Fatalnie zredagowany przepis powoduje, że osoby, które chcą zrobić sobie przerwę w działalności gospodarczej, wpadają w pułapkę opodatkowania.
Reklama
Karta podatkowa to jedna z najprostszych form rozliczania podatku dochodowego w ramach firmy. Przedsiębiorca, który z niej korzysta, nie musi prowadzić księgowości, a podatek, który płaci, jest stosunkowo niski i niezależny od wysokości dochodów. Daninę ustala bowiem z góry naczelnik urzędu skarbowego. Kieruje się przy tym rodzajem działalności, liczbą zatrudnionych pracowników oraz liczbą mieszkańców w danej miejscowości. Karta podatkowa jest opłacalna dla tych, którzy prowadzą działalność na małą skalę. Przepisy, które ją regulują, powinny być więc możliwie klarowne. Niestety okazuje się, że w tej formie opodatkowania kryje się pułapka, która mogłaby zwieść nawet doświadczonych ekspertów.

Kruczek prawny

Chodzi o art. 34 ust. 1 ustawy z 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 43; ost.zm. Dz.U. z 2019 r. poz. 2200). Przepis ten pozwala, by osoba, która rozlicza się za pomocą karty podatkowej, zrobiła sobie przerwę w działalności.
Na pierwszy rzut oka sprawa jest banalnie prosta. Podatku – za okres przerwy – płacić nie trzeba, pod warunkiem że zgłosi się ją urzędowi skarbowemu we właściwym terminie. Sęk w tym, że przepis zredagowano tak, że niewielu podatników wie, jak to prawidłowo zrobić. Samo zawieszenie firmy nie jest jeszcze takie straszne. Przepis mówi bowiem, że podatnik musi zawiadomić o przerwie najpóźniej w dniu jej rozpoczęcia. Jeśli więc np. dentysta opodatkowany kartą jedzie na stypendium do USA i boruje ostatniego zęba 10 września, to musi zawiadomić o tym fiskusa najpóźniej 11 września, ale może też to zrobić wcześniej, np. 10 września. Równocześnie z zawiadomieniem o przerwie może też złożyć zawiadomienie o wznowieniu działalności. Jeśli zrobi to od razu, to problemu nie ma.
Przepis pozwala też jednak informować o obu tych czynnościach odrębnie. Jest to dobre rozwiązanie dla tych, którzy, zgłaszając przerwę, nie są jeszcze pewni, kiedy z powrotem podejmą działalność. Zgodnie z przepisem termin zakończenia przerwy trzeba zgłosić urzędowi skarbowemu najpóźniej w „w dniu poprzedzającym dzień jej zakończenia”.

Czyli kiedy?

Przeciętnemu Kowalskiemu wydaje się, że skoro chce z powrotem uruchomić firmę dajmy na to 15 grudnia, to wystarczy, jeśli zgłosi to fiskusowi dzień wcześniej, czyli 14 grudnia. Okazuje się jednak, że nic bardziej mylnego, bo właściwym i ostatecznym terminem jest 13 grudnia. Kto się spóźni, choćby jeden dzień, ten zapłaci podatek za okres przerwy, w czasie której nie uzyskiwał żadnego dochodu.
‒ Rzeczywiście sposób redakcji art. 34 ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym pozostawia wiele do życzenia. Nie dziwi mnie, że przeciętny podatnik ma problemy z prawidłowym jego odczytaniem. Niestety, patrząc na tę sprawę, dochodzę do wniosku, że ludzie, którzy zawodowo zajmują się podatkami, oderwali się od rzeczywistości – komentuje Jacek Aninowski, dyrektor generalny ds. obsługi postępowań w ISP Modzelewski i Wspólnicy.

Sądowe rozstrzygnięcia

O tym, że ostateczny termin na zgłoszenie zakończenia przerwy upływa już na dwa dni przed ponownym otwarciem firmy, przekonała się podatniczka, której sprawę rozpatrzył 20 grudnia 2018 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku (sygn. akt I SA/Gd 1679/19).
Chodziło o mieszkankę Ustki, która przez dwa miesiące w roku (lipiec i sierpień) wynajmowała pokoje letnikom. Przez resztę roku robiła sobie przerwę, bo w pomieszczeniach nie było ogrzewania. Tak też uczyniła w 2015 r. Zawiadomienie o rozpoczęciu przerwy złożyła stosunkowo wcześnie, bo już w lipcu tego roku. Jej wznowienie zakomunikowała natomiast urzędowi skarbowemu 30 czerwca 2016 r. Podatniczka była przekonana, że zmieściła się w wyznaczonym terminie i nie będzie musiała regulować podatku za 10 miesięcy, podczas których nie wynajmowała pokoi.
Organy podatkowe wytłumaczyły jej jednak, że źle zrozumiała przepis i spóźniła się o jeden dzień ze zgłoszeniem zakończenia przerwy. Wyjaśniły, że skoro zaczyna wynajmować pokoje od 1 lipca, to ten dzień jest już dniem prowadzenia działalności. 30 czerwca natomiast jest ostatnim dniem przerwy. A zatem wznowienie działalności powinno zostać zgłoszone najpóźniej 29 czerwca, bo to jest właśnie dzień poprzedzający zakończenie przerwy.
Podatniczka próbowała walczyć o swoje w sądzie. Tłumaczyła, że dla niej dniem zakończenia przerwy jest dzień rozpoczęcia działalności, a zatem do urzędu powinna się stawić właśnie 30 czerwca. Początkowo Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku stanął po jej stronie. Uznał, że podatniczka miała prawo nie zrozumieć przepisu i nie została też przez urząd skarbowy poprawnie pouczona, kiedy składała wniosek o zawieszenie firmy.
Korzystny dla kobiety wyrok sądu pierwszej instancji uchylił jednak Naczelny Sąd Administracyjny. W orzeczeniu z 9 lipca 2019 r. (sygn. akt II FSK 2695/17) NSA stwierdził, że podatniczka uchybiła obowiązkowi zawiadomienia organu o zakończeniu przerwy. I że nie można tego usprawiedliwić brakiem wiedzy co do sposobu realizacji zawiadomienia, nawet jeżeli wynikało to z zawiłości przepisu czy skrótowej formy pouczenia zastosowanego przez organ przy zgłaszaniu rozpoczęcia przerwy. Po wyroku NSA sprawa trafiła ponownie do WSA w Gdańsku, który tym razem nie miał innego wyjścia, jak tylko orzec na niekorzyść podatniczki. Zasada jest bowiem taka, że przy ponownym rozstrzyganiu sprawy sąd pierwszej instancji jest związany orzeczeniem sądu kasacyjnego.



opinia eksperta

Zapytajmy, kiedy kończą się wakacje

Mariusz Makowski doradca podatkowy
Nie dziwi mnie, że podatnicy mają wątpliwości, czy „zakończeniem przerwy” jest ostatni dzień trwania tej przerwy, czy też pierwszy dzień prowadzenia działalności po przerwie. Posługując się analogią wakacyjną, wielu z nas miałoby np. problem z rozstrzygnięciem dylematu, czy wakacje kończą się 31 sierpnia, czy też 1 września.
Ciekawe jest również to, że wznowienie działalności w tego typu przypadkach następuje poprzez złożenie dwóch zawiadomień: CEIDG-1 składanego do urzędu miasta (gminy) i PIT-16Z składanego w urzędzie skarbowym. Dla obu tych zawiadomień inaczej określono termin ich złożenia. Zawiadomienie CEIDG składa się po prostu przez datą wznowienia (czyli może to być dzień przed rozpoczęciem tej działalności). Natomiast zawiadomienie PIT-16Z składa się przed dniem poprzedzającym dzień zakończenia zawieszenia. Trudno dociec, jaki cel przyświecał takiej konstrukcji przepisu podatkowego, wszak organ podatkowy nie podejmuje jakichkolwiek czynności w związku z wznowieniem działalności przez podatnika opodatkowanego kartą. ©℗

Koniec przerwy i podjęcie działalności to dwie strony tego samego medalu

Gerard Dźwigała radca prawny i partner w Kancelarii Dźwigała, Ratajczak i Wspólnicy
Założenie, zgodnie z którym ostateczny termin na zgłoszenie zakończenia przerwy następuje na dwa dni przed rozpoczęciem działalności, jest nieprawidłowe lub co najmniej wątpliwe. Jak dla mnie moment zakończenia przerwy jest dokładnie tym samym momentem, co chwila podjęcia działalności. Pamiętajmy, że zazwyczaj praca i działalność rozpoczyna się nie w pierwszej sekundzie danego dnia po północy, ale od rana albo nawet później (zależnie od jej rodzaju nawet wieczorem). Zatem uprawnione jest przyjmowanie, że dzień poprzedzający zakończenie przerwy, to dzień poprzedzający rozpoczęcie (podjęcie) działalności. Przemawia za tym również wykładnia celowościowa – chodzi o to, aby informacja (deklaracja o zakończeniu przerwy) była złożona właśnie przed rozpoczęciem działalności. To ogranicza w zupełnie wystarczający sposób potencjalne manipulacje terminami. Nie ma żadnego racjonalnego powodu, aby uznawać, że ma to być dokonywane dokładnie dwa dni przed podjęciem działalności, a nie jest wystarczające przyjęcie dnia poprzedzającego jej ponowne podjęcie.