pokazuje, że mamy sporo pracy do wykonania.

Aby polskie firmy mogły uczestniczyć w międzynarodowej rywalizacji o zamówienia, muszą być konkurencyjne nie tylko technologicznie, lecz także cenowo. Będzie to możliwe jedynie w przypadku jak największej lub całkowitej automatyzacji i robotyzacji procesów. Należy wziąć pod uwagę, że zautomatyzowana produkcja, bez bezpośredniej styczności z człowiekiem jest nie tylko tańsza, lecz także bezpieczniejsza w czasie szczególnym (np. pandemia, upały). Będzie też przyczynkiem do cyfryzacji firm, a przewaga takich firm uwidoczniła się z całą mocą w czasie epidemii i zarządzonej konieczności utrzymywania dystansu.

Robotyzacja pozwala także na szybkie reagowanie na zmianę zapotrzebowania, produkowanie w krótkich seriach i elastyczność w oferowanych produktach. Linie zrobotyzowane charakteryzują się też znacząco mniejszym wskaźnikiem liczby błędów na 1 mln przeprowadzonych operacji w toku produkcji (do tego niezależnym od pory doby), produkcja jest szybsza, tańsza i bardziej dokładna.

Dlaczego resort zdecydował się na ulgę, a nie na inne sposoby pomocy?

Dofinansowania wiążą się z biurokracją i zaangażowaniem jakiejś instytucji. Preferencje podatkowe są prostszym sposobem pomocy i – w mojej ocenie – bardziej skutecznym. Dzięki nim firmom zostają w kieszeni konkretne pieniądze, np. na inwestycje.

Od 2021 r. będziemy mieli trzy filary wsparcia innowacyjności – ulgę na robotyzację, IP Box (czyli 5-proc. stawkę dochodu z komercjalizacji kwalifikowanych praw własności intelektualnej) oraz dobrze funkcjonującą ulgę B+R.

Z tej ostatniej jednak nadal korzysta niewielu podatników…

Wstępne dane Ministerstwa Finansów pokazują bardzo dobry trend – liczba podatników PIT i CIT, którzy skorzystali z tej ulgi w rozliczeniu za 2019 r., wzrosła o prawie jedną trzecią w porównaniu z rokiem wcześniejszym. I tak: 1277 podatników CIT odliczyło niespełna 2,162 mln zł, natomiast 1192 podatników PIT odliczyło 275 mln zł [patrz infografika – przyp. red.].

A jak to było w przypadku IP Box, tj. rozwiązania, z którego podatnicy mogli skorzystać po raz pierwszy w rozliczeniu za 2019 r.?

Z możliwości obniżenia stawki podatku do 5 proc. skorzystało w rozliczeniu za 2019 r. 1601 poradników PIT, którzy zapłacili 18 mln zł podatku, oraz 49 podatników CIT, którzy zapłacili 26 mln zł podatku. Duże zainteresowanie tą nową i trudną ulgą podatkową dobrze rokuje na przyjęcie się tego rozwiązania w dłuższej perspektywie.