To zależy, czy czytelnik ma przychód, jakie ponosi koszty jego uzyskania i w efekcie, czy w ogóle osiąga dochód, od którego należy zapłacić podatek dochodowy. Zasadniczo składki na własne ubezpieczenia społeczne (emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe) odlicza się od dochodu przy obliczaniu zaliczki na podatek, a składkę zdrowotną – od samego podatku (7,75 proc. podstawy jej wymiaru). Gdyby nie pandemia, to obliczając zaliczkę na PIT od własnych dochodów (np. w maju za kwiecień), przedsiębiorca mógłby odjąć składki ZUS zapłacone w kwietniu.

Skoro jednak ich nie zapłaci (bo skorzysta ze zwolnienia), to ich nie odejmie. A jeżeli ich nie odejmie, to wykaże wyższy dochód do opodatkowania (bez odliczenia składek na ubezpieczenia społeczne) oraz wyższą kwotę podatku do zapłaty do urzędu skarbowego (bez odliczenia 7,75 proc. podstawy wymiaru składki zdrowotnej). Najprościej widać tę różnicę na przykładzie składki na ubezpieczenie zdrowotne. Zasadniczo wynosi ona w tym roku 362,34 zł miesięcznie, z tym że od podatku można odliczyć 312,02 zł (7,75 proc. podstawy wymiaru).

Reklama

Kto więc płaci składkę zdrowotną, zyskuje na odliczeniu 312,02 zł, a z własnej kieszeni wykłada tylko 50,32 zł. Kto natomiast korzysta ze zwolnienia z ZUS, ten nie odlicza 312,02 zł, a więc o tyle więcej płaci podatku dochodowego. W kieszeni zatrzymuje jedynie resztę, czyli 50,32 zł. Wszystko to jednak przy założeniu, że podatnik ma dochód i ma od czego płacić PIT.

Jeżeli z powodu pandemii czytelnik nie ma przychodu ani dochodu (po odjęciu kosztów), to i tak nie płaci podatku dochodowego. W takiej sytuacji wszystko, co zaoszczędzi na zwolnieniu z ZUS, zachowuje w kieszeni.